Tygodnik Szczytno

Środa, 14 Październik
Imieniny: Edwarda, Geraldyny, Teofila –

Reklama

Reklama

Ślimak - mazurskie gadanie Wiesława Mądrzejowskiego

Radośnie ogłoszono, iż Szczytno zostało przyjęte do sieci Cittaslow czyli „miast dobrej jakości życia”. Jesteśmy tam wspólnie z kilkoma innymi miasteczkami z Mazur. Tylko się z tego cieszyć i wyjątkowo nie mam zamiaru kpić, lecz z pełnym uznaniem uważam to za sukces. Bo kto nie chciałby mieszkać w miejscu, w którym najważniejsze jest oficjalnie „polepszanie jakości życia mieszkańców i przybliżanie kultury dobrego życia”. Symbolem sieci Cittaslow jest… ślimak, co może wzbudzić pewne obawy.

  • Data:

Jest to bowiem zwierzątko wprawdzie smaczne po dobrej kulinarnej obróbce, lecz raczej nie kojarzące się z czymkolwiek dynamicznym, a raczej powoli pełzającym. Przyjmijmy więc, że mieszkamy, zamierzamy mieszkać i dobrze nam będzie (?) w ciasnym wprawdzie, ale własnym i pewnym domku na grzbiecie.

 

 

Bardziej mnie zainteresowało, co kryje się pod sztandarowym dla tego ruchu pojęciem „kultury dobrego życia”. W jakim kierunku zmierzamy? Czy zadowoli nas spokojne ślimacze tempo wegetacji bez wstrząsów, kwiatki, bratki i rabatki? Zarzut właśnie promowania takiego gnuśnego modelu powoli wymierającego miasteczka stawiano poprzednim naszym władzom.

 

Pamiętam dyskusje przed ostatnimi wyborami samorządowymi. Do kandydatury aktualnego burmistrza przekonało mnie przede wszystkim postawienie na naturalny rozwój miasta z wykorzystaniem jego walorów klimatycznych, położenia w otoczeniu lasów i jezior, braku przemysłu niszczącego środowisko. Przemyślane wykorzystanie tych walorów. Wstąpienie do sieci wpisuje się w ten program. Kultura dobrego życia to nie wegetacja, ale zrównoważony rozwój.

 

Zrównoważony, czyli łączący dbałość o wzrost gospodarczy i poprawę jakości życia mieszkańców, „czerpanie ze zdobyczy nowoczesności i najnowszych technologii” (kocham takie wyświechtane slogany), z zapewnieniem oferty kulturalnej i rekreacyjnej, promowaniem lokalnych produktów, usprawnieniem administracji pod kątem potrzeb mieszkańców. No i jako Zielony doceniam przede wszystkim ochronę środowiska i promowanie postaw ekologicznych wśród mieszkańców. Słodkie to jak obrazek na ścianie w przedszkolu, aż chciałoby się polizać.


Reklama

 

Teraz tylko to przekładać na codzienne nasze życie. Czy ustanie odpływ młodych, którzy ściągnięci wizją szczycieńskiej dolce vita wrócą w rodzinne strony? Zjadą tu tysiące spragnionych spokoju turystów? Rozwiną się dziesiątki sportowych talentów wychowanych na naszych wspaniałych obiektach sportowych przez doskonale przygotowanych trenerów? Maturzyści z naszych szkół … itd., itp., itd. Od czego tu jednak zacząć?

 

Przetoczyła się ostatnio przez miasto dyskusja w związku z wyłączeniem z użytkowania basenu w WSPol. Obowiązujący w czasie epidemii reżim sanitarny pozwolił na przeprowadzenie gruntownej oceny stanu obiektu i okazało się, iż ten już prawie zabytkowy basen wymaga solidnego remontu.

 

Szanse na korzystanie z kąpieli w tym roku są minimalne. Lepiej nie będzie. To, moim zdaniem, dobry czas na podjęcie radykalnych i odważnych decyzji. Proponuję więc pod egidą Cittaslow, aby władze miasta i powiatu oraz okolicznych gmin powołały społeczny komitet budowy centrum sportowego z prawdziwego zdarzenia.

 

Z porządną pływalnią i związaną z nią infrastrukturą, halą z możliwością przeprowadzania imprez lekkoatletycznych, zapleczem rekreacyjnym i rozrywkowym. Gdyby jeszcze przy tym powstał stadion lekkoatletyczno–piłkarski z prawdziwego zdarzenia… Z niezbyt wielką widownią, na naszą miarę. Że co? Że wielki kryzys za pasem i nie da rady? A próbował ktoś? Podróż dookoła świata zaczyna się od zrobienia pierwszego kroku. I to już w tej chwili mamy z głowy.

Reklama

 

Od paru dni odbywam coroczny „przegląd techniczny i przesmarowanie” w ośrodku rehabilitacji na pograniczu Kaszub i Kociewia. Pamiętam przed pół wiekiem zrujnowany pałac, który dziś jest supernowoczesną kliniką. Było wtedy trochę trudniej i udało się. Nie wszystkim. Włóczę się po znajomej i bliskiej mi sprzed lat okolicy. Ze smutkiem oglądam kwitnące niegdyś obiekty i gospodarstwa dziś zrujnowane i nawet trudne do odnalezienia w zarastających je lasach. Z trudnością poruszam się kiedyś ruchliwymi drogami, po których bez włączenia biegu terenowego nie da się teraz przejechać. Nie wydarzyła się żadna tragedia. Tak to już w życiu jest. Komuś się bardzo chciało, innemu mniej.

 

Wiesław Mądrzejowski (wiemod@wp.pl)

 

 



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama