Poniedziałek, 4 Maj
Imieniny: Jaropełka, Marii, Niny -

Reklama


Reklama

Pijak wjechał do jeziora


Chciał umyć auto, wykąpać się czy też miał apetyt na rybki? Motywy są drugorzędne, bo ważniejsze jest to, że Wojciech W. z Warszawy „zaparkował” auto w jeziorze, a jeszcze ważniejsze – że był solidnie „skaleczony” alkoholem.


  • Data:

Chciał umyć auto, wykąpać się czy też miał apetyt na rybki? Motywy są drugorzędne, bo ważniejsze jest to, że Wojciech W. z Warszawy „zaparkował” auto w jeziorze, a jeszcze ważniejsze – że był solidnie „skaleczony” alkoholem.

Nie każdemu z wiekiem przybywa mądrości. Łatwo udowodnić tę tezę analizują przypadek 68-letniego Wojciecha W. z Warszawy. W poniedziałek mężczyzna nieźle sobie popił i być może nabrał ochoty na ryby, bo przyczepił łódkę do dachu auta i ruszył w drogę.

Daleko nie zajechał, zaledwie kilka kilometrów. Jego podróż skończyła się w wodach jeziora Dłużek. Miał sporo szczęścia, bo mieszkańcy okolicznych domostw okazali się czujni. Co prawda, kierowca jakimś cudem z auta wygramolił się sam, ale pojazd przed zatonięciem uchronili mieszkańcy. - Kobieta, która usłyszała pisk opon poszła zobaczyć, co się stało. W jeziorze zobaczyła pływające auto. Jej sąsiad wskoczył do wody a ona pobiegła po linę. Wspólnie przywiązali samochód do drzewa. Następnie do akcji wkroczyli strażacy, którzy wyciągnęli samochód z wody na brzeg – mówi Aneta Choroszewska-Bobińska, rzecznik prasowy szczycieńskiej policji.


Reklama

Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierowca na łuku drogi nie skręcił, ale wjechał do jeziora. Trudno się dziwić, skoro w krwi miał ponad 2 promile alkoholu. Poobijanego niefortunnego kierowcę przewieziono do szpitala. Za apetyt na rybki grozi mu teraz kara do 2 lata pozbawienia wolności oraz zakaz prowadzenia pojazdów do lat 10.

Paweł Salamucha

Fot. Krzysztof Nikadon

 

 

Reklama



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama