Poniedziałek, 4 Maj
Imieniny: Jaropełka, Marii, Niny -

Reklama


Reklama

Pamięta o szkole


Teresa Grzeszczak to jeden z tych nauczycieli, o których mimo upływu lat pamiętają zarówno uczniowie jak też jej współpracownicy. I chociaż już od kilku lat pani Teresa jest na emeryturze i spełnia się w roli babci nie zapomina jednak o swoim dawnym miejscu pracy.


  • Data:

Teresa Grzeszczak to jeden z tych nauczycieli, o których mimo upływu lat pamiętają zarówno uczniowie jak też jej współpracownicy. I chociaż już od kilku lat pani Teresa jest na emeryturze i spełnia się w roli babci nie zapomina jednak o swoim dawnym miejscu pracy.

Teresa Grzeszczak to jeden z tych nauczycieli, o których pamięta się jeszcze wiele lat po ukończeniu szkoły. Pani Teresa w zawodzie pedagoga przepracowała 42 lata, w tym 10 lat jako dyrektor szkoły podstawowej nr 1 (dziś gimnazjum nr 1).

Jeżeli chodzi o wykształcenie to zalicza się do dość nietypowych pedagogów. - Ukończyłam technikum rolnicze, następnie studium pedagogiczne, by w końcu zostać magistrem biologii – tłumaczy. – Co ciekawe nie przepracowałam ani jednego dnia w rolnictwie – dodaje z uśmiechem.

Po studiach pani Teresa stwierdziła, że rolnictwo to nie jest jej wymarzony zawód i związała się ze szkolnictwem. – Uczyłam historii, geografii, wychowania fizycznego i oczywiście biologii – opowiada. – Sport to mój konik od zawsze – rzut oszczepem, akrobatyka, lekkoatletyka i piłka siatkowa, a dziś Nordic Walking

I chociaż dziś jest już na emeryturze nie zapomina o szkole. – „Moja” szkoła to dziś gimnazjum, a nie podstawówka, ale i tak chętnie biorę udział w różnego rodzaju uroczystościach – mówi.


Reklama

Ciekawy jest jednak nie tylko przebieg kariery pani Teresy, ale również jej pochodzenie. – Na Mazury przyjechałam z Kielc w 1948 roku... w stroju ludowym – opowiada. – Przez to wszyscy w szkole oglądali mnie jak lalkę. Dziwiło mnie to, bo u nas w takim stroju chodziło się każdego dnia – dodaje. - Jednak szybko okazało się, że tu mało kto taki strój widział i początkowo spotkałam się z dość chłodnym przyjęciem.

 

Liczy się dobra atmosfera

A jak pani Teresa wspomina swoją pracę? – Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że było fajnie. Nauczyciele pracowali z dużym zaangażowaniem. To byli ludzie, którzy lubili swoją pracę. Zawsze wyznawałam też zasadę, że dyrektor nie musi być najmądrzejszy, ale musi umieć czerpać z wiedzy innych. Zawsze też kierowałam się zasadą, że najpierw jest się człowiekiem, a później dyrektorem. Być może to również pomagało w budowaniu dobrych relacji ze współpracownikami i uczniami – tłumaczy.

 

Dobry człowiek

Mówi się, że dzisiejsza młodzież jest inna – gorsza, jak pani to widzi? – Nawiązanie kontaktu z młodym człowiekiem nigdy nie było łatwe. Sztuką jest umiejętność słuchania, a nie mówienia. Ja wyznaję też zasadę, że wychowaniem przede wszystkim powinni zajmować się rodzice, szkoła nie może ich w tym wyręczać, a jedynie pomagać i ukierunkowywać dziecko. Natomiast jeżeli chodzi o samych uczniów, to zmieniła się przede wszystkim kultura języka w mediach, wielu rodziców boryka się też z problemem bezrobocia, to również wpływa na wychowanie. Mimo wszystko uważam, że chamstwa nie można usprawiedliwiać brakiem chleba.

Reklama

A jak to jest z niesfornymi? – Z mojej praktyki wynika, że nie zawsze ci, którzy w szkole stali na piedestale, wyrośli na dobrych ludzi. Dlatego przede wszystkim rodzice powinni patrzeć nie na to czy dziecko przynosi piątki, czy trójki, ale jaki z niego rośnie człowiek – tłumaczy pedagog.

Paweł Salamucha

Fot. Paweł Salamucha

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama