Kontrowersyjne śmieci i podatki (rozmowa "Tygodnika Szczytno")
Przebieg i ustalenia z „roboczego” spotkania dotyczącego stawek śmieciowym i podatkowych wowołały różne wrażenia, nie tylko wśród internautów, ale – jak się okazuje – także wśród bezpośrednich uczestników. Z „oficjalną” wersją i samozadowoleniem innych radnych nie zgadza się Paweł Krassowski.
Podobnie jak cała Rada Miejska, „walczysz” ze śmieciowymi stawkami...
Owszem, można powiedzieć, że walczę: o to samo, ale nie tak samo. Główny „bój” dotyczy stawek opłaty „śmieciowej”. Koledzy radni po prostu nie zgadzali się na podwyżki, bez pomysłów i prób rozwiązania problemu. Przeciwko tym podwyżkom, dobrze ponad pół roku temu, też głosowałem, ale jednoczesnie proponowałem, by miasto intensywniej skontrolowało oświadczenia i rzeczywistą liczbę mieszkańców, by dokładniej ustalono, kto płaci, a kto nie, bo oczywistą jest rzeczą, że im rzetelniej będzie ta opłata uiszczana, tym koszty jednostkowe będą niższe.
Jakieś efekty tego wniosku?
Są, chociaż nie rozumiem, czemu miasto potrzebowało na te kontrole aż tyle miesięcy, czemu nie można było tego robić na bieżąco. Według oświadczeń „śmieciowych” w Szczytnie „mieszka” niewiele ponad 18 tysięcy osób, podczas gdy oficjalne dane mówią o blisko 23 tysiącach. Ta różnica już powinna była ratusz zmobilizować, ale nic się nie działo. Pewnie, najłatwiej jest podnieść stawki, ale gdzie tu rzetelność i prawdziwa, a nie tylko deklarowana dbałość o miasto i mieszkańców? W każdym razie, na tym „roboczym” spotkaniu poinformowano, że w ostatnim czasie udało się urzędnikom znaleźć 300 „nowych” mieszkańców. Według słów burmistrza, wśród niepłacących był nawet jeden ksiądz.
Czy ten „przyrost” ludności wpłynął jakoś na wysokość proponowanej stawki „śmieciowej”?
Nie. Ja natomiast zaproponowałem, by została ona ustalona na poziomie 25 zł, a nie 28, jak to ujęto w projekcie uchwały. W odpowiedzi usłyszałem tylko od burmistrza, że będzie się to łączyło z dopłatą budżetową na poziomie 800 tysięcy złotych. Swojej propozycji nie wziąłem z sufitu. Te 25 zł to stawka obowiązująca m.in. w Dobrym Mieście czy Lidzbarku Warmińskim – miastach, które również należą do ZGOK Olsztyn, ponoszą więc takie same koszty. Niestety, na pytanie: dlaczego w tych wskazanych miastach stawki mogą być niższe – odpowiedzi już nie otrzymałem. Miałem też wątpliwości co do uczciwości śmieciowych przepisów, bo one dyskryminują mieszkańców domów wielorodzinnych. Ci z jednorodzinnych mają stawkę śmieciową niższą o 4,5 zł, jeśli posiadają kompostownik. Na tę wątpliwość usłyszałem tylko komentarz od radnej z klubu PiS, że co mnie obchodzą blokowiska, jak sam mieszkam w willi! I było to właściwie wszystko, co w kwestii stawki opłaty śmieciowej miało charakter merytoryczny. Żadne inne propozycje co do stawek czy rozwiązania problemów nie padły, z żadnej strony, ani radnych różnych klubów, ani ze strony urzędowej.
To na czym stanęło? Jakieś ostateczne konkluzje?
Na niczym. W piątek, czyli 19 listopada, będzie sesja, na której mają być podejmowane dwie tylko uchwały: „śmieciowa” i dotcycząca podatku od nieruchomości. Jak wynika z materiałów, stawka 28 zł od osoby, w uchwale dotyczącej przyszłego roku, jest utrzymana. Chyba więc nie trzeba innego dowodu na to, że te „robocze” spotkania niczemu nie służyły i niczego do sprawy nie wniosły. Ale podczas tego spotkania „dyskutowano” dalej. Zmienił się temat rozmów, objął stawki podatków.
I tu podwyżki też są nieuchronne.
Są – i tego nie kwestionuję, bo koszty rosną wszystkie, także te, które ponosimy z budżetu. Pytanie tylko, czy te podwyżki powinny sięgać aż 10%, bo taka jest propozycja. Standardem jest, że wzrost stawek podatkowych, jeśli w ogóle następuje, sięga stopy inflacji. A jeśli dobrze pamiętam, w ubr., wg rządowych deklaracji i wyliczeń, inflacji nie było, a u nas podwyżki sięgnęły też średnio 10%.
Do wzrostu podatków już jesteśmy przyzwyczajeni, chociaż było w naszej niedawnej historii kilka i takich lat, gdzie podwyżek nie było...
I owszem. Nie byłem jakimś wielkim fanem poprzedniej burmistrz, ale faktycznie: podwyżek podatków nie było przez ładnych kilka lat, a inwestycje były jednak realizowane, i to wcale w niemałych ilościach. Mało tego, były to w wielu przypadkach inwestycje kluczowe, które obecny burmistrz kontynuuje i się nimi chlubi. Poza tą, która była najtrudniejszym i największym wyzwaniem, czyli InnoPolice.Tyle że te działania, rozpoczęte kilka lat temu, już się kończą, a na „półkach” urzędowych nie widzę ani nowych projektów, ani nowych pomysłów, w przypadku których można by mówić o jakichś rozwojowych perspektywach. Bo budowa czy modernizacja kilku kolejnych ulic to jest żadne osiągnięcie, to standard. A moim zdaniem, podwyżce podatków, i to na sporym poziomie, powinny towarzyszyć propozycje inwestycyjne, które faktycznie będą miały wpływ na rozwój miasta.
I o tym też wspominałeś podczas spotkania?
Pośrednio. Pytałem o strategię rozwoju miasta na kolejne 10-lecie, którą przecież pilnie tworzono i nawet konsultowano z różnymi środowiskami w Szczytnie. Chciałem wiedzieć, co dalej i kiedy ta strategia będzie gotowa, ale się nie dowiedziałem. Interesowało mnie też podsumowanie i wnioski odnośnie do realizacji tej strategii, która dotychczas obowiązywała – też zero informacji, komentarzy, wniosków...
No to czego dotyczyła debata podatkowa?
Stawek. Mnie najbardziej zaintrygowała nie tyle ogólna podwyżka stawek podatkowych od powierzchni przeznaczonych na działalność gospodarczą, co jej szczególna i znaczna... obniżka.
Jakim cudem?
Jeszcze w czasach burmistrz Górskiej w uchwale podatkowej wprowadzone zostały odrębne stawki dla sklepów o dużych powierzchniach. Była więc stawka zwykła, dość niska, wyższa była dla sklepów o powierzchni powyżej 500 m2, a na poziomie maksymalnym płacili posiadacze sklepów o powierzchni powyżej 1000 m2. Dla przykładu, na rok 2020, analogicznie, te stawki wynosiły: 19,41, 21,60 i 23,90 zł. Na rok 2022 Ministerstwo Finansów ustaliło maksymalny poziom tego podatku na 25,74 zł. Gdyby podział na stawki był utrzymany, to tyle płaciłyby markety czy supermarkety, a tych w Szczytnie coraz więcej. Ale ten podział został w projekcie uchwały zniesiony. To oznacza, że te markety zapłacą „zwykłą stawkę” czyli 21,60 zł, bo taka jest najnowsza propozycja, czyli mniej niż nawet dwa lata temu. Jest to więc znaczna obniżka. Podczas spotkania pani skarbnik wyjaśniała, że nowa „interpretacja” prawa nie pozwala na takie różnicowanie. Interpretacja – podkreślam, bo przepisy się nie zmieniły. Możliwość różnicowania stawek podatkowych wynika wprost z ustawy, taką opinię ma też Ministerstwo Finansów, ale dla Szczytna okazało się ważniejsze stanowisko UOKiK. Już nawet pomijam fakt, że jeszcze tydzień temu ta jedna stawka sięgała 22,60 zł, a obecnie już 21,60 zł. Kiedy i jakim cudem, i przez kogo stawka została zmniejszona – tego nie wiem.
To chyba dobrze, że ma być niższa niż wstępnie proponowana?
Pewnie, że dobrze, biorąc pod uwagę to, że w ogóle jestem przeciwny takim podwyżkom w sytuacji, gdy nie ma konkretnych propozycji i planowanych działań, które miałyby naprawdę służyć miastu w dalszej perspektywie. Ale markety mają się z czego cieszyć, bo dla nich nowa stawka to niebagatelny prezent. Dla mnie osobiście to właściwie można by w ogóle zrezygnować z wszelkich podatków i opłat, bo to z kolei być może pozwoliłoby się rozwinąć naszym przedsiębiorcom, a wtedy płaciliby wyższy CIT i PIT, co zasilałoby budżet miasta może nawet bardziej, niż lokalne podatki. Podobnie zresztą można by podsumować kwestie podwyżek „śmieciowych”. Bo czym np. byłoby te 800 tysięcy złotych, które trzeba by dopłacić przy niższej stawce: 25 zł od osoby? Niczym innym jak pieniędzmi mieszkańców. Zatem – tak czy siak – to nie budżet, nie burmistrz, nie radni, ale tylko i wyłącznie mieszkańcy płacą za wszystko to, co się w mieście dzieje. A skoro płacą, to niechby przynajmniej mieli szansę na lepszą przyszłość swoją i miasta.
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

