Pierwsze życiowe zetknięcie z żywą historią, oprócz oczarowania, rozbudziło potrzebę wiedzy, a ta objawiła się poszukiwaniem i wchłanianiem wszystkiego, co było dostępne z dziedziny archeologii i kolejnymi wizytami w miejscach badań archeologicznych. - Nim zakończyłam liceum, to już wiedziałam, kim chcę być i nie żałuję tego do dziś – opowiada z przejęciem pani Justyna.
Archeologia to specyficzna dziedzina nauki, badając przeszłość, ślady bytności człowieka, wkracza w jego genetykę i nieustannie wzbogaca wiedzę o ludzkim genotypie, próbuje rozwiązać zagadkę, skąd się wzięliśmy, licząc, że wiedza o naszym pochodzeniu i budowie pomoże w rozwiązywaniu niedomagań chorobowych. Tak oto poznanie przeszłości ma mieć wpływ na przyszłość. Archeolodzy to ludzie ogromnych ambicji, każdy marzy o największym odkryciu, czymś, co zmieni istniejący pogląd w danym temacie, stanie się przełomem dającym nowe, nieznane dotąd światło i będzie tak znaczące, że rozsławi nazwisko odkrywcy. By temu sprostać, młoda Justyna podejmuje studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. A konkretnie Wydział Historyczny i Archeologia Pradziejowa mają uzbroić przyszłą badaczkę w niezbędne umiejętności i wiedzę. - Od pierwszej chwili nauka i praca, są jedną wielką przygodą. To prawdziwa pasja nie do zamienienia na nic innego, a mówić o niej można nieustannie. To zaczęło się w szkole i trwa do dziś. Każdy dzień uczy i wzbogaca wiedzę akademicką, każdy dzień wnosi też coś nowego do wielkiej skarbnicy wiedzy o nas samych - o człowieku – wyjaśnia pani archeolog. Kraków to szczególne miejsce i nie tylko dlatego, że UJ to światowa kuźnia talentów. -Krakowski rynek to otwarta księga historii. Kopaliśmy na głębokości 4 m i to dało nam bardzo bogaty obraz ludzkiej bytności. Na samym dole cmentarz datowany na X wiek, nad nim osada z przełomu XI i XII stulecia. Pod obecną płytą rynku ślady targowisk z wyraźnym podziałem na strefy i warstwy społeczne. Są szczątki drewnianych straganów dla zwykłych ludzi i kamienne okazałe stoiska bogatych kupców – opowiada o swoich początkach pani Justyna.
Po tym zawodowym szlifie przyszła kolej na inne, jeszcze bardziej ciekawe wyzwania. Podczas budowy autostrady w okolicach Krakowa i Rzeszowa natrafiono na ślady osadnictwa od epoki kamienia do wczesnego średniowiecza. Prace na tych stanowiskach ugruntowały młodą panią archeolog. I pewnie wszystko by biegło swoim torem, gdyby nie przyjazd do Powałczyna na wczasy i poznanie Kazimierza. Coś zaiskrzyło i dwoje, podobnie widzących świat ludzi, postanowiło założyć rodzinę. Zamieszkali razem w Powałczynie w 2005, a rok później pani Justyna otworzyła własną pracownię archeologiczną i całą swoją pasję aż do dziś poświęca naszemu regionowi.
A jak to wygląda od kuchni? Otóż dróg do źródła wiedzy o historii człowieka na ziemi jest wiele. Kiedy nie mamy informacji o stanowiskach archeologicznych w danym regionie i nie ma danych w bazie ,,Polskich Badań Powierzchniowych”, archeolodzy wychodzą na pola, zwłaszcza po orce, wtedy najlepiej widać szczątki skorup ceramicznych naczyń czy formowanych ludzką ręką fragmentów narzędzi z kamienia. Po ich ilości oceniamy, czy zachodzi podejrzenie, że mogą być w tym miejscu ślady osady, czy w sytuacji, gdy jest to w pobliżu istniejącego skupiska ludzi, dowodzi, że był to wywóz na pole przez uprawiających ziemię rolników np. wraz z obornikiem. Gdy artefaktów jest wiele, fakt ten zgłaszany jest do wojewódzkiego konserwatora zabytków i ten decyduje o dalszym postępowaniu. Na ogół poza wpisem do krajowej bazy danych nikt nie podejmuje dalszych działań aż do chwili, gdy pojawia się ingerencja poprzez np. inwestycję budowlaną. Wtedy, zgodnie z polskim prawem, inwestor zobligowany jest do współpracy i opłacenia nadzoru bądź badań archeologicznych. Gdy natrafia się na znalezisko, to jest ono oceniane i jego znaczenie decyduje o tym, czy inwestycja będzie zrealizowana. Jeżeli mamy do czynienia z fragmentarycznymi np. częściami muru, to istnieje szansa kontynuowania inwestycji przy zachowaniu i wkomponowaniu znaleziska w nową całość.
Inaczej rzeczy się mają, gdy są zapisy historyczne i zostają potwierdzone wykopaliskami. Wtedy może to być dziedzictwo narodowe lub nawet światowe i artefakty po gruntownych badaniach i opisaniu trafiają do muzeów lub w przypadku osad czy obiektów same stają się muzeami. Od 2006 r pani Justyna prowadzi badania na terenach objętych ścisłą ochroną. Są to centra miast, m.in.: Szczytna, Mrągowa, Biskupca, Reszla, Rynu, Giżycka i Barczewa. Prace te dotyczą identyfikacji historycznej zabudowy miast, wielkości budynków, przebiegu ulic i traktów komunikacyjnych. I tak na przykład w Szczytnie fosa wokół zamku miała około 20-30 m szerokości i została zasypana. Prowadzona jest analiza danych z muzeów, archiwów, monografii miejscowości oraz zapisów znajdujących się w zbiorach prywatnych czy z archiwalnych gazetach. Najczęściej znajdowane ślady bytności człowieka to: warsztaty, doły do wypalania wapna, ślady dawnych urządzeń kanalizacyjnych, wodnych i studnie. Często natrafia się na drewniane wodociągi z czasów krzyżackich. Wielkim źródłem wiedzy historycznej są śmietniki, gdzie znajduje się dawne maszyny, łyżwy, codzienne przedmioty z każdego rodzaju działalności.
Praca na danym terenie związana jest zawsze ze współpracą z lokalnymi muzeami w takich miastach jak: Szczytno, Olsztyn, Pisz, Kętrzyn czy Mrągowo, gdzie na zasadzie umowy z archeologiem trafiają wykopaliska z regionu. I tak na terenie Nadleśnictwa Wipsowo znaleziono krótki miecz rycerski z XV w. Było to w ramach nadzoru prac saperskich rozminowywania terenów leśnych. Nad każdym znaleziskiem pani Justyna sama prowadzi badania i renowację, opracowuje dokumentacje i dopiero wtedy eksponat bierze odpowiednie muzeum. Czego nasza ziemia kryje najwięcej? Są to całe pojedyncze naczynia. Buteleczki po lekach, kałamarze, guziki, a także bagnety, bełty czy kule z muszkietów. Każde miasto ma stare centrum, gdzie bez archeologa nic się nie dzieje. Wiele stanowisk jest poza miastami i tam za nie płaci inwestor. Jeżeli jest sygnał, że gdzieś ktoś coś znalazł, to informuje o tym konserwatora zabytków. Tak było np. z kurhanem pruskim na terenie Nadleśnictwa Wipsowo. - Jeżeli chodzi o Ziemię Szczycieńską, to bazujemy na przedwojennych danych niemieckich. Istnieje archeologiczna mapa Tiszki, ale nie tylko. Nieocenioną pomoc dają nowe technologie: georadar, zdjęcia lotnicze, analiza ukształtowania terenu - wszystko razem tworzy pewną całość - mówi. Co spędza sen z oczu pani Justyny” - Wiem, że pomiędzy Powałczynem a Piasutnem są dwa kurhany pruskie. Chciałabym je zlokalizować, jest to trudne ze względu na duże zalesienie terenu, ale nie niemożliwe.
A co z wielkiej historii odkryto na naszej ziemi? Całe cmentarzyska z epoki żelaza. W okolicach Babięt i Starych Kiejkut znaleziono cmentarne z okresu wpływów rzymskich I – V w. n.e. W Piasutnie odnaleziono jeden skarb - kurhan. - Mieszkam w Powałczynie, tu budujemy z mężem nasz dom i chciałabym zrobić coś specjalnego. Myślę o opracowaniu naukowym stanowisk archeologicznych dla tej gminy- snuje plany p. Justyna. Zapytana o plany zawodowe, odpowiada: - Stawiam na nowe technologie, to szansa na kolejne znaleziska i uzupełnianie brakujących kart historii naszej ziemi. Chciałabym też pogłębiać moją wiedzę, zwłaszcza z zakresu renowacji i konserwacji metali. Historia ma to do siebie, że jej poznanie, nawet w małym aspekcie, nie wyczerpuje tematu, stąd archeologowi z pasją nigdy nie zabraknie pracy.
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41