Reklama

Środa, 4 Marca
Imieniny: Kingi, Maryna, Tycjana -

Reklama


Reklama

Jerzy Niemczuk o cienkiej granicy między państwem prawa a bezprawiem


Zaufanie do sądów w Polsce jest niskie, a każdy skandal z udziałem sędziego natychmiast trafia na czołówki mediów. W felietonie „O cieniach bezprawia” Jerzy Niemczuk stawia jednak szersze pytanie: co stanie się z państwem, gdy władza polityczna zacznie decydować o sądach. Autor przypomina, że niezależność wymiaru sprawiedliwości nie jest przywilejem sędziów, lecz fundamentem demokracji – bez którego łatwo wejść w obszar, gdzie rządzą już nie prawa, lecz siła.



Sądy i prawnicy nie mają dobrych notowań w dużej części społeczeństwa, bo większość nie jest ich działaniem zainteresowana. Chyba że sąd wyda kuriozalny wyrok albo sędzia po pijaku ukradnie dynię ze straganu. Bywa. W każdej grupie zawodowej zdarzają się przestępcy. Wprawdzie wśród sędziów ich odsetek jest mniejszy niż wśród księży, ale opinie bardziej to psuje, bo sędzia ma być sprawiedliwy i nieskazitelny z urzędu, a kapłanowi wystarczy, że wierzy, modli się i wygłasza dobre kazania, wymierzanie sprawiedliwości pozostawia zaś bogu najwyższemu. 


Jednak sprawiedliwi sędziowie, których jest znakomita większość, są mniej interesujący dla mediów i publiczności, która sądów w swoich sprawach nie odwiedza, a połowa z tych, którzy je odwiedzają, żeby sądzić się z innymi, jest z wyroków niezadowolona. Nawet jeśli sąd uzna, że obie strony mają rację, co teoretycznie może się zdarzyć, to i tak dużo będzie brakowało do pełnego zadowolenia. 


Sędziowie sami czasami psują sobie opinię, traktując podsądnych obcesowo i arogancko. Bywa. Urząd daje władzę, a ludzie mają skłonność do jej nadużywania. Zdarza się to i lekarzom, i nauczycielom akademickim. Nawet pielęgniarkom i położnym się to przytrafia, ale trudno się im dziwić, skoro mają przez cały dzień do czynienia z pacjentami niezadowolonymi ze swoich dolegliwości albo z rodzącymi, które w miejscu pracy krzyczą wniebogłosy, zamiast rodzić w bólu z godnością, jak nakazuje pismo święte. 


Reklama


Mimo niedostatków urzędowej sprawiedliwości nic lepszego od niej dotąd nie wynaleziono. Alternatywą jest prawo silniejszego lub wręcz bezprawie. Również pomysł, żeby to sędziowie sami spośród siebie wybierali na ważniejsze w wymiarze sprawiedliwości stanowiska budzi kontrowersje. Dla części polityków jest to fanaberia kasty, która chce unikać politycznej kontroli i próbują to skutecznie wmówić opinii publicznej, która chętnie łyka proste rozwiązania, nie wymagające umysłowego wysiłku, a trójpodział władzy uważa nie za fundament demokracji, ale za niepotrzebne mnożenie bytów. 


Gdyby politycy dokonywali mądrych wyborów służących społeczeństwu i wybierali najbardziej kompetentnych i doświadczonych, cieszących się nienaganną reputacją, a niektórych krajach tak się o dziwo dzieje, bo dobre obyczaje są tam zakorzenione od dawna, to nie budziłoby to protestów. Jednak politycy mają nieodpartą skłonność do wskazywania kandydatów mniej kompetentnych, a bardziej politycznie użytecznych, gorzej wykształconych i sfrustrowanych brakiem awansów z powodu niedostatków osiągnięć, a ci czując na plecach ciepły oddech życzliwej im władzy, starają się potem odwdzięczyć. Niewiele mają do stracenia, autorytetu nie utracą, bo nie mają, z dorobkiem to samo. Tego, co im dano na tacy, nigdy by nie osiągnęli w cywilizowanej procedurze. 

Reklama


Władza ma zaś skłonność do utrzymania się za wszelką cenę u steru przy kolejnych wyborach, czemu służy rozszerzenie na obszary do tej pory poza jej kontrolą. Sądownictwo podległe przestaje być niezależne i staje się kolejnym instrumentem utrzymania rządów. I wtedy władza wykonawcza nie tylko rządzi, ale i sądzi, a sama osądzona nie będzie, bo należy sądzić, że wyróżnieni przez nią sędziowie nie będą już służyli prawu i sprawiedliwości, a ulegną presji polityków. 


Po uległych, stronniczych i bojaźliwych trudno się spodziewać odwagi w ferowaniu wyroków. Wszak będą oni mieli do czynienia nie tylko z polityczną presją, lecz także z niebezpiecznymi przestępcami. 
Nie po to władza sądownicza ma być niezależna, żeby jej wybór przy każdych wyborach oznaczał kolejną zależność, aż doczekamy czasów, że politycy sami staną się sędziami w każdej swojej i naszej sprawie. 
Jerzy Niemczuk

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama