Poniedziałek, 27 Kwiecień
Imieniny: Marii, Marzeny, Ryszarda -

Reklama


Reklama

Dwie plagi Żeromskiego


Jedna plaga – żywa – to bezdomni, którzy pod wiatą urządzili sobie noclegownię. Druga – martwa – to zwały pokruszonego eternitu z częściowo już zdemontowanego dachu tejże wiaty.

 

 

Nielegalna noclegownia

 

- Ci ludzie tam „mieszkają” i nie jest to fajne dla ...


  • Data:

Jedna plaga – żywa – to bezdomni, którzy pod wiatą urządzili sobie noclegownię. Druga – martwa – to zwały pokruszonego eternitu z częściowo już zdemontowanego dachu tejże wiaty.

 

 

Nielegalna noclegownia

 

- Ci ludzie tam „mieszkają” i nie jest to fajne dla nikogo: ani dla nich, ani dla nas i naszych klientów – alarmuje Mirosław Kizel, który w jednym z budynków, sąsiadujących z dawna kotłownia prowadzi swoją firmę. - Tam śpią, plączą się po terenie i urządzają libacje.

O interwencje w tej sprawie zwrócił się do władz miasta i Straży Miejskiej. Jego zdaniem – nie zajęto się tym problemem ani szybko, ani tym bardziej skutecznie.

My „zwiedziliśmy” wiatę we wtorek w porze obiadowej. Jak widać na fotografiach, dzicy lokatorzy wiaty odbywali poobiednią sjestę. Wyglądają na zadomowionych: prycze i materace, na których leżą, wskazują istotnie na stały i częsty pobyt. Podobnie jak butelki, czy może nawet i hałda „domowych” śmieci.

- Prośbę o interwencję w tej sprawie otrzymaliśmy we wtorek – mówi komendant Straży Miejskiej Janusz Gutowski. - W środę poinformowaliśmy właściciela obiektu i szefa firmy, której ten właściciel zlecił rozbiórkę kotłowni. I – niestety – na tę chwilę tylko tyle możemy zrobić.

Na przeszkodzie, jak mówi komendant, stoi... prawo. Stara kotłownia i wiata, pod którą przed laty składowano opał, jest własnością prywatną i to w gestii właściciela jest egzekwowanie wszelkich przejawów naruszania tejże własności. Może on, np. zgłosić policji, że jego mienie zostało naruszone, że jakiś obcy element wtargnął na teren posesji, ale ta posesja musiałaby być zabezpieczona przed takim wtargnięciem. W przypadku kotłowni trudno jest o jakimkolwiek zabezpieczeniu mówić.

- „Noclegownia” w tym miejscu nie jest niczym nowym – dodaje komendant Gutowski. - Interweniowaliśmy w podobnych sytuacjach, kiedy obiekt był jeszcze własnością miasta. Wśród tamtejszych „bywalców” są nieliczne osoby, pochodzące ze szczytna, ale w głównej mierze to „turyści”.


Reklama

Niestety, w od wiosny do jesieni takich przybyszów jest w Szczytnie całkiem sporo. Dopóki oni nikomu nie zagrażają, władza ich za bardzo nie tyka. Dopiero późną jesienią, kiedy nocowanie pod chmurką może być zagrożeniem dla ich życia, służby porządkowe, w tym Straż Miejska, lokalizują siedziby bezdomnych i ich samych, i różnymi metodami perswazji kierują do schronisk i noclegowni – już tych legalnych. Problem bezdomności występuje więc w Szczytnie (choć sama bezdomność inaczej jest postrzegana przez prawo, a inaczej przez nauki społeczne), ale jest „gościnny”. Według informacji, które zimą przedstawiał nam Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej – w naszym mieście bezdomnych nie ma. Przewrotnym żartem historii i literatury może być w tej sytuacji fakt, że to właśnie Stefan Żeromski, patron ulicy z „noclegownią”, jest autorem powieści pod znamiennym tytułem „Ludzie bezdomni”.

 

Azbest pyli i truje

 

Nie mniej dokuczliwą, a zapewne bardziej niebezpieczną „plagą”, która dotyka „sąsiadów” rzeczonej wiaty jest zalegający na jej podłożu eternit, niedbale i nieumiejętnie usunięty z części dachu. Rozkruszone jego resztki, w niebagatelnej ilości, walają się po glebie. Dla nikogo już chyba nie jest tajemnicą szkodliwość azbestu, a najbardziej niebezpieczny jest on właśnie w takiej pokruszonej i pylącej postaci. I tę sprawę Mirosław Kizel zgłosił odpowiednim organom.

- Rozbiórka tego dachu odbywała się jakieś 3 tygodnie temu – opowiada. - Przyjechała ekipa w białych fartuchach, w maseczkach, zwaliła płaty eternitu i tak zostało.

W ubiegłym tygodniu, w środę bądź czwartek, dzwoniłem w tej sprawie do sanepidu i do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Otrzymałem deklarację, że te instytucje zajmą się sprawą, ale odnoszę wrażenie, że nic się nie dzieje.

My winnych zaczęliśmy szukać w Urzędzie Miejskim, który co roku realizuje program likwidacji azbestu z obszaru Szczytna. Urząd winny jednak nie jest, bo właściciel obiektu nie uczestniczy w tym programie, mimo że wtedy prawidłowa i legalna utylizacja eternitu kosztowałaby go sporo mniej. - Firma, która dokonuje likwidacji azbestu w ramach miejskiego programu, wykonuje te działania w pełnej zgodności ze „sztuką” i nie wyobrażam sobie, by mogło się zdarzyć coś takiego, co widać pod ta wiatą przy Żeromskiego – mówi Albert Kiliman z Urzędu Miejskiego.

Reklama

Ze względu na to, że jest to teren prywatny, także i w tej azbestowej sytuacji miasto ma związane ręce. Najwięcej do powiedzenia (i interwencji) mogą mieć sanepid i PINB. Zgodnie z przepisami obie te instytucje powinny być przez właściciela kotłowni poinformowane wcześniej o rozbiórce dachu z udziałem materiału niebezpiecznego, czyli o tym; kiedy, kto i jak będzie prowadził prace. I obie instytucje mogą przebieg tych działań skontrolować.

W Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego, w środę, czyli jakiś tydzień po przekazaniu tej instytucji informacji o walającym się eternicie, żadnych działań jeszcze nie podjęto. Dopiero (w tym tygodniu – jak zapewnia urzędnik), nadzór budowlany ma zamiar ustalić właściciela i sprawdzić, czy w ogóle złożył on zawiadomienia o rozbiórce. W trakcie kilkuminutowej rozmowy udało się już sprawdzić, że właściciel złożył w PINB pozwolenie na rozbiórkę wydane przez Starostwo Powiatowe. Ono jednak ma charakter ogólny i nie dotyczy szczegółów odnośnie do likwidacji azbestu. Te dane powinno zawierać odrębne zawiadomienie. Czy zostało złożone – tego w środę PINB jeszcze nie wiedział. - Zajmiemy się tą sprawą – słyszę w słuchawce telefonu.

Jeśli w takim tempie, jak dotychczas, to pokruszone azbestowe płyty będą jeszcze długo zapylać ulicę Żeromskiego.

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama