Zamiłowanie do pszczół odziedziczył po dziadku Konstantym Pisarku. Pan Konstanty przybył do Świętajna w drugiej połowie lat 60. ubie...
Zamiłowanie do pszczół odziedziczył po dziadku Konstantym Pisarku. Pan Konstanty przybył do Świętajna w drugiej połowie lat 60. ubiegłego stulecia. Przyjechał z rodziną ze wsi Siarcza Łąka na Kurpiach. Wraz z nim przywędrowały pszczoły. Dziadek zmarł w 1969 r. i choć jego roczny wtedy wnuczek był za mały, aby coś pojąć, magiczna pasja dziadka czekała na swoją chwilę. A ta nie kazała na siebie długo czekać. - Jako młody chłopak, często po szkole zachodziłem na strych naszego domu. Wisiały tam ramki, od których po całym domu roznosił się, dla mnie wtedy, magiczny zapach. W szkole średniej dużo czytałem na temat pszczół, kupowałem literaturę, ale nie miałem odwagi samemu spróbować - wspomina pan Leszek. Po wojsku pan Leszek założył własną rodzinę. Do pełni szczęścia brakowało tylko pszczół. - Często przechodziłem obok domu przy ul. Dworcowej w Świętajnie i w ogrodzie widziałem puste ule. Pewnego dnia zapytałem: dlaczego nie ma pszczół? Gospodarze odpowiedzieli: „Boimy się pszczół”. Zaproponowałem, że kupię te ule, ale nie chciano mi ich sprzedać, twierdząc, że stoją dla ozdoby – opowiada Pisarek. Został jednak skierowany do pana Radysa, znanego w okolicy pszczelarza ze Świętajna, a ten widząc ogromną determinację, zapytał czy Leszek chce mu pomagać i wozić go na jego pasiekę. Zgoda była natychmiastowa i tak zaczęła się droga Pisarka do własnej pasieki. Jak to bywa w małej, wiejskiej społeczności, o wyjazdach do pszczół i pracy pana Leszka ludzie często rozmawiali. W efekcie kolejna osoba zwróciła się o pomoc przy pszczołach. Pani Kerbedź, słysząc pochlebne opinie na temat jego pracy, zaprosiła Pisarka do pomocy w swojej pasiece. Dziś mistrz mówi, że to była jego praktyka. Zaczęła się w 1996 r., a po roku pan Radys podarował mu 4 puste ule, a pani Kerbedź - roje do zasiedlenia.
Ta pierwsza własna mała pasieka stanęła za domem rodziców przy ul. Dworcowej w Świętajnie. Dużym oparciem była i jest żona p. Leszka. Wspólna praca: wirowanie miodu, pomoc w rozlewaniu w słoiki i sprzedaży dodają sił. Radość z posiadania własnych pszczół i dbania o nie, była wielka. - W 2000 roku sprzedałem Jawę 350 Sport, kupiłem 1,5 ha ziemi przy ulicy Leśnej i 18 uli”- wspomina z przejęciem pan Leszek. Nastał czas prób i eksperymentów, w którym młody pszczelarz sam buduje ule. Jeszcze się nie specjalizuje, na jego pasiece stoją obok siebie ule: Dadana, wielkopolskie, warszawskie poszerzane i oczywiście najstarszy ul, perełka po dziadku. Dużo czyta, zwłaszcza zimą, wyjeżdża na szkolenia i sympozja pszczelarskie. Z myślą o poznawaniu nowych ludzi i wymianie doświadczeń wstępuje do Koła Pszczelarskiego w Myszyńcu, które wchodzi w skład Kurpiowsko-Mazowieckiego Związku Pszczelarzy. W 2002 r. postanawia wprowadzić w swojej gospodarce pasiecznej standaryzację i zakupuje ule ze styropianu ,,Łysonia”. To był przełom, który pozwolił nie tylko obserwować zachowanie pszczół podczas prac w pasiece, ale tak naprawdę, od tego momentu rozpoczyna się nowy rozdział – samodzielne eksperymenty poznawczo-naukowe. Jak lepiej budować gniazdo, jak sterować czerwieniem matek, które matki sprawdzają się najlepiej w naszych warunkach. Istotna stała się też profilaktyka leczenia i rozpoznawanie zagrożeń. Oczywiście wiele przy tym nauki i ta ciągła wielka potrzeba - więcej i więcej wiedzy.
Dziś wiedza i doświadczenie zaczynają dorównywać pasji, a pan Leszek, jak każdy bartnik, całymi godzinami potrafi opowiadać o fenomenie pszczelej społeczności. W 2011 r. w Pszczelej Woli – polskiej stolicy pszczelarstwa – Leszek Pisarek ze Świętajna otrzymuje dyplom Mistrza Pszczelarskiego, a egzamin zdaje z wynikiem bardzo dobrym. Wraz z wiedzą przybywało pszczół, piękna pasieka przy ulicy Leśnej w Świętajnie powiększyła się o nowe miejsca w miejscowościach: Chochół, Jerutki i Piasutno. Całość liczy obecnie 68 rodzin. Osobiste obserwacje skłoniły pana Leszka do spostrzeżenia, że pszczoły są potrzebne do istnienia różnorodnej szaty roślinnej. Tam, gdzie jest pszczoła, są i ptaki. Na łąki i polany pełne kwiatów podchodzą sarny z młodymi, zawsze chcą być tam także wszelakie owady. Cały ekosystem zdaje się rozkwitać. Wiedza i miłość do pszczół sprawiają, że dziś sama pasieka to za mało. Życie podsuwa konieczność działań mających na celu ochronę ekosystemu i to właśnie spędza sen z oczu pszczelarza. Ostatnie lata odznaczały się słabymi pożytkami, koniecznością było wzbogacenie naturalnego kwiatostanu poprzez uprawę gryki czy facelii. Susza, kultura upraw łąk, gdzie dziś rośnie tylko trawa, ograniczają w znacznym stopniu miejsca, skąd pszczoły czerpią nektar. I choć lot za nektarem może być nawet dwunastokilometrowy, to jednak każdy wytrawny bartnik dba o to, aby w promieniu 1.5 do 2 km, było jak najwięcej nektaru, gdyż na takich odległościach pszczoły pracują najwydajniej. Pana Leszka niepokoi również fakt, iż coraz mniej młodych ludzi zostaje pszczelarzami. Zauważa, że bardzo wielu pszczelarzy trzyma pszczoły, a nie prowadzi gospodarki pasiecznej.
Pomysłem na zmianę i poprawę sytuacji jest powołanie do życia Regionalnego Centrum Krzewienia Wiedzy i Kultury Pszczelnictwa w Świętajnie. - Dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej należy dzielić się wiedzą o pszczołach, uczyć wzajemnie gospodarować tak, aby jak najmniej rojów osypywało się po zimie. Dbałość o czysty, nieskażony miód, wosk czy propolis to dbałość o zdrowie i odporność na choroby nas wszystkich. Chcę w najbliższym czasie zaprosić do współpracy wszystkich pszczelarzy w gminie. Jest nas 18., na naszym terenie pracują też pszczelarze z innych gmin. Mam w planach stworzenie miejsca, w którym każdy, od przedszkolaka do seniora, mógłby poznać arkana pszczelarstwa i dowiedzieć się, jak powstaje miód. Ten pomysł przyszedł mi do głowy podczas pobytu z pogadanką o pszczołach w przedszkolu w Świętajnie - tak o potrzebach i planach na przyszłość opowiada Leszek Pisarek.
Oprócz miodu produkuje też ekologiczny wosk, a z niego świece. Zbiera propolis i zna wiele form jego zastosowania. W dawnych czasach bartnicy zasiadali w sądach jako ławnicy. Ich szlachetność i uczciwość były wzorem i gwarancją prawdy. Dziś, kiedy turyści w kilka dni wykupują cały pozyskany miód i są to osoby te same od wielu lat, widać, że w pasiece mistrza Pisarka średniowieczny zwyczaj i uczciwość przetrwały do dziś.
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41