Wiosną 1945 r. przybyły do Szczytna pierwsze transporty z Wołynia. Z towarowych wagonów wysiadali ludzie, mający w niewielkich podręcznych bagażach dorobek całego życia. Jedni przywozili rodzinne pamiątki, inni zapasy żywności i żywy inwentarz. A Mieczysław Zadróżny przyjechał z plecakiem wypchanym książka...
Wiosną 1945 r. przybyły do Szczytna pierwsze transporty z Wołynia. Z towarowych wagonów wysiadali ludzie, mający w niewielkich podręcznych bagażach dorobek całego życia. Jedni przywozili rodzinne pamiątki, inni zapasy żywności i żywy inwentarz. A Mieczysław Zadróżny przyjechał z plecakiem wypchanym książkami. Przed wojną był bibliotekarzem w sławnym Liceum Krzemienieckim i teraz na Warmii i Mazurach miał zamiar kontynuować swą pracę.
Warto wiedzieć, że biblioteka krzemieniecka miała piękne tradycje, sięgające XVIII w. Jej fundament stanowiły zbiory Stanisława Augusta przewiezione z Zamku Królewskiego do szkoły Tadeusza Czackiego. Z czasem powiększyły się do ponad trzydziestu tysięcy pozycji i należały do największych na Kresach Wschodnich. Krzemieniecki bibliotekarz był trzecią figurą w hierarchii szkoły za dyrektorem i jego zastępcą.
Zamek z księgozbiorem
W niewielkim pokoiku w wieży Zamku Juranda w Szczytnie znalazły schronienie resztki wspaniałego księgozbioru. Mieczysław Zadróżny dbał o to, aby do naszych rąk, uczniów szczycieńskiego gimnazjum, trafiały najcenniejsze pozycje. To dzięki niemu po raz pierwszy przeczytałem „Na tropach Smętka” Melchiora Wańkowicza – książkę, która stanowiła wówczas przewodnik po mazurskiej ziemi.
Znany działacz oświatowy, polonista prof. Jerzy Korkozowicz tak go wspominał: „Zadróżny promieniował wzniosłymi myślami, prostotą obyczajów ludowca i wytrwałością prób realizacji swojej idei. Uczył, jak znosić „dla sprawy” zwykłą biedę, jak się poniewierać w bezustannych podróżach do ministerstwa oświaty, wędrówkach po szkołach. W swej wyobraźni i marzeniach współwyznawców przemieniał okolice Pasymia i Kobułt w kraj sadów i uli, nasze licea – w uniwersytety. W tej wierze tak dosłownej było coś aż tragicznego.”
Szczycieńska wizja Krzemieńca...
Upowszechnienie polskiej książki nie było jedynym celem szczycieńskiego bibliotekarza. Marzyło mu się wskrzeszenie Liceum Krzemienieckiego w jego dawnym kształcie. Przed 1939 r. obejmowało ono wszystkie placówki szkolne nie tylko w Krzemieńcu, ale także na terenach powiatów dubieńskiego i kowelskiego. Teraz miało obejmować niemal całe ówczesne województwo olsztyńskie, a główną siedzibą miało stać się Szczytno. Przewidywany był zespół szkół średnich – ogólnokształcących, rolniczych, rzemieślniczo-przemysłowych, pedagogicznych, a oprócz tego uniwersytet ludowy oraz szkoły podstawowe i przedszkola przeznaczone do ćwiczeń uczniów kształcących się w kierunku pedagogicznym. Zgodnie z projektem nowe Liceum Mazursko-Warmińskie – bo taką nazwę przyjęto wstępnie – miało być jednostką wydzieloną, podległą bezpośrednio Ministerstwu Oświaty.
Pierwszym krokiem, jaki podjęli Mieczysław Zadróżny i przybyły także z Wołynia inspektor Stanisław Żenczykowski, był werbunek kadry pedagogicznej. Z całego kraju zaczęli ściągać krzemieńczanie – entuzjaści tego niezwykłego pomysłu. A więc z Krzemieńca przyjechał znakomity polonista Roman Chromiński, z Krakowa artysta-fotografik Henryk Hermanowicz, z Łodzi filmowiec Kazimierz Sheybal, z Poznania profesor ASP Stanisław Szczepański, z Warszawy muzyk Bronisław Oborski. Pomysłodawca Mieczysław Zadróżny objeżdżał w tym czasie większe miasta Warmii i Mazur, przygotowując grunt pod niezależne kuratorium. Był jak „król bez ziemi”, ponieważ jego projekt istniał tylko na papierze. Nie przeszkodziło to jednak przyjaciołom nazywać go „kuratorem”. Cennym sojusznikiem okazał się twórca Uniwersytetu Ludowego w Rudziskach Pasymskich Karol Małłek, który dostrzegł wielką szansę dla swej placówki. Zaraz po wojnie w Rudziskach uczyła się niewielka trzydziestoosobowa grupka dziewcząt i chłopców z mazurskich rodzin, a Małłkowi marzyła się szkoła godna nazwy uniwersytetu.
Najwięcej na tym projekcie mogłoby skorzystać Szczytno. Gdyby doszło do realizacji, miasto stałoby się znaczącym ośrodkiem życia umysłowego, promieniującym na cały kraj. Należało tylko pokonać biurokratyczne bariery i przekonać ministerialnych urzędników.
Liceum Krzemienieckie zostało założone w 1805 r. przez Tadeusza Czackiego przy współudziale Hugona Kołłątaja. Placówka ta odegrała ważną rolę w życiu kulturalnym Kresów Wschodnich. Nauka trwała 10 lat. Wykładowcami byli m. in. A. Feliński, J. Lelewel, J. Korzeniowski, E. Słowacki (ojciec poety Juliusza Słowackiego). Po upadku Powstania Listopadowego (1832 r.) liceum zostało zlikwidowane. Wznowiło działalność w 1920 r. na mocy rozkazu J. Piłsudskiego. Eksperymentalny system nauczania oparty był na tzw. planie daltońskim. Istniało do 1939 r.
...przekuta na działania
Jesienią 1945 r. rozpoczęła się nauka w szczycieńskim gimnazjum, które miało swą siedzibę w budynku koło Zamku. Dziwna to była szkoła. Wprawdzie nad wejściem wisiała tabliczka z białym orłem, ale korytarze i pomieszczenia klasowe były pokryte wielkimi malowidłami, przedstawiającymi krzyżaków i ich zamki. Na najwyższym piętrze leżały stosy książek w języku niemieckim, podczas lekcji korzystaliśmy ze starych poniemieckich atlasów i map. Najdziwniejsza była klasa pierwsza: w pierwszych rzędach siedzieliśmy my – najmłodsi, 13-, 14-latkowie, a w ostatnich dorośli, którym wojna zabrała lata szkolne. Niektórzy mieli za sobą partyzantkę, AK, przymusowe roboty w Niemczech. Dopiero po kilku latach została wydzielona szkoła dla pracujących.
Dyrektor Michał Leśniewski najwięcej kłopotów miał ze skompletowaniem kadry pedagogicznej; nauczycieli brakowało w całej Polsce. Trudno było w tych warunkach realizować program. Sytuacja zmieniła się za sprawą grupy krzemienieckiej, która przybyła do Szczytna. Wprawdzie znakomici fachowcy różnych dziedzin nie podjęli bezpośrednio pracy pedagogicznej w szkole, ale prowadzone przez nich zajęcia fakultatywne dawały znakomite efekty. Tajemnicą inspektora Stanisława Żenczykowskiego było, jak zdołał zdobyć pieniądze na uruchomienie tych dodatkowych zajęć, prowadzonych na wzór krzemieniecki. Kto miał okazję w nich uczestniczyć, pamięta je do dziś. O świcie młodzież spotykała się nad jeziorem, by fotografować razem z Henrykiem Hermanowiczem poranne mgły; niektóre ze zdjęć trafiały na łamy „Przekroju”. Wieczorami w ośrodku „Za torami” słuchaliśmy jazzu podczas sesji prowadzonych przez Bronisława Oberskiego lub uczestniczyliśmy w seminariach filmowych Kazimierza Sheybala. Plenery malarskie prowadził prof. Stanisław Szczepański z Poznania, późniejszy rektor warszawskiej ASP. To właśnie podczas jednego z takich plenerów został odkryty talent gimnazjalisty ze Szczytna Jana Lebensteina, który zrobił potem wielką europejska karierę.
Rozkwitało życie teatralne. Wielbiciele Juliusza Słowackiego oklaskiwali „Balladynę” wystawioną na zamkowym dziedzińcu. W roli Grabca wystąpił nasz szkolny kolega Wincenty Grabarczyk (dzisiaj popularny aktor filmowy i telewizyjny, znany m. in. z serialu „Klan”). Dyr. Leśniewski, miłośnik poezji Mickiewicza, wystawił w szkolnej auli „Dziady”. Na deskach scenicznych zadebiutowała popularna dziś aktorka Krystyna Sienkiewicz, wówczas uczennica pierwszej klasy gimnazjum – grała aniołka zawieszonego na linie pod sufitem. A prof. Jerzy Korkozowicz wystawił ze swymi uczniami fredrowską „Zemstę”. Uczniowie najbardziej renomowanych szkół Warszawy i Krakowa nie mieli tak wspaniałych warunków rozwoju swych zainteresowań jak młodzież z niewielkiego, zniszczonego podczas wojny Szczytna. To była próbka tego, czym mogło stać się dla miasta Liceum Krzemienieckie.
Zemsta Smętka
A tymczasem toczyła się walka o jego wskrzeszenie. Co kilka miesięcy udawała się do Warszawy delegacja z „kuratorem” Zadróżnym i Karolem Małłkiem. Pukali do różnych drzwi – ministerialnych, gabinetów polityków, osobistości życia kulturalnego. W zasadzie wszystkim pomysł się podobał, ale decyzji jak nie było, tak nie było. Nie pomogły nawet interwencje tak wpływowych ludzi jak pisarz Igor Newerly czy prof. .Julian Manteuffel. Wieloletnie starania zakończyły się fiaskiem. O kulisach pertraktacji krążyło wiele anegdot. Znany z poczucia humoru Karol Małłek zapewniał, że kiedy miało już dojść do podpisania dokumentów, na biurku warszawskiego dygnitarza pojawił się Smętek, który zatrzymał pióro. Złośliwy germański duszek, który przysporzył Mazurom tyle kłopotów, jeszcze raz dał znać o sobie.
Po latach miałem okazję rozmawiać na ten temat ze znanym na terenie woj. olsztyńskiego działaczem oświatowym prof. Jerzym Korkozowiczem. Okazało się, że sprawa wskrzeszenia Liceum Krzemienieckiego była rozpatrywana na wysokich szczeblach ówczesnych władz. Działacze PSL, szczególnie ci związani z oświatą ludową, kilku pracowników PAN, profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego i Wrocławskiego gorąco popierali pomysł. Przeciwni byli przedstawiciele partyjnego „betonu”, którzy powtarzali, że w nowej rzeczywistości nie ma miejsca dla placówki kontynuującej tradycje piłsudczykowskie. Argumentem, który przeważył, były podobno zastrzeżenia natury personalnej, dotyczące kadry nauczycielskiej, w której większość stanowili ludzie o AK-owskiej przeszłości. Wśród młodzieży postacią niezwykle popularną był np. profesor matematyki Paweł Nowakowski, legendarny dowódca AK na północnym Mazowszu.
Rozjechali się po kraju krzemieńczanie. Henryk Hermanowicz wrócił do redakcji krakowskiego „Przekroju”, Kazimierz Sheybal do łódzkiej filmówki, prof. Stanisław Szczepański został rektorem warszawskiej ASP, a Bronisław Oborski objął stanowisko dyrygenta Orkiestry Rozrywkowej Polskiego Radia. Tak kończy się mało znana historia Liceum Warmińsko-Mazurskiego w Szczytnie, które miało szansę zmienić losy miasta.

Zbigniew Chmielewski
Notka biograficzna
Zbigniew Chmielewski (ur. 1932). Przybył do Szczytna razem z rodzicami ze Lwowa. W latach 1945 -51 uczeń gimnazjum, a potem liceum w Szczytnie, gdzie zdał maturę. Studiował dziennikarstwo na uniwersytetach w Krakowie i Warszawie. W latach 1955-92 dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej w Warszawie, następnie w okresie 1992-2004 redaktor naczelny „Magazynu Olimpijskiego”. Autor wielu publikacji i książek o tematyce olimpijskiej.
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41