Wtorek, 28 Kwiecień
Imieniny: Sergiusza, Teofila, Zyty -

Reklama


Reklama

Bal nad bale


W każdej ze szkół do egzaminu maturalnego przystąpią uczniowie pięciu klas, czyli w sumie około 300 młodych ludzi. Zanim to jednak nastąpi, świętowali tradycyjne sto dni, które ich od owych egzaminów dzieli.

Przygotowaniem bali studniówkowych zajmują się w szkołach rodzic...


  • Data:

W każdej ze szkół do egzaminu maturalnego przystąpią uczniowie pięciu klas, czyli w sumie około 300 młodych ludzi. Zanim to jednak nastąpi, świętowali tradycyjne sto dni, które ich od owych egzaminów dzieli.

Przygotowaniem bali studniówkowych zajmują się w szkołach rodzice. Zwykle jest to specjalny komitet organizacyjny, wyłaniany z grona rodziców uczniów klas maturalnych we współpracy z wychowawcami tych klas.

Rodzice są organizatorami studniówek chyba od czasu, gdy ten zwyczaj w ogóle się zrodził. Przez wiele lat studniówki odbywały się w szkołach, maturzyści wraz z rodzicami dekorowali salę gimnastyczną, rodzice zaś we własnym zakresie przygotowywali jadło i napitek, oczywiście bezalkoholowy. Przynajmniej oficjalnie. Osobiście pamiętam, iż na stole „pedagogicznym” znajdowały się butelki z oranżadą oznaczone małą kokardką i takie bez kokardki, dla odróżnienia, gdzie „oranżada” specjalna, a gdzie zapojka. Młodzież zresztą, nie ma co ukrywać, również nieoficjalnie, w różnych szkolnych zakamarkach, „trunkowała” wcale niemało.


Reklama

Trudno dziś ustalić, jak i kiedy studniówki „wyszły” ze szkół tym bardziej, że w kraju są jeszcze nieliczne wyjątki „bud”, które nadal te bale organizują we własnych murach. - Ja zdawałem maturę bodaj w 1992 roku i mielimy bal w dawnej stołówce „Lenpolu” - wspomina sekretarz starostwa Stefan Januszczyk. - Ale to nie była jeszcze ta dzisiejsza tradycja. Po prostu było nas wówczas tak wielu maturzystów, że nie zmieścilibyśmy się w małej sali gimnastycznej. - Moja studniówka w szczycieńskim ogólniaku, w 1984 roku, odbywała się w szkole, na „starych” zasadach. Wcale nie uważam, by była gorsza od tych nowoczesnych – wspomina Zbigniew Orzoł. - To był niezapomniany bal i niezatarte są zeń wspomnienia. W tym roku ten sam „mój” ogólniak ukończy moja córka, która bawiła się na swojej studniówce w sobotę.

Według innych opinii studniówki przeniosły się do sal balowych po wprowadzeniu rygorystycznych przepisów odnośnie do spożywania alkoholu w obiektach publicznych. Tradycyjnie młodzież wznosi toast szampanem, a ten do alkoholu jest zaliczany.

Reklama

I tak to poszło, a w Szczytnie każda ze szkół organizuje bale poza własnymi siedzibami, najczęściej w Myszyńcu właśnie. W opinii rodziców – ma to swoje walory racjonalne: łatwiej jest zapłacić i mieć wszystko przygotowane. Żadna mama nie musi stać przy garach, biegać z kanapkami, a po balu można spokojnie odpoczywać (czy trzeźwieć), a nie sprzątać salę, a właściwie całą szkołę. W opinii uczniów taka noc poza szkolnym budynkiem to nie tylko świętowanie stu dni do matury, ale też niejako pierwszy, prawdziwie dorosły i oficjalny bal.

Ciekawie studniówkowy obyczaj ocenia Zbigniew Orzoł: - Byłem na początku tegorocznego balu mojej córki, na jego najważniejszej części: otwarciu i polonezie. Chyba miejsce jest mniej ważne, a najważniejszy ten polonez właśnie. Ten taniec uświadamiał, że kończy się jakiś etap życia, że za chwilę opuścimy szkołę, że koniec z młodzieńczą beztroską.



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama