- Myślę, że talent był, ale to, że maluję, to zasługa mojej mamy, która bardzo chciała, bym został artystą – mówi Andrzej Pyrko. - Ja w planach miałem zostać kolejarzem, jak tata. Dzisiaj wspólnie z żoną prowadzi Henrykowo, kameralne muzeum Pasymia. Najbliżej mu do surrealizmu. W jego obrazach chodzi o emocje i przeżywanie świata.
Już przekraczając próg Henrykowa, starej kamienicy z czerwonej cegły, czuć, że jest się w miejscu, które zapadnie w pamięć. Budynek małego prywatnego muzeum Pasymia znajduje się w pierzei kamienic na tyłach zabytkowego ratusza miejskiego. To miejsce powstało z miłości do sztuki i fascynacji otoczeniem. Stworzyli je Andrzej i Marzena Pyrkowie.

- My w zasadzie nie wiemy do końca kim jesteśmy. Mniej więcej pół roku spędzamy w Pasymiu, pół w Płocku, w którym mamy nasz rodzinny dom – mówi pan Andrzej.
Jest on postacią nietuzinkową. Artystą malarzem, człowiekiem przystępnym, który swoje pasymskie muzeum traktuje bardzo poważnie, a wszystkich gości wita z uśmiechem i opowiada o mieście z niespotykanym zapałem oraz żartem. A jak nie od dziś wiadomo, za plecami każdego mężczyzny sukcesu stoi fantastyczna kobieta. Ta prawda potwierdza się również w przypadku naszego bohatera, którego od wielu lat wspiera i rozumie żona.
Plastyk z talentami i bez paszportu
W zasadzie pan Andrzej nie do końca pamięta, jak zaczęła się jego artystyczna droga. Na wybór życiowego kierunku największy wpływ miały dwie osoby. Mama, której marzyło się posiadanie w domu artysty oraz Papcio Chmiel. Tak - właśnie Henryk Chmielewski artysta, autor jednego z najsłynniejszych polskich komiksów „Tytus, Romek i Atomek” oraz przyjaciel ojca naszego bohatera. Dodając do tego talent młodego chłopaka nie było mowy o innym scenariuszu. To musiało skończyć się z pędzlem w dłoni.
- Moje dziecięce spotkania z Henrykiem Chmielewskim przekształciły się w pasję. Później skończyłem szkoły plastyczne. Takim szczególnym etapem w moim życiu było liceum plastyczne w Lublinie – opowiada pan Andrzej. - Miałem wspaniałych profesorów. Artystów przekazujących wiedzę, która dzisiaj chyba jest coraz mniej dostępna. Wielu z nich pochodziło ze Lwowa, mieli niesamowity kunszt i potrafili dzielić się nim z innymi. Wykształcili nas luksusowo.
Pan Andrzej jest artystą wszechstronnym. Chociaż z jego pracowni wychodzą głównie oleje, to wykorzystuje również pastele, maluje piórkiem, zajmuje się ceramiką i witrażami. Najbliżej mu do surrealizmu.
- Ten świat odkrył przede mną mój przyjaciel Bruno Koper, którego poznałem jako młody człowiek. Ten francuski artysta z polskimi korzeniami przyjaźnił się z Salvadorem Dali – opowiada. - Jest on wykładowcą na uniwersytecie paryskim. O mały włos nie przeniosłem się tam na jego zaproszenie. Jednak czasy socjalizmu skutecznie zablokowały mi możliwość wyjazdu. Nie dostałem paszportu.
Pasym dzięki kobietom
W 1975 roku związał się z Siedlcami. Prowadził pracownię plastyczną w Wyższej Szkole Pedagogicznej. Tam poznał studentkę, zakochał się, oświadczył i z miłości przeprowadził za nią do Płocka.
- Kobiety potrafią namieszać w życiu – żartuje. - Po przeprowadzce zacząłem przygodę z pracą w instytucjach, m.in. w Wojewódzki Domu Kultury. Współtworzyłem Gostynińskie Towarzystwo Popierania Twórczości Plastycznej.
Pan Andrzej nie zamknął się w pracowni. Wielokrotnie brał udział i organizował plenery malarskie, wystawy i aukcje charytatywne. Dzisiaj jego prace są w wielu kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą, można je też obejrzeć w instytucjach państwowych.
Do Pasymia trafił również za sprawą żony.
- Moja przyjaciółka ze studiów dostała tu pracę w szkole, wyszła za mąż, a my ją odwiedzaliśmy każdego roku – opowiada pani Marzena - Pierwszy raz jak tu przyjechaliśmy, mieszkała w namiocie, dopiero w listopadzie przeprowadziła się do służbowego pokoju. Później z mężem zamieszkali w domu.
- Ale ile człowiek może komuś zwalać się na głowę – wtrąca pan Andrzej. - Bardzo polubiliśmy to miejsce, więc przyszedł czas żeby kupić coś swojego.
Artystyczna wizja historii
W 2012 roku wybór padł na starą kamienicę.
- To była dosłownie ruina. Andrzej od początku widział to miejsce, wiedział, co chce tu zrobić, ja zrozumiałam je dopiero jak posprzątał bałagan na środku – wspomina żona artysty.
Wszystko zrobili tu sami. Od początku do końca są autorami koncepcji tego miejsca. Wiedzieli, że chcą stworzyć muzeum. Przestrzeń, w której będą dzielić się wiedzą o miejscu, które trochę wybrali na swój drugi dom.
W Henrykowie większość historii opowiedziana jest ręką pana Andrzeja. Obok eksponatów, które do muzeum przynieśli przyjaciele i sąsiedzi...
- Proszę koniecznie zaznaczyć, że mamy najwspanialszych sąsiadów na świcie – wtrąca artysta.
...cała reszta to sztuka. W jednej części wiszą portrety postaci związanych z historią miasta…
- Czasami ludzie pytają mnie, skąd wiedziałem jak ktoś wyglądał. Część informacji na ten temat można wyczytać w historycznych materiałach, część to moje przypuszczenia, wiedza o anatomii człowieka i fantazja – wyjaśnia pan Andrzej.
Pod oknami znajdują się dwa modele miasta z różnych epok, również wykonane przez naszego bohatera. Na wprost drzwi stoją gabloty z historycznymi pamiątkami zebranymi przez gospodarzy.
Natomiast tuż nad nimi namalowane piórkiem grafiki grodu Galindów oraz płaskorzeźby przedstawiające jego mieszkańców z okresu VI-VIII wieku. Po prawej stronie od wejścia wiszą olejne pejzaże Pasymia. Różne strony miasta uchwycone na płótnach. Na zapleczu muzeum stoi zabytkowa bryczka, taka, na której do miasta mógł przyjechać sam Napoleon. Eksponatów jest wiele, każdy ma znaczenie.
- To muzeum, to odpowiedź na zamiłowanie historią, którą rozbudziła we mnie moja profesor historii sztuki z liceum – mówi pan Andrzej.
Przedpasymskie Henrykowo w centrum miasta
Również nazwa muzeum ma swoje konotacje w historii. Mistrz Konrad von Rothenstein założył w 1386 roku Pasym w miejscu, gdzie pierwotnie istniała wieś kościelna biskupów warmińskich Heinrichswalde czyli Henrykowo.
- W naszym otoczeniu znajduje się wiele zabytkowych przedmiotów. Staramy się je odzyskiwać i przywracać im pierwotny charakter – mówi pan Andrzej. - To dla nas ważne, nawet kosztem wygody. Śpimy w łóżku, które jest dla nas za krótkie, bo dawniej ludzie byli niżsi, niż obecnie – uśmiecha się pani Marzena.
W Pasymiu i okolicach urzekła ich przestrzeń. Lasy, łąki, jeziora, architektura.
- W Płocku mieszkamy po sąsiedzku z ZOO. Nawet słyszymy ryczącego lwa. Mamy Wisłę i zupełnie inną przestrzeń niż tu – opowiadają. - Dla nas to szczęście, że część roku możemy spędzać tam, a część w Pasymiu.
Dzisiaj, gdy patrzą wstecz, zastanawiają się, jak udało im się to zrobić. Bo inwestycję rozpoczęli jeszcze w czasie, gdy oboje byli czynni zawodowo.
- Żona pracowała w szkole, więc przyjeżdżała tu na dwa miesiące, ja dojeżdżałem i tak staraliśmy się to wszystko tu zbudować – wspomina pan Andrzej.
W tworzeniu tego miejsca wspierali ich synowie. Marcin i Bartek mają już własne rodziny, ale cały czas są częścią tego przedsięwzięcia. Dla państwa Pyrków najważniejsze jest zdrowie i rodzina. Są dziadkami rozpoczynających studia bliźniaczek Heleny i Hani. Z niecierpliwością czekają na narodziny najmłodszego wnuka.
Galeria tych, co tworzyli... Pasym
Na szczęście tworzenie muzeum nie spowodowało, że pan Andrzej przestał... tworzyć. Cały czas maluje. Obok pejzaży i portretów również te szczególnie ważne obrazy surrealistyczne. Jak mówi o sobie, w jego sztuce nie chodzi o oryginalność czy odkrywczość, a o emocje i jego własne przeżywanie świata. O sztuce może mówić godzinami. Wiele czasu może spędzać również w pracowni. Tworząc. To jego świat.
- Żona mówi, że jak maluję, to ona woli do pracowni nie wchodzić. Twierdzi, że słyszy nawet jak przeklinam, gdy coś mi nie wychodzi. Ja tego nie pamiętam – uśmiecha się.
W wyobraźni pana Andrzeja rodzą się nie tylko kolejne obrazy, ale i pomysły. W najbliższym czasie planuje rozpocząć portretowanie postaci ważnych dla historii Pasymia. Zarówno tych, którzy na jej kartach zapisują się pozytywnie, jak i negatywnie.
- Jury będą mieszkańcy, moi sąsiedzi, znajomi, bo to oni najlepiej wiedzą, kto odegrał tu ważną rolę. Żadni urzędnicy, po prostu zwykli ludzie – mówi.
W głowie już ma pierwsze postaci, które uwieczni. Marzy mu się też organizacja wyjątkowego pleneru w Pasymiu. Takiego, na który przyjechaliby jego przyjaciele artyści i podzielili się swoją wiedzą.
- To są wspaniali ludzie, artyści nietuzinkowi, którzy mogliby wiele zaprezentować – wyjaśnia.
Na razie oboje są w Pasymiu. Ich muzeum można będzie odwiedzić do późnej jesieni.
- Wyjedziemy jak nie będzie już grzybów – żartuje pan Andrzej. Ale zaznacza, że wiosną obije z żoną wrócą i otworzą wrota Henrykowa.
W całości popieram! Brak chodnika i oświetlenia (a wręcz potrzebna byłaby sygnalizacja świetlna) to brak dbałości o bezpieczeństwo mieszkańców, a też przyjezdnych. Przydałyby się przynajmniej tzw. leżaki, by samochody zwalniały tempo. Mamy przecież w najbliższej okolicy szpital i straż pożarną! Ta droga to wojewódzka, krajowa, czy mieszana jeszcze z miejską, powiatową. Guzik mnie to obchodzi. Przy tej drodze mieszczą się markety, firmy - powinna być bezpieczna. A tymczasem radni miejscy zajmują się na sesjach guano w centrum Szczytna, bo ich koniec nosa sięga najwyżej Pl. Juranda. \"Wielbarska\" - masz rację!!!!!
Do \"Wielbarskiej\"
2026-02-25 06:25:19
Wspaniale by było , żeby z Nart do Jedwabna powstała ścieżka rowerowa . Teraz ten odcinek przwjechać rowerem , to jest horror
Rysa
2026-02-24 13:16:59
Olka , tak trzymaj i nie przejmuj się , że mówić o Tobie będą żeś czarownica :) Zioła Power !!!
Krzysztof Czaplicki / Fotograf
2026-02-24 10:36:10
To podepnijcie ul Wielbarska w Szczytnie bo miasto Szczytno zapomniało że w tej okolicy są tereny inwestycyjne i brak jest jakiejkolwiek infrastruktury. A Chce nadmienić że mamy XXI wiek. W zadupiu pod lotniskiem utopiono 60 mln pln a na reprezentacyjnej i wylotowej ulicy w stronę Warszawy brak chodnika, oświetlenia itp nie mówiąc o Internecie. Ale w sumie kogo to interesuje- tylko ludzi którzy rano do roboty idą rowem Pozdro
Wielbarska
2026-02-24 09:20:35
Brawo Krutek polaka ciągnie do domu ????????????????
Grzegorz
2026-02-24 06:23:06
Do Warszawy ze Szczytna przez Białystok ? To chyba zdecydowanie lepiej z przesiadką przez Olsztyn . Macie jeszcze jakieś fajne pomysły. PKS - y jeżdżą do Warszawy .Przez Ostrołękę to bym zrozumiał.
Stanley
2026-02-23 18:00:28
Do Mariana bez kompleksów. Włoska tawerna to tylko takie nazwanie miejsca na potrzeby komentarza do tego artykułu. Myślę, że nie potrzeba kończyć szkoły, żeby wiedzieć, że Włochy nie graniczą najzwyczajniej w świecie z żadnym oceanem. To było takie odniesienie do Włoch celowe, bez zbędnego wyjaśniania. Pan Wiesław ciągle bywa w przeróżnych miejscach więc napisałem akurat o państwie co się Włochy zwie. Mogłem napisać o Hiszpanii lub Portugalii i ich wyspach na oceanie, wtedy by był Pan zadowolony? Bez odpowiedzi.
Kamil
2026-02-23 15:41:37
Może antykoncepcja dla ptaków zawarta w jedzeniu pomoże, tak jak w innych miastach robią
Aaa
2026-02-23 14:13:07
Słaby ten płot skoro i wilki i sarny sobie hasają po posesji
Janek
2026-02-22 14:25:59
Na jednym ze zdjęć widzę dosłownie: po prawej bohater Breaking Bad oraz po lewej Tony Soprano
Romek
2026-02-21 19:23:35