Nie było w tym sezonie jednego momentu, który można by nazwać przełomowym. Był za to ciąg zdarzeń, rekordów i medali, które łącznie stworzyły obraz roku absolutnie wyjątkowego. MKL Jurand Szczytno znów udowodnił, że polska lekkoatletyka nie kończy się na wielkich miastach i wielkich akademiach.
Miniony rok w wykonaniu zawodników szczycieńskiego klubu to zapisane złotym atramentem karty polskiej lekkoatletyki. Skala osiągnięć dawno już przestała mieścić się w lokalnych ramach.
- To są wyniki zdecydowanie ponad stan, jeśli spojrzymy na realia Szczytna i liczbę trenujących zawodników - podkreśla trener Maciej Bukowiecki, który opowiada o sukcesach klubu i trudnościach, z jakimi się boryka.
Medale o szczególnym znaczeniu
Z szeregu spektakularnych osiągnięć najtrudniej wybrać jeden, najważniejszy sukces. Tych momentów było po prostu zbyt wiele.Jednym z najbardziej symbolicznych był pierwszy od wielu lat medal seniorski mistrzostw Polski, zdobyty przez Wojciecha Maroka. Dla Bukowieckiego miał on wyjątkowy, osobisty wymiar.
- To był mój pierwszy seniorski medal w karierze trenerskiej. Coś, co zostaje w głowie na zawsze. Ostatni taki medal w historii Juranda zdobył mój brat Konrad, więc dla mnie to naprawdę wyjątkowa historia.
Równie ważna była obrona tytułu mistrzyni Polski U23 w rzucie dyskiem przez Joannę Marszelewską. To osiągnięcie, które w klubowych statystykach nie miało wcześniej precedensu.
- Asia zdobyła mistrzostwo w pierwszym roku bycia “młodzieżówką” i w drugim roku je obroniła. U nas wcześniej czegoś takiego nie było. To pokazuje, jak daleko można dojść konsekwentną pracą - podkreśla Bukowiecki i przyznaje, że Marszelewska jest też dowodem na to, że w sporcie nie wszystko da się zmierzyć centymetrami. - Ona nie ma wybitnych warunków fizycznych, jest wyraźnie niższa od rywalek, a mimo to wygrywa z zawodniczkami o 30 centymetrów wyższymi. Ciężka praca, zaangażowanie i poświęcenie pozwoliły jej nadrobić wszystko inne. To najlepszy przykład tego, że praca zawsze jest na pierwszym miejscu.
Rekordy i obronione tytuły
Zawodniczką, która najjaśniej zabłysnęła w ogólnopolskich i międzynarodowych rankingach, jest Kinga Jackowska. Jej ubiegłoroczny dorobek to cztery rekordy Polski, srebrny medal na Europejskim Festiwalu Młodzieży Olimpijskiej i dominacja w światowych tabelach.
- Poprzedni rekord Polski w pchnięciu kulą wynosił 17,50 m, a Kinga poprawiła go aż do 18,67. W tej konkurencji to ogromna różnica. Do tego zrobiła to w pierwszym roku startów w swojej kategorii wiekowej i do końca 2026 roku wciąż będzie miała czas, by ten wynik jeszcze poprawić.
Do tego doszły sukcesy Igi Wysoczańskiej, która została halową mistrzynią Polski U20 i później wicemistrzynią kraju na stadionie, oraz Krzysztofa Hermana, który obronił tytuł w ogólnopolskim finale dwuboju.
Zdetronizowany AZS Olsztyn
Przez wiele lat to olsztyńscy “akademicy” wiedli prym w regionalnym rankingu sportowym. Do czasu. W minionym sezonie to MKL Jurand miał więcej punktów i więcej medali niż AZS UWM Olsztyn, gdzie trenują przecież setki dzieci. Wszystko to przełożyło się na kolejne zwycięstwo Juranda w wojewódzkiej klasyfikacji sportu młodzieżowego. - U nas trenuje około 80 zawodników, od maluchów z rocznika 2021 po seniorów. Najstarszy z nich to rocznik 2001, więc to wciąż bardzo młoda grupa. To daje ogromne perspektywy na przyszłość, bo najlepsze lata wielu zawodników dopiero nadejdą - zapewnia trener.
Blaski i cienie sportowego rozwoju
Ogromnym krokiem naprzód dla klubu było oddanie do użytku nowego stadionu lekkoatletycznego. To obiekt, o którym Jurand marzył od lat.
- Wielkie słowa uznania należą się miastu i byłemu burmistrzowi Krzysztofowi Mańkowskiemu, który bardzo mocno zabiegał o jego powstanie. Jesteśmy za to niezwykle wdzięczni - podkreśla Bukowiecki. - Latem mamy w Szczytnie naprawdę znakomite warunki do treningu i możemy w pełni korzystać z obiektu, co jest dla nas ogromnym wsparciem. Również obecne władze miasta okazują nam przychylność i to wsparcie realnie odczuwamy.
Zima jednak wciąż pozostaje wyzwaniem organizacyjnym. W Szczytnie nie ma miejsca, gdzie można by na stałe rozłożyć krytą rzutnię do pchnięcia kulą czy rzutu dyskiem. Dlatego od listopada do marca klub dojeżdża do Pasymia, do ośrodka wypoczynkowego “Kalwa”, gdzie w jednym z obiektów rozstawia rzutnię i go ogrzewa.
- To generuje bardzo duże koszty, ale nie mamy innego wyjścia - dodaje Bukowiecki.
Największy problem: pieniądze
Finansowanie jest jedną z największych dolegliwości klubu. Kilkudniowe często zawody to noclegi, transport, wyżywienie dla kilkunastu osób. Był sezon, w którym na kilka dni przed mistrzostwami halowymi we Wrocławiu okazało się, że dotacje miejskie były niższe od przewidywanych i trzeba było podjąć decyzje.
- Zakwalifikowało się ośmioro zawodników, a pojechały tylko dwie dziewczyny. Obie wróciły z tytułami mistrzyń Polski. Gdyby pojechali wszyscy może medali byłoby więcej, ale tego nikt się już nie dowie - mówi z goryczą Bukowiecki. Jego zdaniem w rozwiązaniu finansowych problemów pomogłyby systemowe stypendia dla najlepszych zawodników.
- Nie chodzi o wielkie pieniądze, ale o elementarne wsparcie. O to, żeby młody sportowiec nie musiał martwić się, czy starczy mu na sprzęt, buty, odżywki czy wynajem mieszkania - uzasadnia. - Do Szczytna przyjeżdżają zawodnicy z całej Polski: z Warszawy, Białegostoku, Wielkopolski czy Pomorza Zachodniego, bo widzą, że tutaj proces szkoleniowy działa. Tacy ludzie powinni czuć, że są doceniani.
Ogromną rolę w funkcjonowaniu klubu odgrywają też rodzice.
- Dowożą dzieci na zawody, kibicują, pomagają przy organizacji, współtworzą klubową społeczność. To wsparcie widać na co dzień i ono realnie przekłada się na atmosferę oraz wyniki.
Dakar na horyzoncie
Maciej Bukowiecki jasno wskazuje najważniejszy cel na najbliższy czas.
- Na rok 2026 moim największym, osobistym celem są Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie, które odbędą się w Dakarze, w Senegalu. To impreza organizowana raz na cztery lata, w formule bardzo zbliżonej do seniorskich igrzysk. Jest wioska olimpijska, pełna oprawa, wszystkie konkurencje - tylko że przeznaczone dla młodzieży - tłumaczy trener Juranda. - Bardzo liczę na moich zawodników. Mam na myśli przede wszystkim Kingę Jackowską, zawodniczkę ze Szczytna, ale współpracuję też z Adrianem Dralem z Rzeszowa, który trenuje w barwach MKL. Na ten moment Kinga jest liderką światowych tabel, więc mówimy tu o realnych, sportowych szansach, a nie tylko marzeniach - zaznacza.
W dłuższej perspektywie cele sięgają jeszcze dalej, już poza kategorię młodzieżową.
- Docelowo oczywiście największym moim marzeniem jest to, by ktoś z moich podopiecznych zakwalifikował się na seniorskie igrzyska olimpijskie. Najpierw sam awans zawodnika, potem start, a może kiedyś medal. A w Jurandzie są obecnie zawodnicy, którzy te olimpijskie szczyty mogą zdobyć - podkreśla Bukowiecki.
Artykuł z minionego, trzeciego numeru papierowego "Tygodnika Szczytno".
Dominik Deptuła
A kto ten Wilczek, że aż taki artykuł o niej m piszą?
Rafał
2026-06-17 16:58:24
Ten człowiek ma zdolności do likwidacji i zamykania
Bodzio
2026-06-17 09:21:02
Te Spaliny sławne ze złej strony . Wczesniej pedofila złapali , teraz 3, 8 promyka. Szofer
konrado
2026-06-16 22:12:28
Uuuu to w restauracji grota pewnie szambo wybija że zmywarki
Mieszkaniec
2026-06-16 21:22:40
Dzień dobry Państwu. No wreszcie ktoś odważył się powiedzieć to głośno! Pani Radna Malwina Prusińska słusznie „męczy” odpowiednie osoby o temat Dworca PKS, bo — nie oszukujmy się — ten plac wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tam w 1981 roku i od tamtej pory nikt nie miał odwagi tam zajrzeć. Wstyd to mało powiedziane. Nie wiem, czy Pan Michał Trusewicz faktycznie był na tym dworcu osobiście, czy tylko widział go na zdjęciu z satelity, ale skoro już rozmawiamy o transporcie, to mam kilka pytań, które aż proszą się o odpowiedź. Może jakaś kompetentna osoba z ratusza pochyli się nad tym postem — choćby na tyle, żeby nie dostać skurczu pleców. Do rzeczy: 1) Kto wydał pozwolenie dla przewoźników EGER, IKEA i całej reszty floty kosmicznej na parkowanie na parkingu przy Andresa/Lipperta? Bo wygląda to jak prywatny terminal lotniczy, tylko bez samolotów. 2) Czy właściciele tych pojazdów płacą za parkowanie? Pytam, bo parking wygląda jak powierzchnia Marsa po gradobiciu — kratery, jeziora po deszczu i dekoracje w postaci pustych butelek. NASA mogłaby tam kręcić dokument o terraformacji. 3) Dlaczego te autobusy jeżdżą przez Lipperta? Mieszkańcy mają tam survival na co dzień, a przejście przez ulicę to jak gra w „Froggera” na poziomie hard. 4) Co z autami lokalnego zbieracza skarbów? Pan został przegoniony spod Starostwa, więc przeniósł się na parking i dalej parkuje swoje rydwany pełne… powiedzmy: „kolekcji”. Czy naprawdę nie ma sposobu, żeby zakończyć tę epopeję? 5) Czy Straż Miejska lub Policja może tu zareagować? W końcu to centrum miasta, a nie strefa wolnego handlu i dowolnego parkowania. 6) I na koniec — hit sezonu. Pseudo‑przystanek na Pasymskiej, vis‑à‑vis Biedronki, na drodze krajowej 53. Autobusy zatrzymują się na jezdni, zatoki brak, linie ciągłe jak mur chiński — wyminąć się nie da, więc rano korek jak w Warszawie, tylko bez metra. Zgodnie z przepisami decyzję o lokalizacji przystanku wydaje zarządca drogi, czyli GDDKiA (albo miasto, jeśli ma zgodę). No i pytanie: kto uznał, że to dobre miejsce? Bo wygląda to jak żart, tylko nikt się nie śmieje.
MilczącyMyśliciel
2026-06-16 14:58:26
Brawo, Kaiser Wilhelm II lubi to!
Klasyk
2026-06-16 14:27:07
Na kolejowej mapie Warmii i Mazur właśnie dzieje się coś, czego mieszkańcy Wielbarka nie widzieli od ponad trzech dekad. Po 34 latach pociągi Intercity znów zatrzymają się w ich miejscowości. - Gwoli sprostowania - spółka PKP IC powstała w 2001 r, więc Wielbark nie mógł czekać na jej pociągi 34 lata
wolf
2026-06-16 11:08:10
gratuluję szczycieńskiej policji brawurowej akcji, teraz czuję się bezpieczniej
20 porcji dilerskich
2026-06-16 10:11:23
Podoba mi się zaproszę żonę na wycieczkę .
Franek66
2026-06-15 07:49:34
Tak to jest, jak brzegi zabudowane. Jezioro ok, ale bylam raz i nigdy więcej.
Gabi
2026-06-14 19:30:23