Są tacy ludzie, którym nie smakuje życie zbudowane jedynie na trosce o własne sprawy. Kied...
Są tacy ludzie, którym nie smakuje życie zbudowane jedynie na trosce o własne sprawy. Kiedy stają naprzeciw codziennych wyzwań, często męczy ich samotność. Zwłaszcza wtedy, kiedy obok są tacy, którym nie zawsze się wiedzie. Nie zważając na możliwe rozczarowanie, wyciągają pierwsi pomocną dłoń. Nawiązują nowe przyjaźnie i gromadzą wokół siebie ludzi podobnie pragnących budować świat oparty na szacunku człowieka, znaczeniu słowa i na zaufaniu.
Marcin Cudnoch, absolwent Wyższej Szkoły Komunikacji Społecznej i Stosunków Międzynarodowych w Warszawie, na co dzień pracownik wielozadaniowy w firmie swojego ojca. Każdą wolną chwilę poświęca wolontariatowi. Idąc na studia, wybrał pedagogikę, jakby chciał ugruntować swoją wiedzę, jak dotrzeć lepiej do drugiego człowieka. Zapytany, czy nie szkoda czasu na bezinteresowną pracę na rzecz innych, odpowiada: - Nie mogę być w pełni szczęśliwy, kiedy patrzę i wiem, że wielu moim znajomym i przyjaciołom nie wiedzie się. Mam pracę i wsparcie mojego taty i wszystkim wydaje się, że żyję jak ,,pączek w maśle”, ale to nie do końca prawda. Zastanawiałem się, jak mógłbym wpłynąć na los znanych mi i bliskich osób, zaproponować alternatywę na nudę, marazm czy ucieczkę w alkohol. Z tych rozważań zrodził się pomysł na wolontariat. Zauważyłem, że obok mnie jest wielu kolegów i koleżanek, niemających możliwości takich, jak nasi rówieśnicy w mieście, ale bardzo wartościowych. Sytuacja społeczna w Jerutkach też była bardzo sprzyjająca. Otrzymałem możliwość korzystania z budynku gminnego po byłej szkole podstawowej. Pojawił się opał i uruchomiłem ogrzewanie. Było więc gdzie i z kim zagospodarować czas, i rozwijać nasze pasje.
A te wypłynęły z ludzi. Ping-pong i gry komputerowe pojawiły się na samym początku i szybko zostały zastąpione bardziej ambitniejszymi formami spędzania wolnego czasu. Pewnego dnia brat pana Marcina, gminny radny w Świętajnie, Sebastian Cudnoch zaproponował zrobienie siłowni i wspólne ćwiczenia. Na reakcję młodych mieszkańców nie trzeba było długo czekać. Zbudowano pierwszą grupę pasjonatów dbałości o zdrowie i tężyznę fizyczną. Dawid i Radosław Cichy, Andrzej i Janek Kaczmarczykowie, Patryk i Adrian Kędzierscy, Krystian i Igor Marchlińscy, Damian i Dominik Bazydło, Łukasz i Adrian Ptakowie, Mateusz Legenza, Mateusz Pałaszewski oraz Sebastian i Marcin Cudnochowie spotykają się od kilku tygodni regularnie od poniedziałku do piątku na wspólnych ćwiczeniach. Założyli nawet na Facebooku grupę o iście mazurskiej nazwie ,,Wylęgarnia dzików”. Pomysł cieszy się coraz szerszym zainteresowaniem wśród mieszkańców Jerutek.
Doskonały klimat integracji stanął u podstaw innego cennego pomysłu. Otóż co tydzień, w każdy piątek, chętni mieszkańcy Jerutek przychodzą na nocny seans filmowy. Wieczór rozpoczyna projekcja komedii, za nią wyświetlane jest kino akcji, a na koniec, dla wytrwałych, grany jest horror. Widownia liczy ponad 30 osób i wzrasta. - Myślę o tym, abyśmy mogli wspólnie oglądać ważne wydarzenia sportowe. Choć nie ma szans na klimat atmosfery stadionu, to możemy spróbować stworzyć profesjonalny kącik kibica w naszej wsi – opowiada inicjator i wolontariusz Marcin Cudnoch. Zapału i żarliwości oraz ducha wspólnego działania, jaki towarzyszy pasjonatom z Jerutek, nie powstydziliby się najlepsi organizatorzy z wielkich miast.
A kim jest człowiek, któremu tak bardzo zależy, aby wszyscy wokół odnajdywali swój sens życia i zadowolenie? Na co stawia? Co lubi, o czym marzy i jakie ma w życiu cele? Zasypany gradem osobistych pytań pan Marcin odpowiedział precyzyjnie i obrazowo: - Nie mam serca z kryształu, jestem takim samym człowiekiem jak inni. Lubię gotować, komponuję i nagrywam własną muzykę ,,hip-hop”. Wierzę w miłość, szczerość i przyjaźń i o tym śpiewam. Żyję spotkaniami z moimi przyjaciółmi i bardzo chciałbym, aby im się dobrze wiodło. Na co dzień staram się uważać, aby nikogo nie ranić i pracować nad sobą. Moim celem, jak każdego, jest osiągnąć sukces. Tak po prostu, dobrymi relacjami i zaufaniem ludzi zapisać się na trwałe w historii. Słowo jest droższe od pieniędzy, a prawdziwa przyjaźń najważniejsza w życiu.
Szlachetne ideały wymagają nieustannej pielęgnacji. Życie określa walutę i cenę, jaką trzeba za to płacić. Ale jedno jest pewne - są wśród nas młodzi i odważni ludzie tacy jak Marcin Cudnoch, którzy nie boją się myśleć i wspierać drugiego człowieka. Znajdują czas i chęci, aby podzielić się z innymi tym, co mają najcenniejsze – własnym sercem.
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41