Sobota, 8 Sierpień
Imieniny: Donaty, Olechny, Kajetana -

Reklama


Reklama

Tylko Iwona jest dla mnie świętą


Niespełna rok upłynął od śmierci Iwony Jurczenko-Topolskiej. Dziennikarki, która stała się życiowym natchnieniem dla męża – Krzysztofa. Ciężkie choroby i śmierć nie wybierają. Jednako dotykają i tych, którzy z ledwością wiążą koniec z końcem, i tych, którzy opływają w dostatek. - Pieniądze to odpowiedzialno...


  • Data:

Niespełna rok upłynął od śmierci Iwony Jurczenko-Topolskiej. Dziennikarki, która stała się życiowym natchnieniem dla męża – Krzysztofa. Ciężkie choroby i śmierć nie wybierają. Jednako dotykają i tych, którzy z ledwością wiążą koniec z końcem, i tych, którzy opływają w dostatek. - Pieniądze to odpowiedzialność – mówi Krzysztof Topolski. I to właśnie odpowiedzialność, ale też i inteligencja oraz sposób postrzegania świata stanowiły cement, który scalił Krzysztofa i Iwonę na długich dwadzieścia lat.

- Nie długich – zaprzecza Krzysztof. - Nasze wspólne życie i miłość trwały o wiele za krótko, a Iwona odeszła za wcześnie. Jak zawrzeć w krótkim artykule historię, która powinna pokryć setki książkowych stronic? Wydaje się to niemożliwe, ale spróbujmy, przynajmniej w zarysie.

W takie cuda nie wierzę

Krzysztof Topolski (Żyd z urodzenia i przekonania, i polityczny emigrant) przyjechał do Polski z Kanady w październiku 1990 roku, by uczestniczyć w końcowej fazie edycji swojej książki pt. „Alianci”. Była to opowieść faktograficzna, z konieczności momentami zbeletryzowana. - W jednym z wątków amerykański pilot w jedną noc miał się zakochać, oświadczyć i ożenić – wspomina Krzysztof. - Poprosiłem współautora, by tę scenę napisał, bo aż takie cuda się nie zdarzają.

Między poznaniem a zaręczynami Iwony i Krzysztofa upłynęła... godzina. - Przyjaciele zorganizowali wieczorne spotkanie przy kawie – wspomina. - Taka sobie „randka w ciemno”. Ja wiedziałem o Iwonie tylko tyle, że zrobiła świetny wywiad z Kiszczakiem, ona – że ma poznać kanadyjskiego biznesmena. Dosłownie, a mam na to świadków, po godzinie rozmowy spytałem czy zostanie moją żoną, a ona się zgodziła. Takiego cudu w żadnej książce, a we własnej tym bardziej nie spotkałem – opowiada Krzysztof. - To było dokładnie 11 października 1990 roku.

Oboje mieli za sobą niekoniecznie sympatyczne doświadczenia życiowe, a wraz z nimi – sporą dozę ostrożności. Oboje – „niewolnicy” pióra - o miłości od pierwszego wejrzenia czytali tylko w książkach. Obojgu wystarczyła godzina, by stać się takiej miłości niewolnikami.

„Pier...sz jak potłuczony”...

…to jeden z najczęściej używanych argumentów podczas rodzinnych rozmów. A tematów do polemik nie brakowało. Zarówno Krzysztof, jak i Iwona pilnie śledzili bieżące wydarzenia lokalne, krajowe i światowe, a wspólnie czytane książki też stanowiły świetną kanwę do rozmów. Nie musieli i nie zawsze byli jednomyślni, a różnicę poglądów, w ferworze merytorycznego sporu kwitowali lapidarnym „Pier...sz jak potłuczony(a)”. - Ale nigdy przez te 20 lat nie padły między nami na przykład takie słowa jak: „odwal się” czy „odczep się”. Nigdy - opowiada Krzysztof. - Mogliśmy się różnić w poglądach czy ocenach, ale wzajemne relacje i uczucia zawsze były takie same, po prostu kochaliśmy się, rozumieliśmy, szanowaliśmy własne odmienności, uzupełnialiśmy się jak dwa przystające klocki puzzli.

Miłość pod piramidami


Reklama

- Przez te 20 lat rozstawaliśmy się rzadko, najwyżej na kilka dni, kiedy wyjeżdżałem w interesach w strony, gdzie mogło być niebezpiecznie. Ale staraliśmy się być ze sobą ciągle – opowiada dalej Krzysztof. - Czerpaliśmy ze świata i z życia pełnymi garściami. Owszem, moja sytuacja finansowa na to pozwalała, ale szczęścia nie daje widok piramid, tylko więź i autentyczna miłość. Nie wątpię, że tyle samo radości życia, wspólnego życia, czerpalibyśmy ze spaceru leśną ścieżką po mazurskich lasach, jak z wyprawy na Karaiby.

Choroba nie wybiera

Zasobność portfela nie chroni przed chorobami i niczyje życie nie jest usłane tylko różami. - W 2009 roku u Iwony stwierdzono niewielki guzek w górnym płacie płuca – mówi Krzysztof. - Słowo „rak” brzmi jak wyrok i jest najgorszym, które człowiek może usłyszeć. Wtedy nie istniały dla mnie żadne granice ani przeszkody, by wyleczyć Iwonę. I udało się – przynajmniej tak to początkowo wyglądało. Po roku zaczęła uskarżać się na silne bóle głowy. Badania wykazały dużego guza mózgu. Jego niemal natychmiastowe usunięcie i bardzo agresywna chemioterapia nie zdały się na wiele. - Pod koniec 2010 roku lekarze nie zostawili już żadnej nadziei. Wróciliśmy do domu w Romanach, w ukochane przez nią miejsce – opowiada Krzysztof mechanicznym głosem, z którego znikła dynamika. - Kupiłem specjalne łóżko, by łatwiej Iwonę pielęgnować, spędzałem przy niej niemal cały czas. Oddychała z trudem, nie mogła już mówić, ale wiedziałem, że potrzebuje bliskości, bo ja jej też potrzebowałem. Całowałem ją, gdy umierała – ukradkiem ociera oczy. - Odeszła z moim pocałunkiem na ustach. 

Być człowiekiem

- Dopóki będzie istniał ostatni antysemita na ziemi, ja będę podkreślał, że jestem rodowitym, rasowym Żydem – zapewnia Krzysztof Topolski. - Także ateistą, też rasowym, ale od śmierci Iwony nie chcę myśleć, że jesteśmy tylko przypadkowym zbiorem atomów. Wolę myśleć, że Iwona gdzieś tam jest, że mnie i dzieci widzi, towarzyszy nam, dopinguje do życia i do działania. Dlatego chcę jeszcze wiele zrobić, przede wszystkim dla dzieci, bo pomoc innym zawsze była dla Iwony najważniejsza.

Iwona Jurczenko-Topolska, choć chrześcijanka, żyła w zgodzie z żydowskim przykazaniem: „Być człowiekiem”. Tę tendencję jej bliscy, a mąż szczególnie, podkreślili w epitafium zdobiącym Jej nagrobek: „Piękna duchem i ciałem kochała z wzajemnością cały świat i wszystkich ludzi. Oby Stwórca pozwolił nam się z Nią spotkać”.

Codzienne oblicze człowieczeństwa

Kiedy dziewięć lat temu Iwona i Krzysztof Topolscy zdecydowali się na dzieci – adoptowali rodzeństwo – gromadkę zagubionych i zaniedbanych dzieciaków, wtedy w wieku: 3, 5 i 7 lat. Dziś to już trójka nastolatków – świadomych własnych możliwości, otwartych, odważnych, przed którymi życie stoi otworem. - Kiedy było już pewne, że Iwona nie wyzdrowieje, przeprowadziłem z dziećmi poważną rozmowę. Przede wszystkim zapewniłem, że na zawsze zostaniemy rodziną, nawet gdy mamy już z nami nie będzie – mówi Krzysztof. Dom i rodzinne ciepło podarowane okrutnie poturbowanym przez życie dzieciakom to nie jest jedyny wychowawczy sukces Iwony i Krzysztofa Topolskich. Młodych, zdolnych ludzi, którzy tym dwojgu wiele zawdzięczają – jest znacznie więcej. - Już w pierwszym tygodniu narzeczeństwa ustaliliśmy z Iwoną, że będziemy nasz dostatek dzielić po połowie: dla siebie i dla innych. Owszem, byliśmy obrzydliwie bogaci, ale pewnie mało kto uwierzy czy zrozumie, że czasem wręcz wstydziliśmy się tego bogactwa – wspomina Krzysztof. - Jakiś czas temu chodził mi po głowie pomysł kupienia samolotu, bo to takie modne. Ale pomyślałem sobie: „a na ch...j mi samolot, jeśli za te pieniądze mogę wychować czy pomóc w nauce co najmniej kilkorgu mądrym, ale biednym dzieciom?” I tak właśnie staraliśmy się z Iwoną żyć i działać.

Reklama

W imię wspólnych ideałów

Mimo że Iwony Jurczenko-Topolskiej nie ma już wśród nas od blisko 9 miesięcy, jej mąż – Krzysztof ani nie zapomina, ani nie zamierza zmienić ich wspólnego, małżeńskiego nastawienia do życia i bliźnich.Inaczej mówiąc – nie tylko chce kontynuować to, co wspólnie z Iwoną rozpoczął, ale też tę działalność rozwijać, a wszystko – w imię pamięci o żonie i dla spełnienia jej ideałów. - Niedługo ukaże się drukiem ostatnia książka Iwony, opracowana na podstawie jej wywiadu z Andrzejem Wojciechowskim, twórcą Radia Zet - informuje Krzysztof Topolski. - Dochód z książki, moje własne i przyjaciół pieniadze będą zaczątkiem fundacji imienia Iwony, która to fundacja zajmie się pomocą dzieciom niepełnosprawnym. - Zaangażowałem się już w projekt, dotyczący adaptacji budynku przy ul. Pola w Szczytnie – dodaje. - Tam będzie nie tylko siedziba klubu Kyuokusin Karate, którego zawodnicy rozsławiają Szczytno na caly świat, ale też na przykład tzw. „świetlik” czyli specjalna świetlica dla dzieci niepełnosprawnych i solidna przychodnia rehabilitacyjna. Moim marzeniem jest, by ten budynek nadbudować o jedną kondygnację, w której znalazłoby się miniplanetarium dla dzieci.

Żywa we wspomnieniach

- Ratuję się wspomnieniami, przywołuję dźwięk jej śmiechu. Czasem staję w drzwiach tarasu i patrzę na ogród, bo to widok, o którym Iwona na krótko przed odejściem powiedziała: „Jak tu pięknie!” Czasem patrzę na ekran telewizora, co nie znaczy, że coś widzę. Ostatnio próbuję znów czytać, choć przychodzi mi to z trudem - odpowiada Krzysztof na pytanie, jak radzi sobie ze stratą ukochanej osoby. - Wszyscy znają słowo „żałoba”, ale nie zrozumie jej ten, kto nie stracił kogoś bliskiego – twierdzi Krzysztof. - Głęboka żałoba jest niewyobrażalna, ogrom żalu i uderzającej falami pustki jest tak dojmujący, że nie da się go nawet w przybliżeniu opisać słowami. Powoli, ale bardzo powoli zaczynam sobie z tą żałobą radzić. Nie wiem czy już pozostanę samotny, ale pewne jest, że Iwony nikt nie zastąpi. Była jedyna i niepowtarzalna, dla mnie – doskonała. A najważniejsze, że była dobym człowiekiem i będę się starał, by o tym nikt nie zapomniał.

Halina Bielawska

fot. Tomasz Mikita



Komentarze do artykułu

Magda Hannay

Hi Krzysztofie, Od dłuższego czasu próbuję się z tobą skontaktować, ale jakoś mi nie wychodzi. A miło byłoby pogadać, przy kawie czy na FaceTime. Bywam w Polsce, mam tutaj dom, niemniej większość czasu spędzam w Anglii. Moje namiary się nie zmieniły. Serdecznie pozdrawiam, Magda Hannay

...

Łzy...

Napisz

Reklama


Komentarze

  • Ford uderzył w ogrodzenie i budynek, potem dachował. Za kierownicą siedziała 66-latka
    Szacun. Jak ona to zrobila???

    Bartek


    2026-08-06 04:51:17
  • Informacja Burmistrza Miasta Szczytno
    pani sylwia jaskolska prosze podac zaslugi pana poukord a krzysztofa

    wojt jaskol stasiek


    2026-08-04 21:46:50
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Felieton wpisujący się w narrację głównego nurtu, mający niewiele wspólnego z rzetelną oceną, ale wiele z propagandową papką. \"Najpierw pojawia się pogardliwe słowo...\"? A może jednak najpierw pojawia się przyczyna, a pogardliwe słowo jest skutkiem (podobnie jak zmiana wektora polskiej gościnności)? Do tego nie potrzeba żadnych fałszywych wiadomości, wystarczą fakty. W ciągu 2,5 roku \"nasi goście\" popełnili 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw. Do tego dochodzą pewnie tysiące drobniejszych, niezgłoszonych incydentów, roszczeniowość i niestety zbyt często, brak jakiejkolwiek wdzięczności. Stwierdzenie, że \"Polska jest liderem\" to kolejna propagandowa teza nie mająca wiele wspólnego ze smutną rzeczywistością. Fakty to PKB per capita (nominalne)-47 miejsce na świecie, rekordowe tempo przyrostu zadłużenia, zdemolowana służba zdrowia, rosnące bezrobocie, jedne z najwyższych (w stosunku do zarobków) ceny paliw i energii i rozbrojona armia \"lidera\". Tymczasem wmawia się nam, że największym problemem w kraju jest facet, który zwyzywał bezczelne gówniary nie potrafiące się zachować w autobusie, albo emeryt, który przyłożył laską chcącej go okraść Ukraince. Niestety właśnie w tę narrację wpisuje się autor.

    W. Nosowicz


    2026-08-04 20:31:03
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Szanowny autorze. Nie uważam, że pamięć o zbrodniach z przeszłości jest stratą czasu. Narody nie budują trwałych relacji na przemilczeniach, lecz na prawdzie. Nie można oczekiwać od Polaków obojętności wobec gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ich rodakach. Dbanie o przyszłość i rozliczenie historii nie wykluczają się. Możemy wspierać Ukrainę w obliczu dzisiejszych zagrożeń, jednocześnie domagając się szacunku dla pamięci ofiar. To nie jest działanie przeciwko Ukrainie, lecz działanie na rzecz uczciwego pojednania. Bez prawdy nie będzie trwałego zaufania między naszymi narodami.

    XxX


    2026-08-04 17:21:57
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    W każdym wpisie musi być o PISie. Ludzie mają różne hobby, ale Sz.P. Wiesław lubuje się w Pisie. Czy ten PiS jest teraz z Panem w pokoju? Jeśli tak to który?

    Waldemar


    2026-08-03 18:39:39
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    \"ruska rakieta\"?, widzę że elokwencji nie po drodze z mądrością - ruskie są tylko pierogi, szanowny Panie. Na szczęcie ta rakieta, w przeciwieństwie do tej którą wystrzelili Ukraińcy, nikogo nie zabiła i była precyzyjnie wycelowana w sam środek pola. Jeżeli tę rakietę fatycznie wystrzelili Rosjanie to właśnie udowodnili światu że Polska jest całkowicie bezbronna, bo systemy walki powietrznej zostały oddane Ukrainie...zaś brak reakcji NATO, USA i Europy dobitnie udowadnia, jak głęboko mają na w doopie. Teraz wisienka, alarm ogłoszono 5 minut po eksplozji rakiety, myślałem że taki alarm uruchamia się przed atakiem, a nie po. Teraz walnij pan porządnie w zakutą pałę premiera Von Tfuuuska, on nawet nie potrafi odróżnić pocisku balistycznego od rakiety manewrującej.

    Polak


    2026-08-03 16:17:07
  • Zintegrowany Plan Inwestycyjny w Pasymiu. Ruszają konsultacje społeczne
    A na prosty język, to co tam będzie na tych działkach?

    .


    2026-08-03 15:09:16
  • „Pani Asiu, czemu pani nie ma?”. Joanna Pusta w finale Listonosza Roku
    Widziałem filmy pokazujące,że Pani Asia robi naprawdę dobrą robotę. Polecam.

    Andrzej


    2026-07-31 12:18:42
  • Nie lubię stać w miejscu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham florystykę.
    Stac w miejscu?

    Jan


    2026-07-31 09:18:39
  • Jerzy Niemczuk: Kiedy nienawiść wchodzi na ambonę
    Czy to ten Pan co w latach 2020-2021r paradował z czarną maseczką z pomarańczowym piorunem? Szukałem jakiegoś zdjęcia, ale chyba wszystkie usunął.

    nikoś


    2026-07-30 11:10:01

Reklama