Poniedziałek, 27 Kwiecień
Imieniny: Marii, Marzeny, Ryszarda -

Reklama


Reklama

Ratownictwo medyczne na co dzien i od święta


Dziś znacznie lepsza niż przed laty, ale i tak jeszcze daleko jej do doskonałości. Tak przynajmniej uważa Grzegorz Achremczyk, z którym rozmawiam.

 

 

Tegoroczne centralne świętowanie ratowników...


  • Data:

Dziś znacznie lepsza niż przed laty, ale i tak jeszcze daleko jej do doskonałości. Tak przynajmniej uważa Grzegorz Achremczyk, z którym rozmawiam.

 

 

Tegoroczne centralne świętowanie ratowników medycznych odbędzie się w Krakowie. Jedziesz?

 

Oczywiście. Zazwyczaj święto jest obchodzone lokalnie, w regionach, ale w tym roku w Krakowie, akurat w tym właśnie czasie odbywać się będzie Ogólnopolski Kongres Ratowników Medycznych i przy okazji – ogólnopolsko będziemy świętować. Kongresy są co roku. Ten będzie już czwarty, ale pierwszy raz akurat w takim terminie.

 

Co to jest ten kongres?

 

To głównie szereg wykładów, szkoleń, warsztatów, a ten będzie się też łączył z częścią, nazwijmy to, rozrywkową. I każda ważna. Z Szczytna jedzie nas cztery osoby na w sumie trzy dni.

 

To nie będzie zbyt duża absencja? Działalność pogotowia nie ucierpi?

 

O nie. Teraz w pogotowiu pracuje około 30 osób: pielęgniarek, ratowników i lekarzy. To wystarczy, by nie było żadnych trudności w obsłudze ewentualnych zgłoszeń.

 

Teraz. A jak było wcześniej?

 

Ze 20 lat temu było sporo więcej pracowników i więcej zespołów wyjazdowych. Ale trzeba pamiętać, że wtedy pogotowie zupełnie inaczej funkcjonowało. To nie było – jak dziś – ratowanie życia, szybka pomoc w nagłych przypadkach. To była całodobowa pomoc doraźna w wielu drobnych sprawach: zmiany opatrunków, robienie zastrzyków. Była na przykład specjalna karetka, którą pielęgniarka jeździła do pacjentów, by im robić zastrzyli w domu. Dziś pogotowie ratunkowe wypełnia w całości tylko drugi człon tej nazwy.

 

A tak. Pamiętam. Sama jeszcze np. z przeziębionym synem codziennie tupałam na ul. Lipperta, by dostał zastrzyk. Jak głowa bolała czy ząb, to też można było wpaść na pogotowie po zastrzyk przeciwbólowy...

 

Nie jest to niemożliwe i dziś, tyle że na innych zasadach i w innym miejscu. To się kiedyś nazywało doraźna pomoc ambulaturyjna, a obecnie – nocna i świąteczna pomoc lekarska. I w takich sytuacjach nie jedzie się już ani na ul. Lipperta, ani na teren szpitala, gdzie jest obecnie siedziba pogotowia, a na ul. Gnieźnieńską.


Reklama

 

Pamiętam też, że kiedyś „popracowałam” trzy dni w pogotowiu, jeżdżąc do zdarzeń karetkami, z których drzwi wypadały przy odrobinę większej prędkości. Tę zresztą strach było rozwijać, żeby się karetka w połowie drogi „nie rozkraczyła”.

 

O, jakby tak cofać się w czasie, to za karetki „robiły” kiedyś warszawy, później duże fiaty i polonezy. I takie samochody w naszym pogotowiu jeździły praktycznie jeszcze w latach 90. U progu XXI wieku, kiedy szpital i pogotowie zaczęły podlegać powstałemu wtedy samorządowi powiatowemu, kilka nowszych samochodów – karetek dostaliśmy jako dary z Bad Kreuznach. Nie były to nowe samochody, ale w porównaniu z wcześniejszym taborem to już był „hit” nowoczesności. Na parę lat wystarczyły.

 

Ale erka była wcześniej?

 

Była. Jedyna erka w powiecie pojawiła się dokładnie 1 kwietnia 1979 roku. Była to nysa. Wyposażona w nosze i skórzaną torbę z podstawowym sprzętem. Można by chyba powiedzieć, że reanimacyjna była z nazwy, przynajmniej na początku. Pierwszy defibrylator pojawił się w Szczytnie (a pewnie i w innych miasteczkach też) dopiero przy końcu lat 80. i mało kto w ogóle, nawet wśród lekarzy, umiał go obsługiwać. A dziś takie urządzenie jest podstawowym sprzętem w każdej karetce. Nie wyobrażam już sobie sytuacji, by mogło go w karetce nie być.

 

I chyba zmienili się też ludzie. Kiedyś jeździł noszowy czy sanitariusz, dziś ratownik medyczny...

 

Dokadnie tak. Nie ma już „fizycznych” pracowników w karetkach. Ratownik medyczny to człowiek o szerokich uprawnieniach, ale też i wymaganej wiedzy. Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu wystarczało pomaturalne studium medyczne o specjalności ratownik. Teraz jest to specjalizacja uzyskiwana podczas studiów, realizowanych przez akademie medyczne czy uniwersytety, które mają wydział zdrowia. Niegdyś w służbie zdrowia, z dyplomami wyższych uczelni pracowali tylko lekarze i farmaceuci. Obecnie takie dyplomy muszą mieć już i pielęgniarki, i ratownicy medyczni. To daje nam nieco szersze uprawnienia niż tylko pomocnicze przy lekarzu, jak dawniej, ale też i większą odpowiedzialność. Przy „starym” systemie nie do pomyślenia było, by ktokolwiek, poza lekarzem, mógł dysponować dla pacjenta jakieś leki. Dziś ratownicy medyczni, w określonym zakresie, mogą o podaniu niektórych leków decydować samodzielnie.

Reklama

 

Wróćmy do sprzętu i powszechnej wiedzy. Posługiwania się defibrylatorami uczysz, w ramach np. działalności Autrimpusa, nawet dzieciaki w przedszkolach. A mają możliwość użycia?

 

Uczymy obsługiwania innych, tzw. defibrylatorów automatycznych. I problem jest tylko w tym, że już sporo osób potrafiłoby się nim posłużyć w skrajnej sytuacji, tyle że nikt takim sprzętem nie dysponuje. Po prostu go nie ma, przynajmniej w naszym powiecie.

 

To nie rozumiem. Uczycie obsługi urządzenia, do któego i tak nikt nie ma dostępu?

 

Bo mamy nadzieję, że to się zmieni. W moim przekonaniu tego rodzaju sprzęt powinien być tak powszechny, jak np. sprzęt przeciwpożarowy. W budynkach użyteczności publicznej nikogo nie dziwią gabloty ze strażackimi wężami i porozwieszane gaśnice. A przecież, moim zdaniem, ryzyko pożaru jest mniejsze niż to, że w domu kultury, w biblitece, czy w ratuszu ktoś nagle zasłabnie, straci przytomność, przestanie oddychać i wtedy obecność defibrylatora mogłaby uratować życie.

 

Mówisz jakoś futurystycznie. Możliwa jest taka opcja?

 

Wszystko jest możliwe. A wszystko się rozwija. Za 30 czy 50 lat taka moja wizja, takie marzenie o tym, by ratowanie życia pod względem medycznym było społecznym priorytetem, może się spełnić.

 

 

 

Fot.

 

Pierwszy dar z Bad Kreuznach, supernowoczesny w porównaniu z wcześniejszymi samochodami pogotowia, przy obecnych karetkach wygląda jak relikt.

 

 

Ratownicy medyczni świętują raz do roku, 13 października. Na co dzień w nowych, dobrze wyposażonych karetkach, tak zwyczajnie, po prostu, ratują ludzkie życie.



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama