Dziś znacznie lepsza niż przed laty, ale i tak jeszcze daleko jej do doskonałości. Tak przynajmniej uważa Grzegorz Achremczyk, z którym rozmawiam.
Tegoroczne centralne świętowanie ratowników...
Dziś znacznie lepsza niż przed laty, ale i tak jeszcze daleko jej do doskonałości. Tak przynajmniej uważa Grzegorz Achremczyk, z którym rozmawiam.
Tegoroczne centralne świętowanie ratowników medycznych odbędzie się w Krakowie. Jedziesz?
Oczywiście. Zazwyczaj święto jest obchodzone lokalnie, w regionach, ale w tym roku w Krakowie, akurat w tym właśnie czasie odbywać się będzie Ogólnopolski Kongres Ratowników Medycznych i przy okazji – ogólnopolsko będziemy świętować. Kongresy są co roku. Ten będzie już czwarty, ale pierwszy raz akurat w takim terminie.
Co to jest ten kongres?
To głównie szereg wykładów, szkoleń, warsztatów, a ten będzie się też łączył z częścią, nazwijmy to, rozrywkową. I każda ważna. Z Szczytna jedzie nas cztery osoby na w sumie trzy dni.
To nie będzie zbyt duża absencja? Działalność pogotowia nie ucierpi?
O nie. Teraz w pogotowiu pracuje około 30 osób: pielęgniarek, ratowników i lekarzy. To wystarczy, by nie było żadnych trudności w obsłudze ewentualnych zgłoszeń.
Teraz. A jak było wcześniej?
Ze 20 lat temu było sporo więcej pracowników i więcej zespołów wyjazdowych. Ale trzeba pamiętać, że wtedy pogotowie zupełnie inaczej funkcjonowało. To nie było – jak dziś – ratowanie życia, szybka pomoc w nagłych przypadkach. To była całodobowa pomoc doraźna w wielu drobnych sprawach: zmiany opatrunków, robienie zastrzyków. Była na przykład specjalna karetka, którą pielęgniarka jeździła do pacjentów, by im robić zastrzyli w domu. Dziś pogotowie ratunkowe wypełnia w całości tylko drugi człon tej nazwy.
A tak. Pamiętam. Sama jeszcze np. z przeziębionym synem codziennie tupałam na ul. Lipperta, by dostał zastrzyk. Jak głowa bolała czy ząb, to też można było wpaść na pogotowie po zastrzyk przeciwbólowy...
Nie jest to niemożliwe i dziś, tyle że na innych zasadach i w innym miejscu. To się kiedyś nazywało doraźna pomoc ambulaturyjna, a obecnie – nocna i świąteczna pomoc lekarska. I w takich sytuacjach nie jedzie się już ani na ul. Lipperta, ani na teren szpitala, gdzie jest obecnie siedziba pogotowia, a na ul. Gnieźnieńską.
Pamiętam też, że kiedyś „popracowałam” trzy dni w pogotowiu, jeżdżąc do zdarzeń karetkami, z których drzwi wypadały przy odrobinę większej prędkości. Tę zresztą strach było rozwijać, żeby się karetka w połowie drogi „nie rozkraczyła”.
O, jakby tak cofać się w czasie, to za karetki „robiły” kiedyś warszawy, później duże fiaty i polonezy. I takie samochody w naszym pogotowiu jeździły praktycznie jeszcze w latach 90. U progu XXI wieku, kiedy szpital i pogotowie zaczęły podlegać powstałemu wtedy samorządowi powiatowemu, kilka nowszych samochodów – karetek dostaliśmy jako dary z Bad Kreuznach. Nie były to nowe samochody, ale w porównaniu z wcześniejszym taborem to już był „hit” nowoczesności. Na parę lat wystarczyły.
Ale erka była wcześniej?
Była. Jedyna erka w powiecie pojawiła się dokładnie 1 kwietnia 1979 roku. Była to nysa. Wyposażona w nosze i skórzaną torbę z podstawowym sprzętem. Można by chyba powiedzieć, że reanimacyjna była z nazwy, przynajmniej na początku. Pierwszy defibrylator pojawił się w Szczytnie (a pewnie i w innych miasteczkach też) dopiero przy końcu lat 80. i mało kto w ogóle, nawet wśród lekarzy, umiał go obsługiwać. A dziś takie urządzenie jest podstawowym sprzętem w każdej karetce. Nie wyobrażam już sobie sytuacji, by mogło go w karetce nie być.
I chyba zmienili się też ludzie. Kiedyś jeździł noszowy czy sanitariusz, dziś ratownik medyczny...
Dokadnie tak. Nie ma już „fizycznych” pracowników w karetkach. Ratownik medyczny to człowiek o szerokich uprawnieniach, ale też i wymaganej wiedzy. Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu wystarczało pomaturalne studium medyczne o specjalności ratownik. Teraz jest to specjalizacja uzyskiwana podczas studiów, realizowanych przez akademie medyczne czy uniwersytety, które mają wydział zdrowia. Niegdyś w służbie zdrowia, z dyplomami wyższych uczelni pracowali tylko lekarze i farmaceuci. Obecnie takie dyplomy muszą mieć już i pielęgniarki, i ratownicy medyczni. To daje nam nieco szersze uprawnienia niż tylko pomocnicze przy lekarzu, jak dawniej, ale też i większą odpowiedzialność. Przy „starym” systemie nie do pomyślenia było, by ktokolwiek, poza lekarzem, mógł dysponować dla pacjenta jakieś leki. Dziś ratownicy medyczni, w określonym zakresie, mogą o podaniu niektórych leków decydować samodzielnie.
Wróćmy do sprzętu i powszechnej wiedzy. Posługiwania się defibrylatorami uczysz, w ramach np. działalności Autrimpusa, nawet dzieciaki w przedszkolach. A mają możliwość użycia?
Uczymy obsługiwania innych, tzw. defibrylatorów automatycznych. I problem jest tylko w tym, że już sporo osób potrafiłoby się nim posłużyć w skrajnej sytuacji, tyle że nikt takim sprzętem nie dysponuje. Po prostu go nie ma, przynajmniej w naszym powiecie.
To nie rozumiem. Uczycie obsługi urządzenia, do któego i tak nikt nie ma dostępu?
Bo mamy nadzieję, że to się zmieni. W moim przekonaniu tego rodzaju sprzęt powinien być tak powszechny, jak np. sprzęt przeciwpożarowy. W budynkach użyteczności publicznej nikogo nie dziwią gabloty ze strażackimi wężami i porozwieszane gaśnice. A przecież, moim zdaniem, ryzyko pożaru jest mniejsze niż to, że w domu kultury, w biblitece, czy w ratuszu ktoś nagle zasłabnie, straci przytomność, przestanie oddychać i wtedy obecność defibrylatora mogłaby uratować życie.
Mówisz jakoś futurystycznie. Możliwa jest taka opcja?
Wszystko jest możliwe. A wszystko się rozwija. Za 30 czy 50 lat taka moja wizja, takie marzenie o tym, by ratowanie życia pod względem medycznym było społecznym priorytetem, może się spełnić.
Fot.
Pierwszy dar z Bad Kreuznach, supernowoczesny w porównaniu z wcześniejszymi samochodami pogotowia, przy obecnych karetkach wygląda jak relikt.
Ratownicy medyczni świętują raz do roku, 13 października. Na co dzień w nowych, dobrze wyposażonych karetkach, tak zwyczajnie, po prostu, ratują ludzkie życie.
Radni powinni się przyjrzeć spółce AQUA. Tam to dopiero marazm.
Juras
2026-06-22 22:01:31
A największe brawa dla burmistrza - za pomysł, odwagę no i za śpiew !! Z najlepszymi życzeniami - spełniania kolejnych marzeń i dalszego , pełnego wsparcia ze strony tej Jedynej !
Tamara J.
2026-06-22 18:20:45
Drugi rząd od góry, druga pani od lewej to pani Prząda.
Tutejsza
2026-06-22 16:38:30
\"mogę tylko porównać postawę rządu i władz Warszawy, które zareagowały na przekręt błyskawicznie\" - Drogi autorze, prezydent Trzaskowski był informowany o nieprawidłowościach rok wcześniej, a dyrekcja i zarząd, który był chyba w całości z PO, jeszcze wcześniej.
XxX
2026-06-22 16:11:40
Przepraszam ale Pasym i Kalwa to nie Warmia południowa lecz mazury południowo zachodnie
zdysk
2026-06-22 08:54:18
Piękne
Tomasz
2026-06-21 23:21:36
Ludzie którym bieda nie grozi a za nimi durne plakaciki, za które ktoś zgarnął kasę. To kto poleci ta rakieta z plakatu?
Bartek
2026-06-20 19:47:42
Pan Sławomir to najbardziej pracowity człowiek jakiego znam. Z pełnym zaangażowaniem wykonywał pracę w administracji skarbowej, jednocześni nie jest mu obca administracja samorządowa. Oby takich osób było jak najwięcej. Pranie Sławku życzę dużo zdrowia i zadowolenie z pracy. Pozdrawiam serdecznie Maria L.
Maria L.
2026-06-20 10:10:57
fejnie było xD
palący jointa na komisariacie
2026-06-19 20:38:44
Bezrobocie najwyższe w województwie, a włodarze dziwnie zadowoleni na tych fotkach - a może to jednak dobra nowina, że bezrobocie wzrosło. Można będzie wówczas pozyskać środki z budżetu państwa na nowe miejsca pracy, a w tym celu można będzie pojechać np. do Olsztyna. Póki co bezrobotni mogą sobie w lato dorobić na grzybach i jagodach, które zbiorą w lesie, którego jeszcze nie wycięto.
zbieracz grzybów
2026-06-19 20:36:33