Poniedziałek, 4 Maj
Imieniny: Jaropełka, Marii, Niny -

Reklama


Reklama

Pijak prosi o pomoc


- Nikogo nie obchodzi mój los - denerwuje się Konstanty Tabaka. Mężczyzna ma żal do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jedwabnie, sąsiadów, rządu – właściwie całego świata. Wszystkich obwinia za swój los. „Panów Kostków” w powiecie mamy obecnie setki, w kraju – pewnie tysiące....


  • Data:

- Nikogo nie obchodzi mój los - denerwuje się Konstanty Tabaka. Mężczyzna ma żal do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jedwabnie, sąsiadów, rządu – właściwie całego świata. Wszystkich obwinia za swój los. „Panów Kostków” w powiecie mamy obecnie setki, w kraju – pewnie tysiące.

Konstanty Tabaka, mieszkańcom Burdąga znany bliżej jako Kostek, to jeden z tych obywateli, którzy nigdy nie wylewali za kołnierz. Mężczyzna twierdzi, że aktualnie nie pije, bo jak sam przyznaje – nie ma za co, ale gdyby miał...

Pan Konstanty użala się, że jego dom to właściwie lepianka bez okien, z dziurami w ściankach, przez które można podawać sobie deski. Mężczyzna od dawna nie ma prądu i ogrzewania. Warunki, w jakich bytuje, śmiało można określić – spartańskimi.

Zazwyczaj nie ma też czego włożyć do gardła. – Najwyżej suchy chleb, jeżeli uda się uzbierać puszek czy butelek, ale na te jest coraz więcej chętnych i niedługo przyjdzie się o nie bić. Nie pamiętam, kiedy jadłem normalny obiad, ale nie oczekuję luksusów, po prostu chcę czymś zapełnić żołądek – mówi skruszony.

Za swoją złą sytuację materialną obwinia Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, ale nie tylko. – Sąsiedzi też mało mi pomagają, a najgorszy jest rząd, który nie troszczy się o biednych – denerwuje się.


Reklama

W sobie nie dostrzega żadnych wad, ani winy za trudną sytuację.- Jestem uczciwym człowiekiem, przez całe życie ciężko pracowałem, początkowo w Olsztynie, potem w Kocie – wyznaje.

„Całe życie” skończyło się ze dwadzieścia lat temu, bo tyle czasu „Kostek” jest bezrobotny. Za to, rzecz jasna, odpowiedzialny jest PUP. – Nie mam pieniędzy żeby do nich dojechać, a rowerem jest za daleko. Przecież chciałem pracować, ale jak mam się do nich dostać? – mówi. – Nie ma szans, żeby rodzina mi pomogła, ale to dłuższa historia. Do GOPS-u już nie pojadę, bo powiedzieli mi, że jestem pijakiem i się na nich obraziłem – wyznaje.

Czy zatem sam widzi jakiś sposób na to, by jego sytuacja życiowa uległa poprawie? Okazuje się, że widzi – oczywiście wtedy, gdy za tę poprawę wezmą się inni, a nie on. – Chciałbym żeby GOPS przyznał mi stały zasiłek, tak gdzieś ze 400 zł. To by mi wystarczyło na jedzenie i jeszcze na prąd. Mógłbym wtedy podłączyć telewizor i zobaczyć, co się dzieje na świecie – tłumaczy. – Przecież jestem biedny i należy mi się pomoc – dodaje.

Za wzór pan Konstanty uznaje pracę GOPS-u w Pasymiu. – Tam ludzie bezdomni i wszyscy ci pijacy otrzymują pomoc, wożą ich samochodem na różne zajęcia, ja też bym tak chciał – mówi z tęsknotą w głosie.

Reklama

GOPS w Jedwabnie nie ma jednak sobie nic do zarzucenia i podkreśla, że pan Kostek nie powinien liczyć na luksusy. – Na bieżąco monitorujemy sytuację mieszkańców naszej gminy, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji. Jednak ścieżko jest pomóc komuś, kto sam sobie nie potrafi pomóc, a od nas oczekuje jedynie pieniędzy - komentuje kierownik Katarzyna Chabińska.

W sferze pomocy socjalnej mówi się o tzw. marchewce i wędce. Wędka – to formy wsparcia, które mają pomóc osobom w trudnej sytuacji wydobyć się z niej, marchewka zaś – to nie tyle pomoc, co wyręczanie danej osoby w zabezpieczaniu jej podstawowych potrzeb, które to wyręczanie prowadzi ostatecznie do coraz powszechniejszej niestety postawy roszczeniowej. Postawy wyrażanej frazą „mi się należy”, przekazywanej z pokolenia na pokolenie, co powoduje, że „panów Kostków” przybywa w zastraszającym tempie.

Paweł Salamucha

fot. Paweł Salamucha



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama