„Piątka” - jako szkoła podstawowa nie zawsze cieszyła się w Szczytnie należnym jej uznaniem. Dziś, nie tylko z racji zmian w społecznym postrzeganiu osób niepełnosprawnych, w tym też intelektualnie, Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy zajmuje ważne miejsce w systemie szczycieńskiej edukacji. Od osiemnastu lat placówką kieruje Maria Rudzka, z którą rozmawiamy.
Od ilu lat zajmujesz się pracą pedagogiczną?
Od 27. W różnych, tzw. normalnych szkołach. Kiedy ukończyłam kierunek oligofrenopedagogiki „przyjęłam się” do SOSW. To było w 1993 roku. W 1999 roku zostałam zastępcą dyrektora tej placówki, a rok później, w drodze konkursu – dyrektorem. I tak minęło już 18 lat tego dyrektorowania.
Skąd pomysł, by specjalizować się w tej oligo...
Bo pracowałam w SP 2 jako nauczyciel nauczania początkowego. Co prawda ta placówka jeszcze wówczas nie miała statusu szkoły integracyjnej, ale uczęszczały już do niej dzieci z różnymi trudnościami. To był jeszcze czas, niestety, kiedy wielu rodziców „udawało”, że nie dostrzega tych problemów, a i nauczyciele też tak samo „udawali”. Wtedy jeszcze o oligofrenopedagogice niewiele osób w ogóle słyszało. Ten kierunek pomógł mi nie tylko lepiej pracować z dziećmi, ale przede wszystkim z rodzicami.
Edukacja dzieci i młodzieży, którą los skrzywdził, to zapewne ciężki kawałek chleba...
Ciężki, ale i bardzo wdzięczny. Ogromną satysfakcję nam, jako kadrze pedagogicznej sprawia to, że naszych uczniów i podopiecznych skutecznie przygotowujemy do samodzielnego i aktywnego życia. Równie ważna i nie mniej satysfakcjonująca jest praca i współpraca z rodzicami. Pamiętam początki, jeszcze w SP 2, kiedy rodzice często nie chcieli przyjąć do wiadomości, że ich dziecko nie jest w pełni sprawne, że wymaga nieco innego systemu edukacji, dzięki czemu będzie i odpowiednio do swych możliwości wykształcone, a przede wszystkim – będzie szczęśliwsze. Dziś już z takimi przypadkami mam znacznie rzadziej do czynienia.
Placówka od zawsze zajmowała się dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną?
Od początku. Chociaż na przestrzeni tych 50. lat zmieniała się nazwa, to naszymi uczniami zawsze były osoby, które wykazywały intelektualne odchylenia o różnym stopniu intensywności. Nie zawsze jednak obejmowaliśmy nauczaniem wszystkie stopnie. Przez wiele lat pod opieką placówki pozostawały tylko dzieci z lekkim i umiarkowanym stopniem upośledzenia umysłowego. Tak się na to mówiło kiedyś. Obecnie jest to określenie wyeliminowane z języka zarówno prawnego, jak i edukacyjnego, a także dążymy do tego, by o upośledzeniu umysłowym nie mówiło się nawet potocznie. Niepełnosprawność intelektualna – to właściwe określenie.
W czym tkwi różnica?
Głównie w społecznym postrzeganiu. Niepełnosprawność nie brzmi tak radykalnie jak upośledzenie. Poza tym jest to też, moim zdaniem, wskazanie zmian, jakie w ostatnich latach następują w postrzeganiu zarówno samej niepełnosprawności, jak i osób nią dotkniętych. Trzeba pamiętać, że niepełnosprawność, szczególnie intelektualna, przez wiele lat była traktowana pejoratywnie, wstydliwie. Tak zwana zdrowa część społeczeństwa, a przynajmniej niemała jej część osoby dotknięte tym schorzeniem, traktowała jako „gorszych”. To skutkowało też tym, że w wielu rodzinach dzieci o obniżonych zdolnościach intelektualnych były „ukrywane” ze szkodą dla tych rodzin, a przede wszystkim dla dzieci. Obecnie to patrzenie na niepełnosprawność wyraźnie zmienia się na lepsze, chociaż do pełni szczęścia jeszcze daleko.
Pamiętam, że przed laty taką „obelgą” w dziecięcych czy młodzieżowych sporach było właśnie zarzucenie jakiemuś rówieśnikowi, że „chodzi do piątki”...
I wiele musiało upłynąć czasu, by dzieci, na podwórkach i w piaskownicach, już takiej „obrazy” nie stosowały. Mam nadzieję, że tak właśnie jest. Chociaż wymagało to wielu lat i zmian, nie tylko w prawie, ale i w całym systemie edukacji osób niepełnosprawnych. Dość, gdy powiem, że przez ostatnie dziesięciolecia liczba uczniów i wychowanków utrzymuje się u nas na podobnym poziomie, ale dawniej obejmowaliśmy wsparciem wiele dzieci spoza terenu naszego powiatu, a obecnie takich przypadków jest niewiele. Faktem jest też i to, że tworzone są nowe placówki takie jak nasza, a i część dzieci z niepełnosprawnościami uczy się w szkołach powszechnych. Niemniej mogę stwierdzić, że rodzice dzieci niepełnosprawnych rozumieją już potrzebę ich właściwego wykształcenia i przystosowania do samodzielnego życia i chętnie powierzają nam to zadanie.
Zmienił się też – nazwijmy to – zakres usług SOSW...
Przez wiele lat w placówce funkcjonowała szkoła podstawowa, szkoła przysposabiająca do pracy oraz zasadnicza szkoła zawodowa, przygotowująca do takich zawodów jak: krawiec, ogrodnik, malarz-tapeciarz, piekarz, kucharz. Po reformie dostosowaliśmy strukturę placówki, tworząc też gimnazjum. Obecnie, po kolejnej reformie, po zmianie klasyfikacji zawodowej dla osób niepełnosprawnych i po nawiązaniu współpracy z pracodawcami kształcimy w zawodach: pracownik pomocniczy ślusarza i pracownik pomocniczy krawca, a od września ruszy kolejny kierunek kształcenia zawodowego: tapicer. Ale główną zmianą jest to, że obecnie obejmujemy edukacją i wsparciem nie tylko osoby z lekką i umiarkowaną niepełnosprawnością intelektualną, ale wszystkie poziomy tej niepełnosprawności, łącznie ze sprzężeniami. Odrębną grupą dzieci, które uczymy i rehabilitujemy to dzieci autystyczne. Teraz grupy dla tych dzieci tworzone są w coraz większej liczbie placówek, bo takie jest społeczne zapotrzebowanie, ale tu się muszę pochwalić, że w tym zakresie nasz szczycieński SOSW był prekursorem w skali województwa.
Czy SOSW w Szczytnie ma jakieś motto? Jakąś ideę, która wskazuje nie tylko na to, czym się zajmujecie na co dzień, ale też na cele, jakie wam przyświecają?
Gdybym miała sformułować takie wiodące hasło, byłoby krótkie: „Sukces dziecka” w ujęciu chyba najlepszym dla każdego dziecka, niezależnie od jego możliwości i sprawności, czyli w ujęciu korczakowskim. Inaczej mówiąc, uważamy (i tak pracujemy), że każde dziecko jest geniuszem, tylko trzeba w nim ten geniusz odszukać, wyzwolić i pozwolić mu się rozwinąć.
SOSW W LICZBACH I NIE TYLKO
Dyrektorzy:
Stanisław Manujło: 1968-1973 oraz 1981-1983
Stanisław Młynarski: 1974-1980
Jan Mróz: 1983-1992
Dorota Kacak: 1992-1995
Jerzy Klenczon: 1995-2000
Maria Jolanta Rudzka: 2000 – nadal
ZATRUDNIENIE w ciągu 50 lat:
260 pedagogów
31 pracowników administracji
135 pracowników obsługi
ABSOLWENCI
szkoły podstawowej - 1172
gimnazjum – 245
zasadnicza szkoła zawodowa – 478
szkoła przysposobienia – 46
przedszkole – 35
WYBRANE RODZAJE TERAPII:
dogoterapia
hipoterapia
felinoterapia
legoterapia
sensoplastyka
symbole i gesty Makaton
A kto ten Wilczek, że aż taki artykuł o niej m piszą?
Rafał
2026-06-17 16:58:24
Ten człowiek ma zdolności do likwidacji i zamykania
Bodzio
2026-06-17 09:21:02
Te Spaliny sławne ze złej strony . Wczesniej pedofila złapali , teraz 3, 8 promyka. Szofer
konrado
2026-06-16 22:12:28
Uuuu to w restauracji grota pewnie szambo wybija że zmywarki
Mieszkaniec
2026-06-16 21:22:40
Dzień dobry Państwu. No wreszcie ktoś odważył się powiedzieć to głośno! Pani Radna Malwina Prusińska słusznie „męczy” odpowiednie osoby o temat Dworca PKS, bo — nie oszukujmy się — ten plac wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tam w 1981 roku i od tamtej pory nikt nie miał odwagi tam zajrzeć. Wstyd to mało powiedziane. Nie wiem, czy Pan Michał Trusewicz faktycznie był na tym dworcu osobiście, czy tylko widział go na zdjęciu z satelity, ale skoro już rozmawiamy o transporcie, to mam kilka pytań, które aż proszą się o odpowiedź. Może jakaś kompetentna osoba z ratusza pochyli się nad tym postem — choćby na tyle, żeby nie dostać skurczu pleców. Do rzeczy: 1) Kto wydał pozwolenie dla przewoźników EGER, IKEA i całej reszty floty kosmicznej na parkowanie na parkingu przy Andresa/Lipperta? Bo wygląda to jak prywatny terminal lotniczy, tylko bez samolotów. 2) Czy właściciele tych pojazdów płacą za parkowanie? Pytam, bo parking wygląda jak powierzchnia Marsa po gradobiciu — kratery, jeziora po deszczu i dekoracje w postaci pustych butelek. NASA mogłaby tam kręcić dokument o terraformacji. 3) Dlaczego te autobusy jeżdżą przez Lipperta? Mieszkańcy mają tam survival na co dzień, a przejście przez ulicę to jak gra w „Froggera” na poziomie hard. 4) Co z autami lokalnego zbieracza skarbów? Pan został przegoniony spod Starostwa, więc przeniósł się na parking i dalej parkuje swoje rydwany pełne… powiedzmy: „kolekcji”. Czy naprawdę nie ma sposobu, żeby zakończyć tę epopeję? 5) Czy Straż Miejska lub Policja może tu zareagować? W końcu to centrum miasta, a nie strefa wolnego handlu i dowolnego parkowania. 6) I na koniec — hit sezonu. Pseudo‑przystanek na Pasymskiej, vis‑à‑vis Biedronki, na drodze krajowej 53. Autobusy zatrzymują się na jezdni, zatoki brak, linie ciągłe jak mur chiński — wyminąć się nie da, więc rano korek jak w Warszawie, tylko bez metra. Zgodnie z przepisami decyzję o lokalizacji przystanku wydaje zarządca drogi, czyli GDDKiA (albo miasto, jeśli ma zgodę). No i pytanie: kto uznał, że to dobre miejsce? Bo wygląda to jak żart, tylko nikt się nie śmieje.
MilczącyMyśliciel
2026-06-16 14:58:26
Brawo, Kaiser Wilhelm II lubi to!
Klasyk
2026-06-16 14:27:07
Na kolejowej mapie Warmii i Mazur właśnie dzieje się coś, czego mieszkańcy Wielbarka nie widzieli od ponad trzech dekad. Po 34 latach pociągi Intercity znów zatrzymają się w ich miejscowości. - Gwoli sprostowania - spółka PKP IC powstała w 2001 r, więc Wielbark nie mógł czekać na jej pociągi 34 lata
wolf
2026-06-16 11:08:10
gratuluję szczycieńskiej policji brawurowej akcji, teraz czuję się bezpieczniej
20 porcji dilerskich
2026-06-16 10:11:23
Podoba mi się zaproszę żonę na wycieczkę .
Franek66
2026-06-15 07:49:34
Tak to jest, jak brzegi zabudowane. Jezioro ok, ale bylam raz i nigdy więcej.
Gabi
2026-06-14 19:30:23