Piątek, 19 Lipiec
Imieniny: Alfreny, Rufina, Wincentego -

Reklama


Reklama

O szczęściu – felieton Jerzego Niemczuka


Bycie szczęśliwym jest trudną sztuką, szczególnie przy założeniu, że szczęście, to jest coś, co trzeba mieć, żeby było. Czasami bywa ono niezauważalne. Parę dni temu, kiedy w moim domu nastąpiła awaria kanalizacyjna, a miałem w domu gości, stwierdziłem, że człowiek z drożnym odpływem nie zdaje sobie sprawę ze swojego szczęścia.



Choć poprawnie jest sądzić, że pieniądze go nie dają, to jednak większość ludzi w ten sposób je wycenia. Jak w starym szmoncesie, kiedy ojciec napomina syna, który chce się żenić, słowami:

 

- A jak już będziesz szczęśliwy, to co ty z tego będziesz miał?

 

Znałem paru multimilionerów, którzy nie sprawiali wrażenia z powodu bogactwa zadowolonych. Jeden jeździł z ochroniarzem samochodem gorszym od mojego, bo się obawiał, że jak wsiądzie do swojego mercedesa z najwyższej półki, to go zaraz napadną, a kiedy się dowiedział, że na Florydę zmierza tajfun, to dostał histerii, bo nie zdążył ubezpieczyć jachtu za parę milionów dolarów.

 

Drugi, wybitny bankier, zrezygnował z zarabiania pieniędzy, bo nie miał ani wielkich potrzeb, ani czasu, żeby je wydawać. Zajął się tym, co naprawdę lubi, czyli fotografią, a komplement, jaki usłyszał od znakomitego fotografika, Tomka Sikory, bardziej go ucieszyły niż wielomilionowy zysk dla banku.

 

Niedawno zaproszony przez Jana Wołka gościłem w pięknej rezydencji w Węgorzewie na wernisażu, którego był komisarzem. Plener malarski zorganizowała para właścicieli. Gościli piątkę artystów przez dwa tygodnie. Była to pora komunii i nie mogli znaleźć nikogo do pomocy. Pani domu stanęła przy garach i gotowała posiłki dla całej czeredy. Powstało kilkadziesiąt obrazów, kilka znakomitych. Gospodarze w roli mecenasów sztuki sprawiali wrażenie naprawdę szczęśliwych i jak odpoczną, to chcą zorganizować kolejny plener.


Reklama

 

Przykładem takiej wersji spełnienia jest nasz artysta z Olszyn, Zygmunt Rząp, który za wygraną w totolotka założył prywatne muzeum. Inni, którym się trafił szczęśliwy los, sami go nie zaznali. Po ich pieniądzach nic dobrego nie zostało i szybko wrócili do punktu wyjścia. Zygmunta spotykam zawsze uśmiechniętego i pełnego dobrej energii.

 

Podejrzewam, że nawet najbogatszy człowiek nie jest do końca zadowolony, jeśli czerpie radość tylko w przyrostu bogactwa, bo nie ma już wyzwań. Drugi w kolejności jest sfrustrowany, że ten pierwszy go wyprzedził.

 

Z perspektywy przeżytych lat, a jest już ich niemało, widzę, że najlepiej wspominam nie branie, ale dawanie. Kiedy komuś pomagałem z dobrym skutkiem albo opiekowałem się daleką krewną, dla której z żoną okazaliśmy się rodziną najbliższą, ratowałem dziecko, które chce popełnić samobójstwo albo kolejnego psa ze schroniska. Przepaść między dobrodziejstwem a złodziejstwem jest we wspominaniu własnego życia jeszcze głębsza niż między samym złem i dobrem. Chyba że ktoś z czynienia zła czerpie patologiczną satysfakcję.

 

Ale nawet i on, kiedy przychodzi do ostatecznych rozliczeń, szczęścia nie zazna, do dobro nie ma do niego dostępu.

Reklama

 

Jeśli istnieje jakiś kod dostępu do szczęścia, to jest nim moim zdaniem uważność. Jeśli pędzimy przez życia za mirażem satysfakcji, zmieniając samochody, żony i przyjaciół na nowsze roczniki a nie zauważamy chwil, dla których warto się zatrzymać, ludzi, którym warto poświęcić dobrą rozmowę, to nie dajemy szansy własnemu losowi. Dobrze przeżytej chwili warto poświęcić uwagę, bo jeśli jej nie będzie, to kolejny dzień życia przeminie nie wart zapamiętania.

 

Życie jest dla każdego szansą, żeby je tworzyć na własnych warunkach, dostosowanych do możliwości. Nawet sława, jeśli niezasłużona, ludzi znanych z tego, że są znani, jest tylko pozorem spełnienia. I nie pomnik, choćby okazały, to tylko artefakt. Dobra pamięć ludzi, którzy nas będą wspominali i pamięć własna wszystkiego dobrego, co w naszym życiu się udało, więcej są warte.

Jerzy Niemczuk



Komentarze do artykułu

Czytelniczka

Pięknie napisane... Ech...

szary obywatel

Wiele felietonów uważałem za kontrowersyjne. Ten przeczytałem z satysfakcją. I moje pięć groszy: nazbyt wielu pcha się do polityki i/lub władzy, by szukać spełnienia i chyba (?) szczęścia. Jednak stają się strażnikami swoich stołków, a spełniają się niszcząc konkurencję i ludzi kreatywnych (bo mogą zagrozić). Czy czują się szczęśliwi? Jeśli tak, tylko pogratulować...

Jacek

W końcu coś fajnego Pan napisał

Krzysztof

Pięknie sformułowana zasada życiowa (credo): ,, Życie jest dla każdego szansą, żeby je tworzyć na własnych warunkach, dostosowanych do możliwości.\" Szkoda, że wielu podejmuje się uczestnictwa w działaniach ponad swoje możliwości, a w szczególności intelektualne, efektem czego są nietrafne decyzję i czyny, szczególnie dotkliwie dla nas są te autorstwa osobników uprawiających politykę.

Karol Kuligowski, Szczytno.

\"Pieniądze szczęścia nie dają\" -mówi przysłowie, ale ż przecież ich brak generuje tyle nieszczęść... Najważniejsze, aby mądrze korzystać z nich.

Karol Kuligowski

Czym jest szczęście? Albo splotem korzystnych okoliczności (np. \"Miała/eś szczęście, że dyrektorka tego nie słyszała\"...), a także stan zadowolenia. W języku angielskim oba te stany określaj słowa: \"lucky\" i \"happy\" tłumaczone na \"szczęśliwa/y\"

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama