Niedziela, 3 Maj
Imieniny: Longiny, Toli, Zygmunta -

Reklama


Reklama

Młodzi nie tylko uciekają


Nie jest tak, że kto może z kraju ucieka i na obczyźnie szuka lepszych perspektyw życia, nauki, pracy. Są tacy, nawet jeśli jeszcze nieliczni, którzy po kilku latach zagranicznej edukacji wracają do kraju, by tu, na miejscu, wykorzystać „obce” doświadczenia. Jednym z takich mł...


  • Data:

Nie jest tak, że kto może z kraju ucieka i na obczyźnie szuka lepszych perspektyw życia, nauki, pracy. Są tacy, nawet jeśli jeszcze nieliczni, którzy po kilku latach zagranicznej edukacji wracają do kraju, by tu, na miejscu, wykorzystać „obce” doświadczenia. Jednym z takich młodych ludzi jest Igor Chmieliński.

Masz lat obecnie...

25

I byłeś poza krajem...

Ponad 5. Były trzy powody, dla których wyjechałem: studia, rozwój działalności rodzinnej firmy na tamtejszym rynku oraz możliwość przyspieszonego kursu języka angielskiego.

Wszystkie założone cele udało się osiągnąć?

Można tak powiedzieć, nawet jeśli nie w takim zakresie, jaki był pierwotnie założony. Ale z pewnością te kilka lat za granicą i rozeznanie się w prowadzeniu biznesu na arenie międzynarodowej bardzo jest pomocne.

Korciło cię, żeby zostać na stałe w Anglii?

Raczej nie. Chciałem wracać z przekonaniem, że moja przyszłość jest budowana w kraju. Praktycznie czekałem na powrót. Szczerze mówiąc nie odpowiadało mi życie w Anglii, nie chciałem się do tamtejszych warunków ani przystosować, ani przyzwyczajać. Od początku było wiadomo, że wrócę: tu jest cała rodzina, tu jestem z wieloma ludźmi związany, no i tu w końcu jest rodzinny zakład, który teraz pomagam już prowadzić.

Czego się w Anglii uczyłeś?

Ukończyłem uniwersytet w Greenwich i mam tytuł inżyniera budownictwa. Najpierw ukończyłem 2-letni koledż, który można porównać do jakiegoś technicznego studium pomaturalnego, a później spędziłem 3 lata na uniwersytecie.

Z opowieści bardziej niż doświadczeń – ale czy możesz porównać warunki studiowania w Polsce i w Anglii?

Z „autopsji” będę wiedział za jakieś pół roku, może więcej, bo zapisałem się na UWM na studia magisterskie. I już się natknąłem na trudności, których w Anglii na pewno nie było. Zarówno w dziekanacie, jak i w rektoracie uczelni kazano mi nostryfikować angielski dyplom i dopiero wyjaśnienia, które uzyskałem w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego, przekonały olsztyńskich urzędników uniwersyteckich, że ich wymagania są zbędne, żeby nie powiedzieć bzdurne.


Reklama

A w Anglii? Jak było?

Trochę się bałem, szczególnie po opowieściach rodzimych, kiedy znajomi opowiadali, jak mało znaczy student na polskiej uczelni i jak niemili potrafią być dla niego niektórzy wykładowcy. Okazało się jednak, że jest zupełnie inaczej. Angielski profesor uniwersytecki „służy” studentowi niemal całą dobę. Można się do niego zwrócić z każdą sprawą, z każdym problemem, czy to jeśli nie do końca pojęło się zagadnienia z wykładu, czy to po to, by się dowiedzieć, jak dojść do uczelnianej stołówki.

Z czego wynikają aż tak duże różnice?

Myślę, że przede wszystkim z tego powodu, że studia w Anglii są płatne i to sporo. Ale to z kolei powoduje, że i profesorskie gaże są wysokie, więc szanują oni pracę i studenta, bo profesorski byt zależy w dużym stopniu od studentów, ich liczby i zadowolenia. Poza tym Anglia zaprasza do studiowania każdego, kto zechce. Uniwersytety są więc wielonarodowe i panuje na nich pełna tolerancja pod każdym względem.

Nie każdy jednak może sobie na studia w Anglii pozwolić...

Nie tak do końca. Każdy, niezależnie od kraju pochodzenia, może wziąć w Anglii kredyt na pokrycie kosztów studiów. Jest to kredyt nieoprocentowany. Trzeba to zwrócić, ale dopiero wtedy, gdy po ukończeniu studiów i po podjęciu pracy uzyska się już pewien poziom zarobków. Ten kredyt pozwala pokryć czesne na uczelni. Jeżeli ktoś nie ma z kolei środków na bieżące utrzymanie też może liczyć na pomoc, gwarantowaną przez rząd angielski w postaci stypendiów czy zasiłków bezzwrotnych. Poza tym student ma tak ustawione zajęcia, że może znaleźć zatrudnienie na pół etatu czy ćwierć. Teraz może trochę trudniej, bo i w Anglii kryzys zaczyna być widoczny, ale Polacy nie powinni mieć problemu, bo jesteśmy takim dziwnym narodem, że za granicą pracujemy świetnie i jesteśmy bardzo cenionymi pracownikami i to tak dalece, że miejscowi przedsiębiorcy chętnie pozbywają się z pracy własnych rodaków, a przyjmują Polaków.

Czy więc jest dużo studiujących Polaków w Anglii?

Spotkałem tylko jednego rodaka, który uczył się zaocznie, a na co dzień pracował w firmie budowlanej. Z tego wniosek, że jednak niewielu, a szkoda, bo naprawdę nie jest to niemożliwe i jeżeli ktoś ma w sobie wystarczająco dużo determinacji, chęci do nauki i w miarę przyzwoicie zna język – to powinien się na to zdecydować. Gotów jestem pokusić się o stwierdzenie, że biorąc pod uwagę chociażby angielski system wsparcia dla studentów, tam nauka będzie tańsza niż w kraju.

Reklama

Ty wróciłeś. A inni?

Jeszcze do niedawna chyba większość zapierała się, że nie zamierza wracać. Teraz jednak dostrzegam, że ta opinia się zmienia. Tak było w przypadku jednego z moich znajomych w Anglii. Jeszcze tam pracuje, ale już się przygotowuje do powrotu. Myślę, że to nie jest odosobniony przypadek i że takich osób będzie coraz więcej.

Jak zamierzasz wykorzystać w kraju wiedzę i doświadczenie zdobyte poza granicami?

Dużo pomaga mi znajomość języka angielskiego, więc w firmie ojca moim zadaniem są kontakty z zagranicznymi kontrahentami. W procesie produkcyjnym zajmujemy się obróbką metali czy drewna, a to wiedza, którą w Anglii też uzyskałem. Dużo, jeśli nie najwięcej dała mi też nauka samodzielności, którą w Anglii przeszedłem. Musiałem radzić sobie sam, z dala od rodziny, jak tylko skończyłem 19 lat. Niby już dorosły, ale... Początkowo było trudniej także i dlatego, że nie tylko rodziny nie było, ale i rodaków w pobliżu. To – wydaje mi się – najlepsza szkoła życia. I za tę szkołę chyba powinienem ojcu podziękować.

Rozmawiała Halina Bielawska

Fot. Paweł Salamucha



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama