Nie jest tak, że kto może z kraju ucieka i na obczyźnie szuka lepszych perspektyw życia, nauki, pracy. Są tacy, nawet jeśli jeszcze nieliczni, którzy po kilku latach zagranicznej edukacji wracają do kraju, by tu, na miejscu, wykorzystać „obce” doświadczenia. Jednym z takich mł...
Nie jest tak, że kto może z kraju ucieka i na obczyźnie szuka lepszych perspektyw życia, nauki, pracy. Są tacy, nawet jeśli jeszcze nieliczni, którzy po kilku latach zagranicznej edukacji wracają do kraju, by tu, na miejscu, wykorzystać „obce” doświadczenia. Jednym z takich młodych ludzi jest Igor Chmieliński.
Masz lat obecnie...
25
I byłeś poza krajem...
Ponad 5. Były trzy powody, dla których wyjechałem: studia, rozwój działalności rodzinnej firmy na tamtejszym rynku oraz możliwość przyspieszonego kursu języka angielskiego.
Wszystkie założone cele udało się osiągnąć?
Można tak powiedzieć, nawet jeśli nie w takim zakresie, jaki był pierwotnie założony. Ale z pewnością te kilka lat za granicą i rozeznanie się w prowadzeniu biznesu na arenie międzynarodowej bardzo jest pomocne.
Korciło cię, żeby zostać na stałe w Anglii?
Raczej nie. Chciałem wracać z przekonaniem, że moja przyszłość jest budowana w kraju. Praktycznie czekałem na powrót. Szczerze mówiąc nie odpowiadało mi życie w Anglii, nie chciałem się do tamtejszych warunków ani przystosować, ani przyzwyczajać. Od początku było wiadomo, że wrócę: tu jest cała rodzina, tu jestem z wieloma ludźmi związany, no i tu w końcu jest rodzinny zakład, który teraz pomagam już prowadzić.
Czego się w Anglii uczyłeś?
Ukończyłem uniwersytet w Greenwich i mam tytuł inżyniera budownictwa. Najpierw ukończyłem 2-letni koledż, który można porównać do jakiegoś technicznego studium pomaturalnego, a później spędziłem 3 lata na uniwersytecie.
Z opowieści bardziej niż doświadczeń – ale czy możesz porównać warunki studiowania w Polsce i w Anglii?
Z „autopsji” będę wiedział za jakieś pół roku, może więcej, bo zapisałem się na UWM na studia magisterskie. I już się natknąłem na trudności, których w Anglii na pewno nie było. Zarówno w dziekanacie, jak i w rektoracie uczelni kazano mi nostryfikować angielski dyplom i dopiero wyjaśnienia, które uzyskałem w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego, przekonały olsztyńskich urzędników uniwersyteckich, że ich wymagania są zbędne, żeby nie powiedzieć bzdurne.
A w Anglii? Jak było?
Trochę się bałem, szczególnie po opowieściach rodzimych, kiedy znajomi opowiadali, jak mało znaczy student na polskiej uczelni i jak niemili potrafią być dla niego niektórzy wykładowcy. Okazało się jednak, że jest zupełnie inaczej. Angielski profesor uniwersytecki „służy” studentowi niemal całą dobę. Można się do niego zwrócić z każdą sprawą, z każdym problemem, czy to jeśli nie do końca pojęło się zagadnienia z wykładu, czy to po to, by się dowiedzieć, jak dojść do uczelnianej stołówki.
Z czego wynikają aż tak duże różnice?
Myślę, że przede wszystkim z tego powodu, że studia w Anglii są płatne i to sporo. Ale to z kolei powoduje, że i profesorskie gaże są wysokie, więc szanują oni pracę i studenta, bo profesorski byt zależy w dużym stopniu od studentów, ich liczby i zadowolenia. Poza tym Anglia zaprasza do studiowania każdego, kto zechce. Uniwersytety są więc wielonarodowe i panuje na nich pełna tolerancja pod każdym względem.
Nie każdy jednak może sobie na studia w Anglii pozwolić...
Nie tak do końca. Każdy, niezależnie od kraju pochodzenia, może wziąć w Anglii kredyt na pokrycie kosztów studiów. Jest to kredyt nieoprocentowany. Trzeba to zwrócić, ale dopiero wtedy, gdy po ukończeniu studiów i po podjęciu pracy uzyska się już pewien poziom zarobków. Ten kredyt pozwala pokryć czesne na uczelni. Jeżeli ktoś nie ma z kolei środków na bieżące utrzymanie też może liczyć na pomoc, gwarantowaną przez rząd angielski w postaci stypendiów czy zasiłków bezzwrotnych. Poza tym student ma tak ustawione zajęcia, że może znaleźć zatrudnienie na pół etatu czy ćwierć. Teraz może trochę trudniej, bo i w Anglii kryzys zaczyna być widoczny, ale Polacy nie powinni mieć problemu, bo jesteśmy takim dziwnym narodem, że za granicą pracujemy świetnie i jesteśmy bardzo cenionymi pracownikami i to tak dalece, że miejscowi przedsiębiorcy chętnie pozbywają się z pracy własnych rodaków, a przyjmują Polaków.
Czy więc jest dużo studiujących Polaków w Anglii?
Spotkałem tylko jednego rodaka, który uczył się zaocznie, a na co dzień pracował w firmie budowlanej. Z tego wniosek, że jednak niewielu, a szkoda, bo naprawdę nie jest to niemożliwe i jeżeli ktoś ma w sobie wystarczająco dużo determinacji, chęci do nauki i w miarę przyzwoicie zna język – to powinien się na to zdecydować. Gotów jestem pokusić się o stwierdzenie, że biorąc pod uwagę chociażby angielski system wsparcia dla studentów, tam nauka będzie tańsza niż w kraju.
Ty wróciłeś. A inni?
Jeszcze do niedawna chyba większość zapierała się, że nie zamierza wracać. Teraz jednak dostrzegam, że ta opinia się zmienia. Tak było w przypadku jednego z moich znajomych w Anglii. Jeszcze tam pracuje, ale już się przygotowuje do powrotu. Myślę, że to nie jest odosobniony przypadek i że takich osób będzie coraz więcej.
Jak zamierzasz wykorzystać w kraju wiedzę i doświadczenie zdobyte poza granicami?
Dużo pomaga mi znajomość języka angielskiego, więc w firmie ojca moim zadaniem są kontakty z zagranicznymi kontrahentami. W procesie produkcyjnym zajmujemy się obróbką metali czy drewna, a to wiedza, którą w Anglii też uzyskałem. Dużo, jeśli nie najwięcej dała mi też nauka samodzielności, którą w Anglii przeszedłem. Musiałem radzić sobie sam, z dala od rodziny, jak tylko skończyłem 19 lat. Niby już dorosły, ale... Początkowo było trudniej także i dlatego, że nie tylko rodziny nie było, ale i rodaków w pobliżu. To – wydaje mi się – najlepsza szkoła życia. I za tę szkołę chyba powinienem ojcu podziękować.
Rozmawiała Halina Bielawska
Fot. Paweł Salamucha
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41