- Ismael ma 5 lat, mieszka w Kamerunie i jest moim dzieckiem – mówi Karolina Orzoł, młoda mieszkanka Dźwierzut. Kobieta w wakacje tego roku została rodzicem na odległość. Zaangażowała się w akcję o nazwie "Adopcja serca". Jest też wolontariuszką w projekcie "Młodzi dla Kamerunu"...
- Ismael ma 5 lat, mieszka w Kamerunie i jest moim dzieckiem – mówi Karolina Orzoł, młoda mieszkanka Dźwierzut. Kobieta w wakacje tego roku została rodzicem na odległość. Zaangażowała się w akcję o nazwie "Adopcja serca". Jest też wolontariuszką w projekcie "Młodzi dla Kamerunu", który jest realizowany przez Centrum Misyjne Sióstr Pallotynek w Warszawie.
Siła pomocy
Karolina Orzoł ukończyła studia teologiczne i na co dzień uczy w gimnazjum religii. Jednak jej marzenia sięgały dalej. - Szczególnie bliskie były mi misje. Zawsze chciałam na jakąś pojechać i zobaczyć, jak wygląda życie tamtejszych ludzi – mówi. Udało jej się to w 2009 roku. Pojechała do Brazylii, a dokładniej do Kurytyby i przebywała tam w zgromadzeniu sióstr świetego Józefa. Spędziła tam sześć tygodni i już wtedy postanowiła, że nie będzie to jej ostatni wyjazd. W Brazylii pracowała w przedszkolu z dziećmi, ale jedynie przez tydzień, ponieważ niedługo po jej przyjeździe zapanowała świńska grypa. - Byliśmy przerażeni, bo zdarzały się przypadki śmiertelne. Miejscowy ksiądz kazał nam przestrzegać wszelkich zasad higieny. Za każdym razem, gdy czegoś dotykaliśmy nalegał, abyśmy myli ręcę specjalnym płynem – wspomina. Kobieta jednak nie zrezygnowała z pobytu i pomagała siostrom w uprzątaniu przedszkola. - Było dużo typowo fizycznej pracy, ale cieszyło mnie, że mogę pomagać – dodaje pani Karolina.
Szczęście innych moim szczęściem
Radość z dawania czegoś od siebie zmobilizowała ją do dalszego działania. W tym roku wraz z kolegą, Michałem Piętosą, który jest koordynatorem projektu "Młodzi dla Kamerunu" poleciała do Afryki, by zawieźć zebraną wcześniej pomoc materialną dla dzieci uczących się w misjach. - Sprzedawaliśmy wydrukowane przez wolontariat misyjny specjalne kalendarze. Braliśmy za nie co łaska. Ludzie okazali się bardzo hojni, a nasza działalność przyniosła korzyści. Za zebrane pieniądze zakupiliśmy sprzęt muzyczny dla chóru działającego przy parafii w mieście Bafoussam. Zawieźliśmy tam też leki, żywność, odzież oraz środki czystości – wyjaśnia. Pani Karolina przebywała w Kamerunie trzy tygodnie, podczas których zobaczyli na własne oczy, jak wygląda tamtejsze życie, nieprawdopodobnie trudne w porównaniu z europejskimi standardami. - Tak powstał pomysł na kolejną akcję, którą zajmujemy się teraz. Chodzi o wybudowanie szkoły w Kengang, wiosce położonej niedaleko Bafoussam – mówi Orzoł. - Budynek, w którym szkoła mieści sie obecnie, jest w opłakanym stanie. Nie ma okien ani drzwi, ledwo trzyma się kontrukcja, a uczy się w niej wiele dzieci. Nie wiem dokładnie ile, ale liczyć je można już w setkach. Potrzebują dobrego miejsca, zasługują na to, by kształcić się w lepszych warunkach – mówi. Projekt zakłada nie tylko budowę szkoły, ale także szkolenie nauczycieli oraz tzw. adopcje serca.
Z innej perspektywy
Jak twierdzi pani Karolina jej chęć pomagania wzrosła po tym właśnie, co zobaczyła w Kamerunie, Bieda bowiem jest tam na porządku dziennym. Jak opowiada kobieta było mnóstwo rzeczy, które ją szokowały. - Tam prawie wszyscy chodzą z maczetami. Przerażało mnie to, bo interesowałam się wojną domową w Rwandzie i dużo o niej czytałam. W dodatku siostry pallotynki widziały tragedię wojny na własne oczy i o niej opowiadały. Na przykład o tym, jak znalazły pole ciał, jak kopały zbiorowe mogiły, jak urzadzały zbiorowe pogrzeby. Oczywiście sytuacja na misji w Kamerunie nie wygląda az tak tragicznie, ale także trzeba było bardzo uważać. - Ludzie biali, którzy nie są zakonnikami kojarzeni są z pieniędzmi, których tubylcom brakuje – relacjonuje pani Karolina. - Po raz pierwszy właśnie tam poczułam na własnej skórze, co to dyskryminacja, bo po raz pierwszy byłam w mniejszości. To fatalne uczucie – dodaje.
Potrzebna pomoc
W Kamerunie widziała na przykład dzieci sprzedające przy drogach martwe zwierzęta, takie jak psy, koty, węże, a nawet szczury. Bieda i głód sprawiają, że małe dzieci wysyłane sa do pracy, gdy tylko podrosną na tyle, by móc jakiekolwiek prace wykonywać. Nie ma obowiązku szkolnego i niemało wysiłku wkładają siostry pallotynki, które tam stacjonują, by przekonać rodziców do tego, by pozwolili swoim dzieciom na naukę. Wysiłek ten nie idzie na marne, bo uczniów w tamtejszych szkołach wciąz przybywa. - Dzieci zdobywają tam wykształcenie, mogą korzystać z pomocy lekarskiej, są dożywiane – mówi Orzoł. - Budowa szkoły to możliwość lepszej przyszłości dla kameruńskiej młodzieży. Zbieramy pieniądze, które chcemy zawieźć misjonarkom, by miały środki na postawienie nowego budynku. W tym projekcie jest także mowa o adopcji na odleglość, ponieważ potrzebne są też pieniądzę na to, by te dzieci się uczyły – wyjaśnia Karolina Orzoł.
Nie bądźmy obojętni
Adopcja serca to pomoc finansowa dla wybranego, uczącego się dziecka z Kamerunu. Zainteresowany zgłasza chęć pomocy i otrzymuje pod opiekę jednego wybranego ucznia i łoży na jego edukację. Wystarcza zdumiewająco niewielka kwota, bo raptem 150 złotych rocznie. - Ja miałam możliwość bezpośredniego spotkania ze swoim dzieckiem. Ci, którzy się do Kamerunu nie wybierają też mogą mieć kontakt ze swoim podopiecznym poprzez listy, zdjęcia itp. - zachęca pani Karolina. - Trudno uwierzyć, że za jedne 150 złotych rocznie można zmienić na lepsze całe życie jakiegoś dziecka w Afryce, ale tak właśnie jest.
Pani Karolina powoli przygotowuje się do kolejnego wyjazdu na misje w Kamerunie. Powoli, bo musi uzbierać niemało – 3 tysiące złotych na bilet. Na razie propaguje ideę pomocy kameruńskim dzieciom i liczy na to, że także w powiecie szczycieńskim nie zabraknie ludzi dobrego serca. Może dzięki ich wsparciu i ona ponownie, bezpośrednio pomocy kameruńczykom bedzie udzielała.

Patrycja Woźniak
fot. Michał Piętosa, Karolina Orzoł
Każdy chętny do wzięcia udziału w projekcie może go wesprzeć przelewając środki pieniężne na konto: 56 1240 6218 1111 0000 4618 4036. Centrum Misyjne Sióstr Pallotynek, ul. Wojciechowskiego 12, 02-495 Warszawa w tytule wpisując: "Młodzi dla Kamerunu".
Więcej informacji o projekcie "Budujemy szkołę" na stronie : www.mlodzidlakamerunu.pl oraz u Michała Piętosy, koordynatora projektu, pod numerem telefonu: 601-748-628.
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41