Piątek, 1 Lipiec
Imieniny: Arnolda, Emiliany, Lucyny -

Reklama


Reklama

Łukasz Przybyłowski, nowy oficer na strażackim pokładzie


Szczycieńscy strażacy wzbogacili się o nowego oficera. Upragnione gwiazdki i stopień młodszego kapitana uzyskał Łukasz Przybyłowski z Gawrzyjałek. Pan Łukasz po raz pierwszy strażacki mundur założył w wieku... 12 lat. - I od razu się zakochałem – mówi z uśmiechem. Ten rok jest dla niego wyjątkowy, bo zmienia on też swój stan cywilny. W czerwcu weźmie ślub ze swoją wybranką Joanną.



Młodszy kapitan Łukasz Przybyłowski ma 26 lat. Z komendą Powiatową Państwowej Straży Pożarnej związany jest od 2017 roku. Dwa lata wcześniej trafił jednak do Szkoły Aspirantów PSP w Poznaniu. Potem (od 2018 roku) była szkoła oficerska. Dyplom pan Łukasz obronił 31 marca, a fizycznie odebrał go w kwietniu. W KP PSP w Szczytnie jest dowódcą zastępu. To mieszkaniec Gawrzyjałek od urodzenia.

 

Czy jako mały chłopiec marzył pan, aby zostać strażakiem?

 

Naprawdę nie pamiętam, czy o tym marzyłem. Ale gdy po raz pierwszy założyłem strażacki mundur nie widziałem już innej alternatywy (śmiech).

 

Pierwszy strażacki mundur.

 

Poważnie?

 

Tak.

 

To kiedy po raz pierwszy założył pan mundur?

 

W wieku 12 lat (śmiech). Serio. Był to 2008 rok. Ochotnicza Straż Pożarna w Gawrzyjałkach kompletowała młodzieżową drużynę pożarniczą na zawody. Byłem jednym z pięciu najmłodszych wówczas strażaków. I tak to się zaczęło. Dodam, że wcześniej moja rodzina nie miała żadnych tradycji strażackich. Mój tata miał jakiś mały incydent w OSP, ale chyba nie było tam „chemii” albo zabrakło czasu, bo zagościł w OSP tylko na chwilę. Dla mnie straż stała się najpierw miłością, a potem zawodem, służbą...

 

A w szkole nie pojawiały się inne pomysły na dorosłe, zawodowe życie?

 

Nie bardzo. Zawsze patrzyłem w stronę straży. Nie było innej alternatywy. Brałem udział nawet w ogólnopolskich olimpiadach wiedzy pożarniczej. Zarówno w szkole podstawowej, jak i średniej. Jestem absolwentem szczycieńskiego „Sobiecha”.


Reklama

 

Jako druh ochotnik, pamięta pan jakieś swoje pierwsze akcje?

 

Tak się złożyło, że nie jeździłem do akcji w OSP Gawrzyjałki. Nie bardzo miałem na to nawet szanse. Po pierwsze mieszkałem dość daleko od remizy, a po drugie, w wieku 19 lat już mnie tam nie było, bo po szkole średniej trafiłem do Szkoły Aspirantów PSP w Poznaniu. Do zdarzeń mogą jeździć wyłącznie pełnoletni druhowie z pełnym przeszkoleniem.

 

Kiedy pan w takim razie trafił do KP PSP w Szczytnie?

 

W sierpniu 2017 roku.

 

Czyli ma pan niemal 5 lat służby. W ilu akcjach brał pan udział? Czy jakaś szczególnie utkwiła panu w głowie?

 

Nie liczę wyjazdów, bo nie ma takiej potrzeby. Każdy jest inny. Najbardziej utkwił mi w głowie wyjazd do pożaru domu w Elganowie. Był to drewniany budynek, podobny do tych góralskich. Na samym początku akcji wewnątrz tego płonącego domu został uwieziony strażak z OSP Pasym. W żaden sposób nie mogliśmy do niego wejść, bo wszystkie drogi były odcięte ogromnym ogniem i wysoką temperaturą. Mimo to do środka płonącego domu weszły dwie roty i za wszelką cenę próbowaliśmy go wyciągnąć stamtąd. Na szczęście druh sam zdołał wyjść z tych płomieni. Nic mu się nie stało. Ale to zdarzenie pokazało mi, jak groźna może być nasza służba.

 

Był strach?

 

Wówczas na pewno nie. Jedynie, co się czuło, to adrenalina i chęć walki o życie naszego kolegi.

 

Jest pan młodym człowiekiem, w waszym fachu często spotykacie się też ze śmiercią, jak pan sobie z tym radzi?

 

Myślę, że do tego nie można się przyzwyczaić. Z pierwszą śmiercią spotkałem się podczas praktyk w szkole aspirantów w Poznaniu. Pewien mężczyzna próbował wyciąć drzewo. Pasami transportowymi umocował je do innego. Gdy zaczął je ścinać przewróciło się ono jednak w inną stronę niż chciał i uderzyło go w głowę. Straszliwy wypadek. Śmierć każdego człowieka jest trudnym wydarzeniem, które na długo zostaje w głowie. Moi starsi koledzy mówią, że najgorsze są zdarzenia z dziećmi. Na szczęście, jak jeszcze takiego nie doświadczyłem i mam nadzieję, że tak zostanie.

Reklama

 

Czy służba w straży pożarnej daje satysfakcję?

 

Ogromną. Świadomość tego, że pomaga się innym daje wielką satysfakcję. Nie potrzeba peleryny batmana, czy supermana, aby poczuć się jak bohater (śmiech). Ale tak na poważnie jest to bardzo trudna i odpowiedzialna praca. Widzimy ogrom tragedii, smutku, łez... Ale też bywają łzy radości.

 

Jak zareagowali pana przyjaciele, rodzina, że na wieść o tym, że został pan oficerem?

 

Byli dumni. Ja zresztą też (śmiech). Właściwie, jak trafiłem do szkoły aspirantów, miałem z tyłu głowy, że chciałbym skończyć Szkołę Główną Służby Pożarniczej, ale nie sądziłem, że zdarzy się to tak szybko.

 

A czym, poza pracą, żyje młodszy kapitan Łukasz Przybyłowski?

 

Uwielbiam sport, siatkówkę, piłkę nożną. Ale w tej chwili najważniejsza jest dla mnie moja rodzina i przyszła żona Joanna. Ten rok wywraca do góry nogami całe moje życie (śmiech). Jestem oficerem, a w czerwcu będę też mężem....

 

Gratulujemy i życzymy powodzenia na tej nowej drodze, rodzinnej i zawodowej.

 

Dziękuję.

 



Komentarze do artykułu

Nauczyciel

Gratulacje Łukasz! Miło było mieć takiego ucznia, a teraz czytać o tym, jakie odnosisz sukcesy!

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama