Będziesz jechał do Rio de Janeiro czy masz zamiar?
Zamiar mam, a czy będę jechał, to się okaże po Mistrzostwach Polski w Lekkiej Atletyce, które odbędą się w dniach 24-26 czerwca w Bydgoszczy. Jeśli znajdę się w pie...
Będziesz jechał do Rio de Janeiro czy masz zamiar?
Zamiar mam, a czy będę jechał, to się okaże po Mistrzostwach Polski w Lekkiej Atletyce, które odbędą się w dniach 24-26 czerwca w Bydgoszczy. Jeśli znajdę się w pierwszej trójce w pchnięciu kulą, wówczas pojadę na pewno. Mogę nie zająć czołowego miejsca i też pojechać, jeśli moi najwięksi konkurenci nie pchną wymaganego minimum (20,5 m), a w tym sezonie im się to nie udało. Czasu zostało niewiele, bo w regulaminie PZLA zapisano, że to minimum musi być pchnięte dwa razy w wyznaczonym terminie. Ja taki wynik, to znaczy nieco większy miałem aż czterokrotnie w Ostrawie, ale żeby nie było jakichś zastrzeżeń, to krótko później pchnąłem 20,62 w Halle, w Niemczech. Na Igrzyska Polska wyśle trzech miotaczy.
To kiedy już będzie na pewno wiadomo?
Ostateczny termin uzyskiwania minimum upływa 10 lipca. Zalicza się wyniki uzyskiwane podczas zawodów rangi mistrzowskiej międzynarodowej, a do tego terminu jest ich jeszcze sporo na całym świecie. W wielu z nich ja też będę uczestniczył, przynajmniej zamierzam. Tej rangi zawody odbywają się co tydzień, a nawet i częściej. Obecnie jedno miejsce na Igrzyska już jest obsadzone – pojedzie Tomasz Majewski, a do pozostałych dwóch jest pięciu realnych kandydatów. Mam nad nimi w tej chwili tę przewagę, że zaliczyłem już dwa pchnięcia powyżej minimum, o którym mówiłem. Szanse więc mam spore.
A jeśli wszyscy konkurenci zaliczą próby?
Wtedy najważniejszym kryterium stają się wyniki z Mistrzostw Polski, chociaż brane są też i inne kryteria pod uwagę: liczba tych pchnięć ponad minimum, ogólna kondycja zawodnika, zdrowie... Ostateczną decyzję podejmuje Zarząd PZLA.
Czyli niecierpliwie czekamy na tę decyzję, maksymalnie do połowy lipca już powinno być wiadomo czy Szczytno będzie na igrzyskach... No właśnie... Czy będzie Szczytno? Na ile czujesz się związany z miastem? Czy ono do twoich sukcesów się jakoś przyczyniło?
Nie mogę powiedzieć, że się nie przyczyniło. Na pewno motywowało. Dostawałem na przykład nagrody, już w podstawówce, za wyniki sportowe. Teraz, już drugi rok z rzędu otrzymałem też nagrodę dla wybitnych, po 3 tysiące złotych. To spore wsparcie i dowód na docenienie moich wyników. Ale nie tylko kasa jest ważna. Na pewno przydałby się w mieście lekkoatletyczny stadion, niekoniecznie od razu taki olimpijski, ale w miarę solidny, z tartanową bieżnią, z innymi elementami. Jeśli chodzi o lekką atletykę, to nie tylko ja przecież, ale wcale niemała liczba moich klubowych kolegów i koleżanek osiąga godne wyniki, tylko ćwiczyć nie bardzo mamy gdzie.
Ostatnio pojawia się sporo takich sugestii, co do stanu i liczby obiektów sportowych w mieście. Może ktoś kiedyś weźmie to pod uwagę, ale wróćmy do ciebie. Na co wydałeś te pieniądze?
Trudne pytanie. Na pewno nie na głupoty. Ale też w niektórych innych miastach przyznawane są stypendia sportowcom osiągającym wybitne wyniki. Szczytno nie ma takich stypendiów, ale ma starostwo i mi takie zostało przyznane. Od starosty tez otrzymałem ostatnio nagrodę 3 tysiące złotych.
No... to na tle rówieśników to ty jesteś bogacz. Możesz poszaleć....
To kropla w morzu potrzeb. Koszty wszystkich wyjazdów, udziału w zawodach, szczególnie zagranicznych, bardzo, ale to bardzo przekraczają te kwoty. Niewielką dotację otrzymuje „Gwardia” na szkolenie dzieci i młodzieży, ale są to pieniądze, które kończą się w marcu, tym bardziej, że w sekcji lekkoatletyki jest spora grupa dobrych zawodników i jak jedzie nas na zawody kilku, czasem nawet dziewięć osób, to te koszty rosną. Nawet stypendia z Urzędu Marszałkowskiego i z Ministerstwa Sportu na to nie wystarczają. Te stypendia są przyznawane na rok za konkretne wyniki. W 2014 otrzymałem takie za mistrzostwo świata juniorów. Takie mistrzostwa odbywają się co dwa lata, więc w 2015 roku wyniku na nich uzyskać nie mogłem, przecież nie z własnej winy, ale stypendium i tak mi obcięto o połowę. Inaczej jest ze sponsorami. Tu się podpisuje dłuższe umowy i oni rzetelniej płacą. Gdyby nie sponsorzy, to byłoby naprawdę ciężko trenować, jeździć na zawody i uzyskiwać godne wyniki. Moje wydatki z tym związane obecnie pokrywają Inpost oraz firma Nike.
Czyli nie zaszalejesz za kasę z miejskiego czy powiatowego budżetu. Ale młodość ma swoje prawa inne niż regulaminy PZLA...
Myślę, że daję sobie z tym radę. Owszem, muszę trenować, co w sumie zajmuje około czterech godzin dziennie. Ale to mniej o połowę niż np. w pracy. Można by więc powiedzieć, że trenując pracuję na pół etatu, a resztę czasu poświęcam na normalne życie młodzieńca. Mam znajomych, przyjaciół, spotykamy się, bawimy...
Odwiedzasz miejscowe lokale? Możesz sobie pozwolić na piwko czy drinka?
Teraz, w tym okresie przygotowawczym, raczej nie mogę, ale jak mam trochę luźniejszy czas od zawodów, to czemu nie? Bywa, że i piwko wypiję, i do jakiegoś lokalu czasem pójdę?
Fanki cię wtedy atakują, macają mięśnie, żądają autografu?
Jeszcze nie i mam nadzieję, że się to nie zdarzy. Faktycznie, bywa, ostatnio nawet coraz częściej, że ktoś mnie zaczepi, w sklepie czy na ulicy, spyta, czy ja, to ja, pogratuluje... To miłe, a takiego „fanowego” fanatyzmu jeszcze nie ma, a i ja też się za bardzo nie afiszuję. Staram się unikać sytuacji, które mogłyby się okazać konfliktowe, np. gdyby jakiś człek mocny wyłącznie w mięśniach chciał się ze mną „na rękę” spróbować. Nie potrzebuję takiej „reklamy”.
Nie samym sportem i fankami człowiek żyje. Masz za sobą maturę. Wszystko już zdane?
Nie ma jeszcze wyników, ale raczej wszystko zdane. Aby zaliczyć na 30% to większego wysiłku nie trzeba, a mi akurat na bardzo wysokich wynikach nie zależało. Ale znam te z egzaminów ustnych: polski na 85%, a angielski na 100% zaliczyłem.
A dodatkowe przedmioty jakie wybrałeś?
Język polski, angielski, geografię i wiedzę o społeczeństwie.
Aż cztery, jak wystarczy jeden?
Taką złożyłem deklarację na początku roku. Można było zmienić do lutego, ale byłem w Katarze na zawodach, gdy był czas na zmianę. Uznałem ponadto, że liczba tych dodatkowych przedmiotów w niczym mi nie przeszkadza, a pomóc może. Nawet gdybym z któregoś uzyskał słaby wynik, to nic się nie dzieje, a zawsze przecież była szansa na wynik dobry, co z kolei może się przydać.
Tobie do czego? Jaka uczelnia, jaki kierunek?
No jak! Oczywiście, że WSPol., cywilny kierunek – bezpieczeństwo wewnętrzne.
No dobra. To z innej, prywatnej beczki... Masz dziewczynę?
Nie mam. Nie wiem, czy w moim przypadku, teraz, to dobra sprawa, bo ja nie mam za dużo czasu i bardzo często jestem w rozjazdach na zawody. Chyba że jedna na miejscu, a kolejnych kilka na popasach w podróży, jak u marynarzy (śmiech). Ale proszę napisać, że jestem otwarty na propozycje.
WOW. Tata – trener może mieć zastrzeżenia do intensywności „tych” treningów...
Faktycznie może mieć, ale jestem przekonany, że wszystko daje się pogodzić.
Ale już zahaczyliśmy o tatę, o rodzinę... Kiedy zacząłeś poważnie trenować? Sam chciałeś, czy to taki trochę rodzicielski przymus?
Sport w moim życiu i w rodzinie,
to coś naturalnego, wkomponowane w codzienność. Oboje rodzice
przecież są trenerami. To jak w rodzinie, gdzie mama i tata siedzą
z nosami w książkach, to i dzieci obok też robią to samo.
Najpierw pływałem, trenowałem dość profesjonalnie pływanie z
sześć lat, później przez cztery lata dżudo, przez rok boks.
Niektóre z tych dyscyplin oczywiście się przeplatały, bo inaczej
lat by mi zabrakło. Pierwszy raz na lekkoatletyczny trening trafiłem
w 2008 roku, gdy towarzyszyłem rodzicom podczas obozu szkoleniowego.
Nie byłem jego uczestnikiem, a po prostu mama i tata musieli coś ze
mną zrobić, więc wzięli ze sobą. Tam mnie namówili inni
uczestnicy, chłopcy, z którymi się zaprzyjaźniłem, do udziału w
treningu. Wtedy, w Poznaniu, po raz pierwszy wziąłem do ręki kulę,
taką „babską” 3-kilogramową i sobie pchnąłem, od razu na
odległość 9,54 m. Rok później maiłem dokładnie taki sam, już
podczas pierwszych zawodów, ale kulą 4-kilogramową. Ale wtedy
jeszcze też pływałem, jeszcze nie byłem ostatecznie zdecydowany,
z czasem jednak lekkoatletyka zaczęła wygrywać.
Sportowcem, bardzo aktywnym, wręcz wyczynowym nie da się być całe życie. Jakieś plany na odległą przyszłość masz?
Od września zamierzam wstąpić do Narodowych Sił Rezerwowych, a więc w perspektywie będę żołnierzem, nawet zawodowym.
Jaka formacja ci najbardziej leży?
Nie ma to wielkiego znaczenia. Na pewno nie wsadzą mnie do czołgu, bom za duży, nie wiem, czy przecisnąłbym się przez właz w okręcie podwodnym. Życie pokaże, na razie nie mam potrzeby, by rozważać tę kwestię.
Aaaa, to się major Zbyszek Stakun cieszy...
I bardzo mi zresztą pomaga przebrnąć przez dokumentacyjne meandry. Wiele osób się zaczyna angażować w moje życie, szczególnie teraz, kiedy ja jestem skoncentrowany na przygotowaniach olimpijskich. Ale jak wrócę z Rio de Janeiro (jeśli pojadę), to odbiję sobie z nawiązką czas i intensywne treningi... Może nawet z tydzień będę odpoczywał i będę analizował te propozycje od dziewczyn (śmiech).
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41