Tygodnik przechodzi do wersji elektronicznej. Świat przyzwyczaja się do pomysłów z Białego Domu. A olimpijskie emocje giną gdzieś między wodą a niebem na atlantyckiej wyspie. Wiesław Mądrzejowski w swoim najnowszym felietonie składa trzy krótkie obserwacje - o zmianie formuły gazety, polityce, która budzi niedowierzanie, i osobistej potrzebie dystansu po miesiącach walki o życie.
Moje trzy zdania 19.02.2026
1. Zmienia się formuła wydawania naszego „Tygodnika”, minie z pewnością trochę czasu zanim „dotrzemy się” do jej formy elektronicznej, Czytelnicy mam nadzieję przyzwyczają się, że zamiast przewracać papierowe strony będą klikać w wybrane informacje i artykuły, zaś z punktu widzenie felietonisty zaletą jest niewątpliwie możliwość szybszego reagowania na komentowane sytuacje bez konieczności oczekiwania „do czwartku” czy też niebezpieczeństwo dezaktualizacji komentarza gdyż od wysłania felietonu do jego publikacji mijały dotąd trzy dni, no i coś na co najbardziej się cieszę czyli szerszy kontakt z Czytelnikami, którym łatwiej będzie zareagować na przeczytany tekst i z czego mam nadzieję wywiążą się liczne i ostre polemiki.
2. Trochę to trwało ale jakoś się świat zaczyna powoli przyzwyczaja by traktować pomysły lokatora białego domu tak jak na to zasługują czyli z wielkim dystansem i poprawką na chorobliwe przecenianie znaczenia własnej osoby, przypuszczam, że jeszcze nie raz nas zaskoczy różnymi dzikimi pomysłami, stanie na głowie (bo z nogami zaczyna już mieć kłopoty) aby hasło „America first” dotarło do najdalszych zakątków świata, będzie burzył i niszczył wszystko co stanie mu na drodze wykorzystując potęgę stworzoną przez jego poprzedników i jednocześnie skamlał o międzynarodowe uznanie ale wydaje mi się mimo wszystko, że częste przebywanie w towarzystwie Jefreya Epsteina nie wystarczy jak na razie do przyznania mu pokojowej nagrody Nobla
3. Kilka miesięcy twardej walki o życie może mocno zmęczyć i wymaga odreagowania, tekst ten piszę więc w miejscu, które najbardziej lubię, gdzieś pomiędzy wodą a niebem czyli w portowej tawernie na jednej ze słonecznych dziś atlantyckich wysp gdzie zajrzałem aby jako zażarty kibic rzucić okiem przynajmniej w porcie na zmagania olimpijskie we Włoszech i tu niespodzianka, na obu telewizorach zamiast nart, łyżew czy curlingowych miotełek leci na okrągło piłka kopana na zmianę z koszykówką, o igrzyskach nikt nie rozmawia a międzynarodowe towarzystwo żeglarskie ma je wyraźnie w wielkim poważaniu no i pozostaje internet…
W A M
Odpowiedź
Mogłeś Panie Kamilu ale nie napisałeś i głupota wyszła . Jakby kota ogonem nie odwracać.
Kamil
Do Mariana bez kompleksów. Włoska tawerna to tylko takie nazwanie miejsca na potrzeby komentarza do tego artykułu. Myślę, że nie potrzeba kończyć szkoły, żeby wiedzieć, że Włochy nie graniczą najzwyczajniej w świecie z żadnym oceanem. To było takie odniesienie do Włoch celowe, bez zbędnego wyjaśniania. Pan Wiesław ciągle bywa w przeróżnych miejscach więc napisałem akurat o państwie co się Włochy zwie. Mogłem napisać o Hiszpanii lub Portugalii i ich wyspach na oceanie, wtedy by był Pan zadowolony? Bez odpowiedzi.
Marian
Do p. Kamila - jak przeczytałem autor jest na wyspie na Atlantyku a pamiętam z lekcji geografii, że Włochy leżą dość daleko od tego oceanu. Do szkoły a potem leczyć kompleksy.
bolek65
Myślę że autor nie ma pojęcia o geopolityce, więc lepiej niech zamilczy!
Kamil
Ten Pan ma takie dwa odwieczne problemy: pusze, że gdzieś jest w świecie i świetnie się bawi za policyjna emeryturę a druga to uderzenie w prezydenta. Jak nie nasz to amerykański. Ot takie rozmyślania we włoskiej tawernie przy lampce alkoholu o którymś z nich. Inaczej felieton stracony