Niedziela, 3 Marca
Imieniny: Kingi, Maryna, Tycjana -

Reklama


Reklama

Jesienne liście – mała oznaka wielkiej znieczulicy


Dom państwa Grendów położony jest na końcu wsi Jeruty w gminie Świętajno. Wciąż jednak jest integralną częścią miejscowości. - Czujemy się tak, jakby zapomniano, że tu mieszkamy – mówi pan Stanisław. Jesień daje się małżeństwu we znaki. Liście spadające z pobliskich klonów dosłownie wdzierają się na ich posesję. - Niestety, zdrowie już nie to i nie mamy jak sobie z tym poradzić – dodaje.



Pani Krystyna od urodzenia mieszka w Jerutach. Męża znalazła w... lesie. Poznali się przez przypadek podczas zbierania jagód. Małżeństwem są już 52 lata. Oboje mówią, że jest to ich miejsce na ziemi i nie planują nigdzie indziej szukać szczęścia.

 

- Tu mamy wszystko. Blisko jeziora, lasy – mówi pan Stanisław.

 

Złota, polska jesień była udręką

Jednak sen z powiek państwa Grendów spędza jesień. A ta, jaka jest, każdy widzi. Nieco przewrotna, czasami kapryśna ale przede wszystkich niezła z niej bałaganiara. Wiedzą o tym szczególnie ci, którzy mieszkają w domach jednorodzinnych i każdego roku toczą walkę z opadającymi liśćmi.

 

- My też to wszystko sami ogarnialiśmy, ale zdrowie już nie te i ciężko jest nam z tymi liśćmi się uporać – wyjaśnia pani Krystyna.

 

A w przypadku małżeństwa z Jerut jest z czym się mierzyć. Dosłownie naprzeciwko ich posesji rosną dwa potężne klony, z których wciąż spadają liście. Zalegają na chodniku, a gdy zawieje wiatr, przez nikogo nieproszone wdzierają się na posesję państwa Grendów.

 

- Interweniowaliśmy w gminie. Prosiliśmy, żeby może przyciąć gałęzie – opowiada pan Stanisław. - Ktoś miał tu przyjechać z urzędu i zobaczyć jak to wszystko wygląda. Niestety chyba o nas zapomnieli.

 

Małżonków boli to szczególnie, że miejscowość była sprzątana, ale o jej krańcu i domu państwa Grendów najwyraźniej zapomniano. - Mówiliśmy o tym pani sołtys, prosiliśmy też radnego o to, by coś w naszej sprawie zrobił, ale liście jak tu były, tak są.


Reklama

 

Prace społecznie bezużyteczne

 

W Urzędzie Gminy w Świętajnie poinformowano nas, że do dyspozycji pani sołtys zostało oddelegowanych dwóch pracowników w ramach prac społeczno-użytecznych.

 

- Pracą tych panów zarządzała pani sołtys. Przez dwie godziny dziennie ich zadaniem było wykonywanie prac porządkowych – powiedział nam Maciej Templin.

 

Niestety, 28 września, zakończyli oni prace na terenie Jerut, a ich główną rolą było dbanie o plac odnowy wsi.

 

- Panowie mieli w pierwszej kolejności zajmować się tym terenem. Kiedy skończyli prosiliśmy, by zajmowali się innymi miejscami – mówi sołtys Elżbieta Jabłonowska. - Być może nie zdążyli zrobić wszystkiego. 90 procent ich czasu to była praca właśnie na placu – dodaje.

 

Jednocześnie zaznacza, że faktycznie pan Grenda prosił ją o pomoc w uprzątnięciu chodnika, ale wówczas nie było jeszcze mowy o liściach.

 

- Jeżeli pomoc tym państwu będzie potrzebna postaramy się to jakoś zorganizować – zapewnia pani sołtys.

 

Tymczasem małżeństwo znalazło się w dość niekomfortowym położeniu. Droga w Jerutach to powiatówka. W związku z tym administrowanie nią leży w gestii Zarządu Dróg Powiatowych w Szczytnie. Ten jednak nie ma w kompetencjach sprzątania chodników, a jedynie odśnieżanie jezdni w czasie zimy. Ta sytuacja powoduje, że gmina ma związane ręce i nie może nikogo zadysponować do walki z liśćmi.

Reklama

 

- Jeżeli chodzi o drzewa to znajdują się one na prywatnej posesji. Dlatego nie możemy nawet wykonać czynności pielęgnacyjnych – dodaje Maciej Templin.

 

Mili sąsiedzi mile widziani

 

Wygląda więc na to, że małżeństwo znalazło się w patowej sytuacji. W związku z powyższym państwu Grendom pozostaje jedynie albo zakasać (mimo problemów zdrowotnych) rękawy i samemu toczyć nierówną walkę z jesienią, zapłacić komuś za usługę lub pokochać zalegające wszędzie liście. Przyglądając się sytuacji w jakiej znaleźli się nasi bohaterowie zastanawiamy się ilu mieszkańców naszego powiatu dzieli ich los, boryka się z podobnymi niedogodnościami.

 

Być może rozwiązaniem takich problemów będzie jakiś czas temu wprowadzony przez rząd program odpłatnej pomocy sąsiedzkiej. Smutne jednak wydaje się to, że w wielu miejscach, nawet w tych małych miejscowościach, zanika duch solidarności. Przestajemy znać problemy sąsiadów i niechętnie ruszamy im z pomocą.

 

Chociaż pani Krysia i pan Stanisław problemów mają zapewne znacznie więcej niż jesienne liście, to wciąż są uśmiechnięci.

 

- Żona kolekcjonuje porcelanowe figurki, ja z kolei uwielbiam czytać książki i zbieram różne bibeloty – mówi pan Grenda.

 

Ich wspólny sposób na codzienność jest prosty i warto go od nich pożyczyć. - Nie przejmować się drobiazgami i iść przez życie z humorem – mówią zgodnie.



Komentarze do artykułu

Kola Jeż

Zadzwonić do szkoły i w ramach zajęć edukacyjnych zrobią schroniska -zimowiska dla jeży. Kilka zdjęć i do prasy lokalnej i jest EKO. Ludzie trochę inwencji a nie narzekania.

Sposób na opał.

Brykiet z liści.

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama