Niedziela, 3 Maj
Imieniny: Longiny, Toli, Zygmunta -

Reklama


Reklama

Jedyny taki obywatel


Szczytno ma więcej obywateli niż mieszkańców za sprawą Wernera Koepke, który jako dotychczas jedyny otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta Szczytno. Otrzymał za to, że przez ostatnie 20 lat uczynił więcej dobrego szczytnianom  niż rodowici mieszkańcy przez całe swoje życie. Jest też laureatem stat...


  • Data:

Szczytno ma więcej obywateli niż mieszkańców za sprawą Wernera Koepke, który jako dotychczas jedyny otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta Szczytno. Otrzymał za to, że przez ostatnie 20 lat uczynił więcej dobrego szczytnianom  niż rodowici mieszkańcy przez całe swoje życie. Jest też laureatem statuetki Juranda. Szczytno i powiat doceniają niespotykane, a z pewnością godne naśladowania zaangażowanie i dobroć pana Wernera. Szczycieński Zarząd PCK wystąpił  do Prezydenta RP z wnioskiem o nadanie mu państwowego odznaczenia czyli Krzyża Zasługi. Naszym zdaniem – prezydent powinien to uczynić, bo czysta dobroczynność jest niezwykłą rzadkością. I o historii tej dobroczynności  z Wernerem Koepke rozmawiam.

Kiedy przyjechał pan do Szczytna po raz pierwszy?

8 listopada 1993 roku jako przedstawiciel niemieckiego Czerwonego Krzyża z darami: odzieżą, lekarstwami, zabawkami przeznaczonymi dla domu dziecka, szpitala, domu pomocy społecznej i tutejszego PCK. Późniejsze wizyty i transporty z pomocą – to już była zupełnie prywatna inicjatywa.

Co było powodem, że wybrał pan akurat Szczytno?

W moim mieście Leiferde mieszkała lekarka dr Kuehne, która jako dziecko, w 1945 roku wyjechała ze Szczytna właśnie. Gdy się dowiedziała, że organizujemy transport powiedziała: jedźcie do Szczytna. To przyjechaliśmy. Gdy po tej pierwszej wizycie poznałem miasto, ludzi i potrzeby, uznałem, że pomoc jest niezbędna i mogę ją kontynuować. Podobało mi się Szczytno i ludzie, nie miałem potrzeby szukać innych miejsc.


Reklama

I od tej pory odwiedził pan już Szczytno razy...

Obecny przyjazd ma numer 89. Następny, 90 – będzie miał miejsce w grudniu, przed świętami.

Jak przebiega pozyskiwanie darów?

Sporo rzeczy kupuję sam, ale w tym dziele wspiera mniej coraz większa liczba przyjaciół znajomych, ludzi dobrej woli, których zachęcam do współpracy. Organizowałem w swoim mieście różne imprezy, loterie, z których dochód też był przeznaczany właśnie na zakup rzeczy potrzebnych w Szczytnie. Każda moja akcja jest opisana w miejscowej, niemieckiej prasie, więc ta działalność jest znana, doceniana i nie ma problemu z pozyskiwaniem osób chętnych do pomocy. Zwykle podczas wizyty w Polsce towarzyszy mi też któryś z darczyńców i w ten sposób krąg osób wspierających Szczytno się rozszerza.

Czy w swoim środowisku ma pan też przeciwników swojej działalności?

Są tacy, oczywiście, ale bardzo mało. Różne są argumenty. Mój powiat ma partnerską współpracę z miasteczkiem w pobliżu Szczecina i na przykład sugerowano mi, bym swoją działalność przeniósł właśnie do tego miasteczka. Ale się nie zgodziłem. Po tylu latach mam w Szczytnie przyjaciół, jestem tu prawie jak u siebie. W końcu jestem honorowym obywatelem Szczytna, a to zobowiązuje.

W jaki sposób Szczytno składa „zapotrzebowanie”? Czy np. dyrektor placówki dzwoni i wydaje dyspozycje: potrzebuję to i to, przywieź następnym razem, czy też może odbywa się to bardziej subtelnie?

Reklama

Nie, nie! Takich telefonów z pewnością nikt nie wykonuje. Najczęściej odwiedzam dom dziecka, bo z nim właśnie współpracuję najdłużej. I podczas kolejnych wizyt, podczas różnych rozmów dowiaduję się o potrzebach różnych placówek, szpitala, szkół. Czasem też z lokalnej prasy, gdy mi ktoś przetłumaczy akurat materiał, z którego wynika, że gdzieś coś jest potrzebne. Dla szkół to są np. tablice, sprzęt muzyczny czy inne drobne, a przydatne wyposażenie, dla szpitala – były między innymi wózki inwalidzkie niezbędne pacjentom.

Czy ktoś przeliczył w pieniądzu wartość darów, które przez te lata wspomogły najróżniejsze szczycieńskie i nie tylko placówki, bo z pomocą trafił pan tez na przykład do jedwabna, a ostatnio nawet do Wilna?

Nie wiem, ale czy pomaganie innym da się w ogóle przekuć na monety? Wartością jest moje zadowolenie z tego, że pomagam, że moje życie jest dzięki temu lepsze, ja sam jestem lepszy, że budzę się codziennie rano zadowolony z życia, bo ma ono sens, jest komuś potrzebne. Wartością jest zadowolenie tych, którym pomagam, którzy uczą się tego samego, patrzą na innych jak na przyjaciół, nie jak wrogów. Mam nadzieję, że właśnie w takim duchu moja pomoc kształtuje dzieci ze szczycieńskich szkół czy wychowanków domu dziecka. I to jest największa wartość, taka zwykła ludzka.

Rozmawiała Halina Bielawska

Fot. Halina Bielawska



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama