Wtorek, 28 Kwiecień
Imieniny: Sergiusza, Teofila, Zyty -

Reklama


Reklama

Jak to radni cudzym się chwalą...


Projekt tego placu wygrał ubiegłoroczną edycję budżetu obywatelskiego. Niebawem zostanie ogłoszony przetarg, a budowa pierwszego etapu zakończy się gdzieś na przełomie maja i czerwca. Pierwszego, bo terenu do zagospodarowania jest dość, i w przyszłości, najprawdopodobniej za rok w otoczeniu placu zabaw powst...


  • Data:

Projekt tego placu wygrał ubiegłoroczną edycję budżetu obywatelskiego. Niebawem zostanie ogłoszony przetarg, a budowa pierwszego etapu zakończy się gdzieś na przełomie maja i czerwca. Pierwszego, bo terenu do zagospodarowania jest dość, i w przyszłości, najprawdopodobniej za rok w otoczeniu placu zabaw powstaną też boiska sportowe. Druga edycja tworzenia inwestycji z inicjatywy i przy poparciu mieszkańców, podobnie jak pierwsza, też została obarczona – nazwijmy to – wadą polityczną. Rodzi konflikty, które bezwzględnie nie powinny mieć miejsca. O projekcie i „otoczce” rozmawiam z projektodawcą – radnym miejskim Rafałem Kiersikowskim.

 

Nie jest do końca tak, że mieszkańcom tzw. osiedla Kochanowskiego brakowało miejsca do rekreacji. Było w tym miejscu boisko...

 

Było. Funkcjonowało kilka lat, chociaż tak do końca trudno to nazwać boiskiem. Ale na krótko mogło spełniać swoją rolę. Przygotowaliśmy to boisko wspólnie z mieszkańcami, „odbierając” kawałek pola krzakom i chwastom. Tam były nieużytki, ugór. To była momentami syzyfowa praca, ale do dziś niektórzy wspominają festyn, jaki organizowałem na otwarcie tego boiska. Później jeszcze kilka różnych imprez osiedlowych się tam odbyło.

 

Z tego co pamiętam, to pracowałeś przy tym boisku nie będąc radnym...

 

A bo to jedyne przedsięwzięcie, przy którym „robiłem” prywatnie, jako tak zwany zwykły obywatel? Tak już mam. Widzę, że coś bardzo jest potrzebne, wiem, że mogę coś zrobić, to robię.

 

Są jednak tacy, którzy twierdzą, że te działania były „pod publikę”, że to już była ta mało smakowita kiełbasa wyborcza, bo też i w kolejnych wyborach mandat uzyskałeś.


Reklama

 

Gdyby patrzeć tylko na liczbę głosów, to miałbym go już wcześniej. Z okręgu, w którym startowałem bodaj w 2006 roku mandat otrzymała osoba, mająca sporo głosów mniej niż ja, ale takie były uwarunkowania systemu większościowego. Poza tym, nawet jeśliby takie gadanie przyjąć za słuszne, choć nie jest, to i tak lepsze jest zbijanie kapitału wyborczego własnym, rzeczywistym działaniem niż przypisywaniem sobie cudzych zasług.

 

Domyślam się, że mowa o głośnej już prezentacji dokonań grupki aktualnych radnych opozycyjnych...

 

Przyznam, że gdy pierwszy raz przeczytałem zawarte tam informacje, to się naprawdę mocno wkurzyłem, chociaż z natury nerwowy nie jestem. Z tej prezentacji wynika, że „Radość” zwycięstwo w plebiscycie mieszkańców zawdzięcza moim hm... kolegom i koleżankom, w liczbie osób czterech, z których jedna – na przykład - „obsługuje” zupełnie inną część miasta. Oczywiście, nie byli oni uprzejmi nawet się zająknąć, że to mój projekt, a przy jego tworzeniu, i później – promocji, bardzo aktywnie pracowało mnóstwo osób. Nie tylko przez skromność, ale z powodu zwykłej uczciwości nie mogę powiedzieć, że ten projekt „Radości” jest tylko mój. Ja go pilotowałem... No dobra, właściwie wymyśliłem, przygotowałem i złożyłem, ale promowanie go, to już była niemal cała kampania, realizowana przez cały sztab ludzi. Bardzo dużo na tym polu zrobił ksiądz z naszej parafii.

 

Zdaje się, że w kościele nie tylko ksiądz agitował...

 

No były sytuacje, które już wtedy, latem ubiegłego roku, powiedzmy – lekko działały mi na nerwy. Jedna z koleżanek radnych, gdy już przy projekcie wszystko praktycznie było zrobione, gdy już trwało głosowanie, rozdawała karty do głosowania. Ja odnosiłem wrażenie, że bardziej na celu miała promowanie siebie niż mojego projektu. Mi by coś takiego przez myśl nie przeszło, bo nie robiłem tego projektu jako radny, a jako zwykły mieszkaniec, kontynuowałem niejako swoją wcześniejszą wizję i czas porządkowania terenu tego boiska, o którym tu mówiliśmy wcześniej. Pomijam już fakt, że koleżanki radnej, która też jeszcze wtedy nie miała mandatu, przy tych pracach nie widziałem.

Reklama

 

Czy to jedyny zarzut co do treści tej nieszczęsnej prezentacji?

 

Na upartego to się do wielu innych zapisów można przyczepić. Bo jak, na przykład, można przypisać sobie zasługę w postaci przeforsowania inwestycji budowy chodnika, jeśli się głosowało przeciwko uchwaleniu budżetu, w którym ta inwestycja została wprowadzona do realizacji? Ale z drugiej strony ma ta prezentacja duży walor. Pokazuje, że ta „wstrętna” koalicja rządząca nie stawia radnych opozycyjnych całkiem do kąta, a przyjmuje do realizacji także jej pomysły i postulaty. I to jak dużo! Miło czytać, jak radni opozycyjni szczycą się rozwojem miasta, które przecież – co podkreślają na niemal każdym posiedzeniu komisji czy sesji – jest tak fatalnie rządzone. Mimo wszystko jednak co najmniej grzecznie by było nie przypisywać sobie wyłącznie cudzych zasług albo chociaż zaznaczyć, że dany pomysł jest cudzego autorstwa.



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama