Niedziela, 3 Maj
Imieniny: Longiny, Toli, Zygmunta -

Reklama


Reklama

Wojsko okiem kobiety


Anna Misiołek ze Szczytna nie marzyła, jak większość dziewczynek, żeby zostać piosenkarką albo aktorką. Od najmłodszych lat pragnęła, by w przyszłości pracować w służbach mundurowych. Teraz jej marzenie się spełnia.

Techniczny omnibus...


  • Data:

Anna Misiołek ze Szczytna nie marzyła, jak większość dziewczynek, żeby zostać piosenkarką albo aktorką. Od najmłodszych lat pragnęła, by w przyszłości pracować w służbach mundurowych. Teraz jej marzenie się spełnia.

Techniczny omnibus

Obecnie Anna Misiołek pracuje jako młodszy monter w Baterii Dowodzenia II Dywizjonu Artylerii Samobieżnej w Plutonie Łączności w Wegorzewie. - Sama się śmieję, gdy ktoś pyta, na jakim stanowisku jestem. W połowie moich wyjaśnień słuchający zaczyna ziewać – mówi z uśmiechem pani Ania. Jednak, jak twierdzi, w wojsku nie ma czasu na nudę. Każdy dzień służby zaczyna się bowiem wcześnie i intensywnie, czyli od porannej zaprawy. - Jest to marszobieg, podczas którego pokonujemy 3 kilometry. Tempa czasami nie wytrzymują nawet mężczyźni – mówi Misiołek. Potem jest apel i omówienie porządku dnia. Następnie każdy wykonuje przydzielone mu obowiązki. - Jest dość ciężko. Ciągle musimy się doszkalać. Tyle nauki to ja nie miałam nawet na studiach.

Najgorszy dla mnie był dział o silniku w wozie dowodzenia. Zacisnęłam jednak zęby, przysiadłam i się nauczyłam – dodaje. Kobieta raz w miesiącu ma też zajęcia na strzelnicy. - Dojeżdzamy na nią do innych miejscowości, bo swojej nie mamy. Mamy okazję strzelać na przykład, mówiąc trochę kolokwialnie, z "kałacha". Nie są to najnowsze bronie, ale ja po prostu lubię strzelać – śmieje się.

Nie jestem balastem

Jednak praca w wojsku nie jest wcale taka zabawna, a na pewno wizja tego jak wygląda, zmienia się po przekroczeniu murów dywizjonu. - Spodziewałam się, że nie będzie jak w filmie, ale mimo to byłam nastawiona przede wszystkim na nacisk na fizyczne udoskonalanie, a także na to, że będę miała do dyspozycji wiele nowych sprzętów wojskowych. Jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna, co nie znaczy, że gorsza – mówi. Przede wszystkim jak wspomniałam wcześniej, jest dużo nauki, a i urządzenia odpracowały już swoje, więc przynajmniej w moim przypadku, trudno mówić, że jestem w nowoczesnej armii. Dopięłam jednak swego. To najważniejsze. Noszę mundur i nie siedzę za biurkiem – dodaje. Jako kobieta uważa, że musi codziennie udowadniać innym, że jest godna tego munduru.


Reklama

Anna Misiołek jest jedną z dwunastu kobiet na dwustu pięćdziesięciu żołnierzy pracujących w dywizjonie w Węgorzewie. Jak twierdzi, kobieta w wojsku nie jest dobrze postrzegana. - Nie jesteśmy prześladowane ani lekceważone. Chodzi raczej o to, że mężczyźni uważają płeć piękną za słabą, czyli taką, która sobie nie radzi w zawodzie żołnierza – wyjaśnia. Pani Ania wie, skąd mogą brać się takie opinie. - Powodem jest choćby nasza anatomia, która w tej pracy powoduje pewne uciążliwości. Nie można zakwaterować kobiety i mężczyzny w tym samym pokoju. W czasie, gdy trwają ćwiczenia, nie jest łatwo odejść nam na tzw. "stronę".

Misiołek stara się zatem, aby nie odbierano jej jako balastu.- Idąc do wojska byłam przygotowana fizycznie. Nie marudzę, jeśli mam coś zrobić. Po prostu wykonuję swoje obowiązki i idę potem do domu – opowiada. Sama przyznaje, że woli pracować z mężczyznami i jest zdania, że nie każda kobieta nadaje się na żołnierza. - Panie, które decydują się na bycie żołnierzem muszą być przygotowane fizycznie i psychicznie, cechować się odwagą, odpowiedzialnością i zdyscyplinowaniem, a także potrafić współpracować w grupie i być odpornymi na stres i wszelkie zmiany. W wojsku niczego nie da się przewidzieć. Regulamin jest świętością i nie można go lekceważyć. Czasami trzeba podjąć się zadań, które nam się nie podobają. W dodatku krytyka i wulgarne słownictwo są na porządku dziennym w tej robocie. To w końcu nie przedszkole tylko prawdziwe wojsko – mówi.

Tego chciałam

Pomimo tych wszystkich problemów pani Ania nie zamieniłaby pracy na żadną inną, bo jak mówi to najlepsza przygoda jej życia. - Ostatnio udało mi się, mogłam przetestować nowy sprzęt, tzw. kraby. Gdzie indziej miałabym taką możliwość – pyta z uśmiechem na ustach. Ponadto kobieta jak mówi kocha strzelać i codziennie ma czas na poprawę swojej kondycji fizycznej.

Reklama

Teraz marzeniem Misiołek jest wyjechać na misję do Afganistanu. - Jestem zwykłym szeregowym, a tym nie jest łatwo się zakwalifikować na wyjazd, ale bardzo bym tego chciała. Nie boję się. Zawsze jest ryzyko, nawet siedząc w domu może mi się coś przydarzyć. Wojsko to mój drugi dom, moja praca, moje powołanie. Tego chciałam. Na razie jestem zadowolona. Właśnie w Węgorzewie poznałam mojego życiowego partnera, który także jest wojskowym i życie fajnie mi się układa – kwituje.

Patrycja Woźniak

fot. archiwum Anny Misiołek



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama