Niedziela, 3 Maj
Imieniny: Longiny, Toli, Zygmunta -

Reklama


Reklama

To już było Szczytno


- Tuż po wojnie ludzie nie otrzymywali pensji, pracowało się za deputat, czyli żywność – cukier, olej i konserwy z koniny – opowiada Danuta Rogowska, która do Szczytna przybyła zaraz po zakończeniu II wojny światowej.

  • Data:

- Tuż po wojnie ludzie nie otrzymywali pensji, pracowało się za deputat, czyli żywność – cukier, olej i konserwy z koniny – opowiada Danuta Rogowska, która do Szczytna przybyła zaraz po zakończeniu II wojny światowej.

Danuta Rogowska - jak sama mówi – swoim bogatym, co nie znaczy, że łatwym życiem mogłaby obdarować życiorysy kilku osób. Ale zacznijmy od początku. Do Szczytna przybyła w 1945 roku, ale nie od razu w styczniu, tylko dopiero w sierpniu ze względu na zawirowania z przydziałami. – Ziemie odzyskane miały być naszym nowym domem i miejscem gdzie będzie można się wyciszyć po wojennej zawierusze – mówi.

Zaraz po przyjeździe została przyjęta do pracy w starostwie powiatowym. – Zatrudniał mnie jeszcze Walter Późny, który okazał się bardzo ciekawym i mądrym człowiekiem – wspomina. – Kiedyś różnie bywało, część ludzi awansowała z tak zwanego „awansu społecznego”, ledwo umieli się podpisać, a już zajmowali konkretne stanowiska. W moim przypadku tak nie było – dodaje. - Świat był wtedy inny, brakowało dosłownie wszystkiego – nawet papieru. Pisaliśmy więc na odwrotach niemieckich dokumentów. Przekreślaliśmy to, co oni pisali i pod spodem sporządzaliśmy własne notatki. Co ważne – to były pisma urzędowe – mówi starsza kobieta. – Warto zaznaczyć, że początkowo nie było również prądu, więc pracowało się dopóki było widno – dodaje z uśmiechem. We wspomnieniach pani Danuty odnajdujemy również paczki żywnościowe przysyłane przez Amerykanów. – Rozdzielaniem ich zajmowało się starostwo. Znajdowały się tam głównie konserwy, nie wszyscy je lubili, ale mi smakowały, zresztą przy głodzie, jaki panował – można powiedzieć, że były wręcz wyśmienite – tłumaczy.


Reklama

Aresztowanie i śmierć

Zanim pani Danuta trafiła do Szczytna mieszkała w Warszawie. Kiedy wybuchła wojna miała zaledwie 13 lat. – Mieszkałam z matką i 6-letnią siostrą oraz wujem Stanisławem Gutowskim, który był jednym z szefów Armii Krajowej – wspomina. Nie zdziwili się, kiedy którejś nocy przyszło Gestapo. – Wtedy widziałam wuja po raz ostatni – mówi. – Na szczęście dzieci hitlerowcy nie zabrali. Mama zawiozła nas do babci – dodaje.

Obóz pracy

Potem było jednak gorzej. – W krótkim czasie aresztowano także nas i zesłano na roboty. Trafiłyśmy z mamą i siostrami do majątku ziemskiego Zesselwitz w obecnym woj. wrocławskim – wspomina. Jak wyglądała w tamtym czasie praca? – To była harówka od świtu do zmierzchu. W przydziale dostałam dwa woły, którymi musiałam jeździć podczas prac polowych i się nimi opiekować. Nigdy w życiu nie pracowałam, więc rozpłakałam się, bo nie wiedziałam, co robić. Wtedy jedna z pracownic podeszła do mnie i pokazała, jak mam się ze zwierzętami obchodzić. Od tego czasu woziłam obornik – opowiada. - Mieszkałyśmy w baraku, jedzenia dostawałyśmy tak mało, że musiałyśmy w nocy wychodzić i kraść. Pamiętam też, że w wigilię Niemiec z gospodarstwa chciał udusić moją matkę tylko dlatego, że nie chciała tego dnia pracować, ale spędzić go z nami – mówi.

Z deszczu pod rynnę

Kiedy zbliżał się front gospodarze i robotnicy przymusowi zostali ewakuowani. – Do Czech szliśmy pieszo, gnano nas jak zwierzęta – opowiada. – Kiedy dotarłyśmy na miejsce kazano nam się przebrać i ruszać do pracy, tak jak poprzednio w gospodarstwie – dodaje. Nie zabawiły tu jednak długo. Wyzwolili ich Rosjanie. – Pojechałyśmy do Budapesztu, bo tam był obóz międzynarodowy, w którym przebywało ponad 10 tysięcy ludzi – mówi.

Reklama

Stamtąd po wielu perypetiach wróciły do Warszawy. – Poszłyśmy w miejsce, gdzie była nasza kamienica. Zastałyśmy tylko gruzy. Zanim zostałyśmy aresztowane schowałyśmy nasze kosztowności w piwnicy – ktoś jednak to ukradł, ale zostawił zdjęcia, dzięki temu dziś mam z tego czasu pamiątkę – mówi pani Danuta.

Ostatecznie wraz z rodziną trafiła do Szczytna. Tu pani Danuta wyszła za mąż i mieszka do dzisiaj.

Paweł Salamucha

Fot. Paweł Salamucha

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama