- Tuż po wojnie ludzie nie otrzymywali pensji, pracowało się za deputat, czyli żywność – cukier, olej i konserwy z koniny – opowiada Danuta Rogowska, która do Szczytna przybyła zaraz po zakończeniu II wojny światowej.
- Tuż po wojnie ludzie nie otrzymywali pensji, pracowało się za deputat, czyli żywność – cukier, olej i konserwy z koniny – opowiada Danuta Rogowska, która do Szczytna przybyła zaraz po zakończeniu II wojny światowej.
Danuta Rogowska - jak sama mówi – swoim bogatym, co nie znaczy, że łatwym życiem mogłaby obdarować życiorysy kilku osób. Ale zacznijmy od początku. Do Szczytna przybyła w 1945 roku, ale nie od razu w styczniu, tylko dopiero w sierpniu ze względu na zawirowania z przydziałami. – Ziemie odzyskane miały być naszym nowym domem i miejscem gdzie będzie można się wyciszyć po wojennej zawierusze – mówi.
Zaraz po przyjeździe została przyjęta do pracy w starostwie powiatowym. – Zatrudniał mnie jeszcze Walter Późny, który okazał się bardzo ciekawym i mądrym człowiekiem – wspomina. – Kiedyś różnie bywało, część ludzi awansowała z tak zwanego „awansu społecznego”, ledwo umieli się podpisać, a już zajmowali konkretne stanowiska. W moim przypadku tak nie było – dodaje. - Świat był wtedy inny, brakowało dosłownie wszystkiego – nawet papieru. Pisaliśmy więc na odwrotach niemieckich dokumentów. Przekreślaliśmy to, co oni pisali i pod spodem sporządzaliśmy własne notatki. Co ważne – to były pisma urzędowe – mówi starsza kobieta. – Warto zaznaczyć, że początkowo nie było również prądu, więc pracowało się dopóki było widno – dodaje z uśmiechem. We wspomnieniach pani Danuty odnajdujemy również paczki żywnościowe przysyłane przez Amerykanów. – Rozdzielaniem ich zajmowało się starostwo. Znajdowały się tam głównie konserwy, nie wszyscy je lubili, ale mi smakowały, zresztą przy głodzie, jaki panował – można powiedzieć, że były wręcz wyśmienite – tłumaczy.
Aresztowanie i śmierć
Zanim pani Danuta trafiła do Szczytna mieszkała w Warszawie. Kiedy wybuchła wojna miała zaledwie 13 lat. – Mieszkałam z matką i 6-letnią siostrą oraz wujem Stanisławem Gutowskim, który był jednym z szefów Armii Krajowej – wspomina. Nie zdziwili się, kiedy którejś nocy przyszło Gestapo. – Wtedy widziałam wuja po raz ostatni – mówi. – Na szczęście dzieci hitlerowcy nie zabrali. Mama zawiozła nas do babci – dodaje.
Obóz pracy
Potem było jednak gorzej. – W krótkim czasie aresztowano także nas i zesłano na roboty. Trafiłyśmy z mamą i siostrami do majątku ziemskiego Zesselwitz w obecnym woj. wrocławskim – wspomina. Jak wyglądała w tamtym czasie praca? – To była harówka od świtu do zmierzchu. W przydziale dostałam dwa woły, którymi musiałam jeździć podczas prac polowych i się nimi opiekować. Nigdy w życiu nie pracowałam, więc rozpłakałam się, bo nie wiedziałam, co robić. Wtedy jedna z pracownic podeszła do mnie i pokazała, jak mam się ze zwierzętami obchodzić. Od tego czasu woziłam obornik – opowiada. - Mieszkałyśmy w baraku, jedzenia dostawałyśmy tak mało, że musiałyśmy w nocy wychodzić i kraść. Pamiętam też, że w wigilię Niemiec z gospodarstwa chciał udusić moją matkę tylko dlatego, że nie chciała tego dnia pracować, ale spędzić go z nami – mówi.
Z deszczu pod rynnę
Kiedy zbliżał się front gospodarze i robotnicy przymusowi zostali ewakuowani. – Do Czech szliśmy pieszo, gnano nas jak zwierzęta – opowiada. – Kiedy dotarłyśmy na miejsce kazano nam się przebrać i ruszać do pracy, tak jak poprzednio w gospodarstwie – dodaje. Nie zabawiły tu jednak długo. Wyzwolili ich Rosjanie. – Pojechałyśmy do Budapesztu, bo tam był obóz międzynarodowy, w którym przebywało ponad 10 tysięcy ludzi – mówi.
Stamtąd po wielu perypetiach wróciły do Warszawy. – Poszłyśmy w miejsce, gdzie była nasza kamienica. Zastałyśmy tylko gruzy. Zanim zostałyśmy aresztowane schowałyśmy nasze kosztowności w piwnicy – ktoś jednak to ukradł, ale zostawił zdjęcia, dzięki temu dziś mam z tego czasu pamiątkę – mówi pani Danuta.
Ostatecznie wraz z rodziną trafiła do Szczytna. Tu pani Danuta wyszła za mąż i mieszka do dzisiaj.

Paweł Salamucha
Fot. Paweł Salamucha
Czy Pan burmistrz wie, że pani dyrektor wyłączyła w szkole dzwonki ignorując prośby rodziców o ich przywrócenie? Pan wie jaki to negatywny skutek miało na psychiki dzieci, szczególne z klas 1-3 które nie znają się jeszcze na analogowym zegarze? Pan wie że większość rodziców wyraziła wolę ich przywrócenia, a pani dyrektor ich olała? Chciałbym wiedzieć czemu pani dyrektor działa wbrew woli większości rodziców.
2026-07-02 07:36:18
takiej wiezy jak w szczytnie nie ma na calym swieecie nie rozwalajcie takiej atrakcij TOCHE WYOBRAZNI Wielu ludzi by pomiszkalo , a i restauracja przyciagalaby wieceej turystow niz sama wieza , ktora trzeba utrzymac BEZ SENSU BURMISTRZU logika finansowa !!!!!! CO ZBUDOWANE NIE ROZWALAC !!!!!! po rozum do GLOWY!!!!!
wojt jaskol stasiek
2026-07-01 15:43:08
Może trzeba było to dać skończyć żeby wyglądało a nie zaczynać od nowa marnowanie potencjału w imię swojego zdania żenada
Phi
2026-07-01 13:29:53
5 lat bycia radnym i 2 lata na stołku nie uprawnia do nazywania siebie samorządowcem. Bo nie ma Pan bladego pojęcia co to znaczy samorząd od środka. Tyle i aż tyle
hahahhah
2026-07-01 08:19:22
W żywej mowie i tradycji mówimy Na Kamionku. Widzę że niektórym ukro-baranom ukrainizacja j. polskiego głęboko w puste łby weszła.
Polak
2026-06-30 14:40:54
Żuchowski się dołoży do rozbiórki tego koszmarka którego nam zafundował jako burmiszcz PiS?
Robert
2026-06-29 20:46:53
Nareszcie będąc w moim rodzinnym mieście pozbędę się obawy że któregoś roku zobaczę osady denne oraz pozostałości porzucone przez dawnych mieszkańców. Ze Szczytna wyjechałem 50 lat temu na studia i już nie powróciłem. Pamiętam jednak jak pani burmistrz pozbyła się wieży ciśnień za bezcen i nikt jej za to nie rozliczył. Teraz mam nadzieję że zobaczę jeszcze wieżę taką jaką pamiętam. Trzymam kciuki za obecnego pana burmistrza.
Jerzy
2026-06-29 20:10:11
Chyba te 36stopni zaszkodziło piszącemu bo w końcu skrytykował inwestycje pod okiem obecnej władzy...
Romek
2026-06-29 11:36:28
Ja jako mieszkanka gminy uważam że w naszej gminie źle się dzieje odnośnie używania przez młodzież i dorosłych narkotykow, wierzyłam że będzie nowy burmistrz i rada gminy u coś będą z tym problemem robić ale jest coraz gorzej.Panie burmistrzu czy pan tego nie widzi.Handel kwitnie niedaleko gminy.Tak że w mojej ocenie nic nie robienia w tym kierunku a były obiecanki przed wyborami.A handel kwitnie niedaleko pięknego żłobka.Mam nadzieję że w końcu ktoś weźmie się za ten problem
Julka
2026-06-28 21:58:26
Chyba Syn Alfreda. Pozdrawiam cieplutko Tatusia
Kolega z Odtrody
2026-06-27 09:05:07