...by się angażować w wydarzenia, które dodają Szczytnu splendoru. Przykładem jest chociażby ostatni Bieg Juranda.
Ciężko było z organizacją Biegu?
Już opowiadałem, chociaż o niektórych szczegółach warto wspomnieć. Przede wszystkim nie rozpieszczała nas pogoda, przynajmniej tak się zapowiadało na początku. W nocy nad miastem przeszła ulewa. Woda zgromadziła się w ogromnych kałużach, m.in. na trasie, którą miały biec dzieci. Trzeba było się z tym jakoś uporać. O piątej nad ranem w kilka osób usuwaliśmy tę wodę wiaderkami. Przy tym uprzątaniu wody napracował się Artur Trochimowicz. Inni o tej jeszcze godzinie ustawiali zapory. Taka impreza, to nie tylko ogrom pracy organizacyjnej, ale i zwykłej fizycznej, a tej za organizatorów nikt nie zrobi.
Zdarza się, że właśnie przez ten ogrom i trudności ludzie, którzy naprawdę robili czy próbowali zrobić coś fajnego, rezygnowali. Czy istnieje ryzyko, że Bieg Juranda znów przejdzie w stan letargu?
Mam nadzieję, że nie. Zbyt wielu ludzi było zaangażowanych, a głównie – zbyt wielu ludziom zależy na tym, by się ten bieg w Szczytnie odbywał. I jestem przekonany, że bardzo pochlebne opinie uczestników są doskonałą motywacją, by przedsięwzięcie kontynuować. A wysiłek... Cóż, to chyba trochę jak z narodzinami dziecka: wielki stres i ból dla kobiety, o którym chwilę później już się w ogóle nie pamięta, gdy się po raz pierwszy przytuli własne dziecko. I tak jest z nami. Dziś jesteśmy już tylko bardzo zadowoleni, że wszystko się udało. I już się chce zacząć myśleć i pracować przy kolejnej edycji.
A propos narodzin dzieci. Tobie się jakieś urodziły?
Owszem, mam osobistego syna, już mocno „podtatusiałego”, bo ma ponad 40 lat i dwie też bardzo już dorosłe pasierbice. I kilkoro w sumie wnucząt o sporej rozpiętości wiekowej: od 20 lat do jednego roczku.
Spełniasz się też jako dziadek? Masz na to czas?
Nie bardzo, bo wszystkie dzieci aktualnie mieszkają poza Szczytnem, ale niebawem się to zmieni. I wtedy, to nie wiem, jak mi się uda gospodarować czasem, bo – rzecz jasna – jego część będą musiał czy raczej chciał, poświęcić też rodzinie. Tylko wnuczka, która jest w Olsztynie, tam zostanie.
Szczytno nie jest twoim rodzinnym miastem?
Nie. Urodziłem się w Olsztynie i tam mieszkałem aż do 30 roku życia. W Szczytnie zacząłem „pracować” w 1976 roku, w WSPol. jako... koszykarz w Gwardii Szczytno. Po roku tej „pracy” zostałem studentem WSO (bo wtedy jeszcze nie było to WSPol), a po ukończeniu studiów zaproponowano mi już prawdziwą pracę w uczelni. Byłem kierownikiem drużyny koszykarskiej.
I – o ile pamiętam – była to bardzo dobra drużyna, chyba jedyna tak wysoko
Graliśmy w II lidze. Świetna drużyna, świetni koledzy. Mnóstwo dobrego i później dla koszykówki w Szczytnie zrobił grający z nami wtedy Zdzisław Choroszewski. W tamtych czasach II liga to było zaplecze I ligi, bo wtedy nie było jeszcze ekstraklasy i innych. Ale nie byliśmy jedyni. Do drugiej ligi dotarli też szczycieńscy siatkarze, a także i piłkarze w czasach „Podchorążaka” i nieco później „Gwardii Szczytno”. Historycznie rzecz ujmując nasze szczycieńskie sporty zespołowe miały duże osiągnięcia. Bardzo boleję nad tym, że poza piłką nożną, siatkówka i koszykówka już nie mają takiego znaczenia i wartości w naszym mieście.
Jesteś radnym miejskim. Może to twoja rola, żeby ten powrót na szczyty zainicjować?
Mam nawet uprawnienia instruktora czyli trenera koszykówki, chociaż nigdy żadnego zespołu jednak nie trenowałem. A czy mam możliwości, by te dziedziny sportu wzmocnić? Trudno mi powiedzieć. W szkołach zajęcia z tych dyscyplin są wciąż prowadzone. Nasze dzieci biorą nieustannie udział w różnych rozgrywkach międzyszkolnych i nawet zajmują w nich wysokie miejsca. Moim zdaniem chyba brakuje nam w mieście naprawdę wielkich pasjonatów tego sportu i naprawdę dobrych szkoleniowców. Wystarczy wspomnieć o Danusi i Irku Bukowieckich. Szczytno nigdy nie błysnęło w świecie lekkoatletyki dopóki ta para nie pojawiła się w Szczytnie. I to im zawdzięczamy doskonałych zawodników.
Wróćmy do tej drużyny koszykarskiej, której sukcesy wielu ludzi wciąż wspomina. Nikt nie pozostał? Nie ma wśród byłych koszykarzy pasjonatów?
Z ówczesnych koszykarzy w Szczytnie nie ma już nikogo. Zostałem tylko ja i noszę już na karku prawie siódmy krzyżyk. To nie jest, niestety wiek, kiedy można po latach przerwy, stać się znów aktywnym sportowcem. Trzeba nam młodszego pasjonata.
Ale mimo wieku nie brakuje ci energii. Poza organizowaniem Biegu Juranda czym się na co dzień zajmujesz?
Jestem prezesem Rodzinnych Ogrodów Działkowych „Lenpol”. To też sporo pracy, chociaż niektórzy narzekają, że w tym przypadku jestem za bardzo aktywny. Wbrew pozorom, także funkcja radnego pożera sporo czasu, przynajmniej mojego. Wychodzę bowiem z założenia, że skoro sam deklarowałem, że będę się starał coś zrobić dla miasta i mieszkańców, a ci mieszkańcy w to uwierzyli, to muszę. Zgodnie z przysłowiem: słowo droższe pieniędzy.
Pytanie tytułowe brzmi „Quo vadis? - dokąd idziesz. To już wiem – do kolejnych Biegów Juranda, do realizacji składanych obietnic, do poświęcenia większej liczby czasu wnukom. Ale to oczywiście odniesienie do twojego sławnego imiennika. Czy ze względu na tę zbieżność miałeś jakieś przygody?
Różnie bywało. W szkole, głównie podstawowej, z powodu tej zbieżności uważałem, że nie mogę być ostatnią lebiegą z języka polskiego. Ale jakichś szczególnych wydarzeń, czy docinków, czy czegokolwiek innego ze strony kolegów moje personalia nie wywołały. Raz było śmiesznie, kiedy szedłem do wojska i przyjmowali mnie do jednostki. Oficer, na którego trafiłem, spytał o moje dane, więc odpowiedziałem zgodnie z prawdą: Henryk Sienkiewicz. Spojrzał na mnie krzywym okiem i „parlamentarnie” powiada: „W ch.. lecicie poborowy?”. Pytanie powtórzył jeszcze raz, ja odpowiedziałem tak samo, bo co miałem zrobić. Podałem oficerowi swoją książeczkę wojskową i wszystko się wyjaśniło. I jeszcze, gdy grałem w Gwardii, było zabawnie podczas jednego z obozów treningowych. Wtedy koledzy z drużyny zapoznali mnie z jednym z siatkarzy, którego nie znałem. I nasza prezentacja wzajemna wyglądała tak: Sienkiewicz – Mickiewicz. Koledzy mieli sporo zabawy, bo żaden z nas nie był pewien, czy ten drugi sobie nie żartuje. Tyle, że ja byłem jednak „lepszy”, bo ten siatkarz miał co prawda, dobre nazwisko, ale na imię Andrzej, a nie Adam. W każdym razie mi nie dokuczano, ale zdarzało się, że sam żartowałem, kiedy wiedziałem, że mogę sobie na żarty pozwolić. Bywało więc, że np. w jakimś urzędzie, gdy mnie miła pani urzędniczka pytała o dane, odpowiadałem: Adam Mickiewicz. Patrzyła podejrzanie, a ja się szybko poprawiałem: „O, przepraszam - Henryk Sienkiewicz”. I tak już z tym nazwiskiem zostanę i swoistym bagażem. Wszak Henryk Sienkiewicz – pisarz stworzył „Trylogię” ku pokrzepieniu serc, to ja, na ile mogę, też staram się te szczycieńskie serca pokrzepiać, chociażby takimi wydarzeniami jak Bieg Juranda.
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41