Ostatnio jakoś tak czas mocno przyspieszył. Nie jestem dziś w stanie zrozumieć, jak potrafiłem kiedyś w ciągu kilkunastu godzin załatwić kilkadziesiąt spraw, spotkać się z mnóstwem osób, wyskoczyć na basen, do kina czy teatru i jeszcze do poduszki poczytać coś ciekawego. Widocznie tak już jest i nie ma się czym przejmować. Biegałem przecież też dużo szybciej nie wspominając o jeździe samochodem. Musiałem stale uważać, aby nie osiągnąć limitu punktów za przekroczenie prędkości a dziś jakoś nikt nie chce mnie już namierzyć „suszarką”. Za to nadszedł czas, że sprawy, nad którymi kiedyś się człowiek specjalnie nie zastanawiał i odkładał „na później”, stały się teraz zupełnie aktualne i można je sobie dokładnie przemyśleć.
Stąd mam na swoim biurku dwa laptopy. Jeden, na którym piszę i drugi będący źródłem informacji. Że o półkach z książkami za plecami nie wspomnę. Zacząłem doceniać wagę słowa i precyzję sformułowań. To jest zresztą niezwykle ciekawe, gdy sięga się przed ostatecznym sformułowaniem myśli po wiele wariantów i różnych znaczeń.

Czasem jednak nachodzi chęć, aby - jak w dawnych dobrych czasach - walnąć prosto z mostu i bez ogródek. Tyle że, jak dziś wyczytałem, trzeba bardziej uważać, bo cenzura czuwa. I to na wysokim prokuratorskim poziomie. Szczególnie jest zaś uczulona w kwestii czci swoich najwyższych przełożonych.
Wezwał był pan prokurator gdzieś z zapadłej na peryferiach prokuratury rejonowej, aby redakcja jednej z gazet ujawniła namiary na internautów, którzy na portalu tej gazety odważyli wyrazić się mocno niepochlebnie o najwyższych prokuratorskich sferach. Śmieszne to z kilku powodów, ale i straszne. Każdy, kto bierze się za jakąś działalność publiczną, ma świadomość, że może być ona oceniona też publicznie i to akurat nie tak jak sobie to sam wyobraża. Ciągać z tego powodu kogoś na prokuratorskie przesłuchanie? Chyba że chodzi o efekt „mrożący”. O władcach tylko dobrze albo morda w kubeł. Na Białorusi właśnie zaczęto ścigać sprawców szczególnie ciężkich przestępstw polegających na krytykowaniu rosnących cen.
Zdarza mi się pisać krytycznie o działaniach różnych mniej lub bardziej ważnych ludzi z naszego grajdołka. Sam też obrywam czasem „pogębne” od zeźlonych Czytelników. Jakoś się nie zdarzyło, abym spotkał się z negatywnymi reakcjami osób, o których działalności piszę. Ba, czasem żałuję, że ten i ów publicznie mi się nie odwinie. Sam uwielbiam, gdy ktoś reaguje na tę pisaninę, czasem jak widać szczególnie na stronach internetowych „Tygodnika” wpadając nawet w furię z użyciem inwektyw. Dziękuję serdecznie - znaczy, że trafiłem w temat, komuś na czymś zależy.
Tu taka mała ciekawostka przyrodnicza. Wpadł mi dość przypadkowo w ręce pewien dokument, a raczej jego chyba wersja jeszcze robocza. Po, mam nadzieję, opublikowaniu powinien narobić w okolicy trochę szumu. Nic skandalicznego, przeciwnie. Podpisuję się pod 90% procentami tego tekstu, bo zawiera w formie już prawie uporządkowanej większość pomysłów, które wrzucam od dawna w tym miejscu z zamiarem inspiracji naszych władz. Jestem bardzo zadowolony, że może w bardzo niewielkim stopniu, ale autorzy tego tekstu też wzięli pod uwagę to co piszę. Teraz chodzi o to, jakie będą efekty, czy tekst stanie się przedmiotem dyskusji czy „władza” pominie go dostojnym milczeniem. Dostojne milczenie jest rozwiązaniem na bardzo krótką metę.
Może świadczyć albo o lekceważeniu, albo o bezradności w poruszanych sprawach. Jedno i drugie dyskwalifikuje uczestników działalności publicznej. A już tak na marginesie pełnienie funkcji publicznych czy szerzej – uczestniczenie w tzw. publicznym życiu (domy publiczne już w naszym pięknym kraju padły, pewnie z braku klientów) wymaga poza innymi niezbędnymi walorami także właściwych ku temu cech charakteru.
Znam kilka wspaniałych osób pozostających przez całe życie „w cieniu”. Ich psychiczna konstrukcja nie pozwala im na ostrzejszą, gdy trzeba prezentację własnych często bardzo ważnych czy oryginalnych poglądów albo na twardą obronę swojego stanowiska w jakiejś sprawie. To naprawdę strata dla nas wszystkich, szczególnie gdy na co dzień musimy wysłuchiwać i oglądać mnóstwo cyników wiedzących jak na zimno manipulować opinią lub durniów, którzy nie zdają sobie nawet sprawy z tego, co z pełnym przekonaniem nam głoszą. To - jak mawiał klasyk - oczywista oczywistość. Nie ma sensu wylewać łez z tego powodu, ale trzeba o tym wiedzieć i na co dzień pamiętać. Zawsze cieplej i bezpieczniej stać porykując radośnie w środku stada, warto jednak przynajmniej wiedzieć kto i gdzie je prowadzi.
Wiesław Mądrzejowski (wiemod@wp.pl)
Piszę raz jeszcze, bo tygodnik chyba kasiorę dostał i negatywnych komentarzy nie publikuje. Wysypisko śmieci nam robią i mamy się z tego cieszyć?
Wolf
2026-08-15 10:46:58
Żeby tylko ta współpraca z Akademia Policji nie skończyła się tak jak projekt Inoopolice z WSPol wtedy Ile tys. umoczono. Przewodniczący Pan Łachacz powinien wiedzieć najlepiej.
HT
2026-08-14 22:58:03
Chore przepisy i chory rząd , czekamy na wybory
Robo
2026-08-14 20:28:20
Oszukac przeznaczenie 2 po szczyciensku
Tytus
2026-08-13 19:17:39
Uciekł?? Nawet przez chwilę medal nie był w jego zasięgu. Kolejna wycieczka
Judge
2026-08-13 11:45:56
To dopiero inwestycja! Szrotowisko świata na Mazurach! Sukces godny mistrzów!
wolf
2026-08-12 16:41:38
dajcie mu kolejny zakaz, pa ja ce. a ta droga to co to? szutrówka? to ile mozna zap.lać po szutrówce???
Klasyk
2026-08-12 10:57:58
No tak. Uzurpator pałacu prezydenckiego ułaskawił kibola. Ironia autora jest o tyle ciekawa, że pomija najważniejszy szczegół: Staruch nie został skazany za pobicie, gangsterkę czy działalność przestępczą, lecz za przebywanie w niewłaściwym sektorze, mimo że Motor Lublin wydał na to zgodę, a sąd kompletnie tego szczegółu nie uwzględnił. Można być przeciwnikiem ułaskawienia, ale warto zachować proporcje. Zastanawia mnie również, dlaczego podobnego oburzenia u szanownego Pana nie wywołują afery dotyczące pieniędzy publicznych: Pokoje vip, holendernie zarobki lekarzy, czy ostatni temat okradanie powodzian. W takim zestawieniu ułaskawienie człowieka ukaranego zakazem stadionowym wygląda raczej na temat zastępczy niż problem pierwszej wagi. Pozdrawiam.
XxX
2026-08-11 06:21:20
Przewinalem, nie czytalem. Widzialem tylko w naglowku, ze znowu o prezydencie. To jakas choroba przesladowcza. Czemu ten osobnik np o Tfusku nue pisze bo jest o czym pisac. Kompleksiki wychodza i zazdrosc po prostu. Smutne bo z wiekiem czlowiek powinien madrzec a nie odwrotnie...
Romek
2026-08-10 19:47:13
A czemu ów felietonista jest taki tajemniczy? Ani nazwiska, ani wizerunku... Inni nie są tak wstrzemięźliwi. Choć trzeba przyznać, że wbrew zapowiedzi, tekst jest dość obiektywny. Co prawda nie do końca to felieton, ale niech tam...
massakra
2026-08-10 16:39:48