Sobota, 6 Grudzień
Imieniny: Dionizji, Leontyny, Mikołaja -

Reklama


Reklama

Wzruszające pożegnanie w ZOL-u w Szczytnie poruszyło cały personel. Historia, która łamie serce


Niemal 80-letnia pani Ania z Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Szczytnie poprosiła o jedno: pożegnać się ze swoim kotem. Personel szpitala spełnił jej prośbę. – W pokoju terapeutycznym spotkali się po raz pierwszy od miesięcy. Wyglądało, jakby oboje płakali. Mimo smutku, to były piękne łzy – mówi dyrektor Beata Kostrzewa. Kilka dni po wzruszającym pożegnaniu pani Ania zmarła.



Pani Ania miała na stoliku zdjęcie kota. Trzymała je przy łóżku, odkąd trafiła na ZOL. Tęsknota narastała z dnia na dzień. Pracownicy oddziału postanowili zorganizować spotkanie w pokoju terapeutycznym. Kot przyjechał w kontenerku. Personel wniósł wózek, zamknął drzwi i zostawił ich samych.

 

– Kot też chyba był stęskniony. Siedział spokojnie, jakby wiedział, po co tu jest – opowiada dyrektor Beata Kostrzewa.

 

Pożegnanie trwało kilkanaście minut. Pacjentka głaskała kota, przyciskała go do policzka. Cicho mówiła do niego po imieniu. Kilka dni później odeszła.

 

– Piękna historia – powtarza dyrektor. – Naprawdę widzieliśmy łzy, ale to były dobre łzy. Takie, które zostają w człowieku na długo.

 

To spotkanie zapoczątkowało w szpitalu rozmowę o tym, jak często zwierzęta są dla seniorów ostatnią bliską więzią.


Reklama

 

– Dziś kot czy pies to dla wielu osób rodzina. Ludzie śpią ze zwierzętami, rozmawiają z nimi. Pacjenci z ZOL-u przychodzą z takimi historiami – mówi Kostrzewa.

 

Personel już myśli o tym, jak umożliwiać podobne pożegnania innym pacjentom. Formalnych procedur nie ma – ale jest pokój terapeutyczny, są ręce, które umieją organizować takie chwile, i jest gotowość.

 

– Jeśli pacjent jest na wózku – wjeżdżamy. Jeśli kot jest w transporterze – da się zrobić. Z dużym psem trzeba ostrożnie. To odpowiedzialność rodziny. Ale jeśli ktoś naprawdę tego potrzebuje, zrobimy wszystko – deklaruje dyrektor.

 

Właśnie w ZOL-u pracuje terapeutka z certyfikowanym psem-terapeutą. – On wie, jak się zachować. To zupełnie inna praca niż spontaniczne spotkanie z kotem. Ale jedno i drugie daje pacjentom coś ważnego – dodaje Kostrzewa.

Reklama

 

ZOL w Szczytnie działa od dwóch lat. To miejsce dla osób, które nie potrzebują intensywnego leczenia, lecz stałej opieki. Obecnie tą opieką objętych jest ponad 30 pacjentów. Kasia Konik, która zorganizowała spotkanie, jej koleżanki, oddziałowa, terapeutki – to osoby, które codziennie robią coś więcej niż „opiekują się”.

 

- Czasem wystarczy jedno spojrzenie na zdjęcie kota na stoliku, by zrozumieć, czego człowiek naprawdę potrzebuje – wspomina pani Kasia.

 

– Robimy wszystko, żeby dla pacjentów pobyt w ZOL-u był jak najbardziej ludzki – mówi dyrektor Kostrzewa.

W szpitalu mówią, że zorganizowanie przedśmiertnego pożegnania z kotem to jedna z tych historii, które przypominają, po co się tę pracę wykonuje. I jak bardzo czasem człowiek potrzebuje tylko dotyku futrzastego przyjaciela, by poczuć, że nie jest sam.



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama