Jego wykonawcą będą ci, którzy pójdą do urn i ostatecznie zadecydują o tym, czy JOW-y staną się polską rzeczywistością. Nie da się ocenić, czy JOW-y mają więcej zwolenników czy przeciwników. Ci pierwsi próbują forsować swoje przekonania na wiele sposobów. W Szczytnie...
Jego wykonawcą będą ci, którzy pójdą do urn i ostatecznie zadecydują o tym, czy JOW-y staną się polską rzeczywistością. Nie da się ocenić, czy JOW-y mają więcej zwolenników czy przeciwników. Ci pierwsi próbują forsować swoje przekonania na wiele sposobów. W Szczytnie na przykład odbyło się kilka różnych spotkań informacyjnych, a ci, którzy agitują za JOW-ami utworzyli niesformalizowaną grupę, na koordynatora działań typując Pawła Krassowskiego. Z nim właśnie rozmawiamy o JOW-ach i nadchodzącym referendum.
Choć kwestia to ważna, a może nawet i aktualnie najważniejsza, odczuwa się w ogólnokrajowych publikatorach dziwną wstrzemięźliwość propagandową. „Ekranowi” politycy – zdaje się – reprezentują w tej sprawie stanowisko historycznie zwane „wałęsowskim” czyli: jestem za, a nawet przeciw. Publicyści i spora część dziennikarzy profilaktycznie milczą, a w nielicznych publikacjach czy audycjach częściej straszy się JOW-ami jak w średniowieczu diabłem. Ogólnie jednak, choć do 6 września, zostało już bardzo niewiele czasu, o JOW-ach jest stanowczo za cicho. Dlaczego?
Ponieważ wszystkie partie polityczne w Polsce (od lewa do prawa) boją się stracić swoją autonomię. Establishment przestraszył się młodych ludzi, którzy poparli w 70% postulat wprowadzenia 460 jednomandatowych okręgów wyborczych, głoszony w wyborach prezydenckich przez Pawła Kukiza. Strach to uzasadniony. Ważne, społeczne zrywy w znakomitej większości inicjowali młodzi ludzie. Te, które nie prowadziły do radykalnych reform, i tak wpływały jednak na zmiany w polityce państwa. Młodzi te zmiany wymuszali. I prędzej czy później one następowały. Taki był ostatecznie efekt marca 68 czy sierpnia 80. Dlatego o JOW-ach teraz się milczy, o referendum właściwie też albo wręcz podważa się jego zasadność. Uczestniczą w tym milczeniu również wszystkie główne media, bez różnic w sympatiach politycznych: od „Gazety Wyborczej” po „Gazetę Polską”, jak i główne media internetowe „Wirtualna Polska” i „niezalezna.pl”. Establishmentowi nie zależy na tym, by oddać obywatelom władzę, którą zawładnęli po 1989 roku.
Czy chodzi jedynie o JOW? O co właściwie chodzi w tym referendum?
Pierwsze pytanie dotyczy przywrócenia równych praw do kandydowania dla wszystkich obywateli, niezależnie, czy są popierani przez partie, czy startują samodzielnie. W obecnym systemie to liderzy partyjni decydują, czy ktoś może kandydować, czy nie. Skutkuje to brakiem odpowiedzialności posłów przed wyborcami. O ile na pierwsze pytanie dotyczące wprowadzenia JOW-ów w wyborach do Sejmu RP odpowiedź może być w miarę jednoznaczna „tak” lub „nie” (diabeł zawsze tkwi w szczegółach) o tyle kolejne pytania budzą moje wątpliwości. Pytanie drugie "Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?" Nie jest to jednak jasno postawione pytanie. Wydawać by się mogło, że odpowiedź negatywna zakończy finansowanie partii z budżetu państwa. Nie ma jednak gwarancji, że odpowiadając na „nie”, nie spowodujemy jedynie zmian sposobu finansowania partii z budżetu.
Pytanie trzecie brzmi: "Czy jest Pan/Pani za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika?" Trudno zrozumieć cel zadawania tego pytania w momencie, kiedy Sejm prowadzi już prace nad nowelizacją ordynacji podatkowej.
Dlaczego duże partie boją się JOW i właściwie nie robią nic, aby przypominać Polakom o zbliżającym się referendum?
To proste. Dzisiejsza ordynacja proporcjonalna blokuje obywatelom kandydowanie do Sejmu bez poparcia partii politycznych. Tylko ludzie związani z partiami politycznymi mogą kandydować do Sejmu o ile wcześniej otrzymają namaszczenie kierownictwa partii. To uniemożliwia start kandydatom niezależnym, choćby mieli poparcie w swojej lokalnej społeczności i cieszyli się w niej pełnym zaufaniem. Utrudnia to budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Skoro posłowie nie są odpowiedzialni przed swoimi wyborcami, to wyborcy słusznie mają poczucie, że niewiele od nich zależy. Prowadzi to do naturalnego spadku aktywności obywatelskiej i traktowania polityki jako zajęcia „brudnego” i szkodliwego.
JOW to najprostszy sposób wybierania parlamentarzystów, zwycięzcą zostaje osoba, która uzyskała najwięcej głosów. Jednomandatowe okręgi wyborcze mają absolutnie tę przewagę nad partiokracją, że tworzą relację między wyborcą, a wybieranym deputowanym, posłem czy senatorem. Co prawda w dziedzinie polityki nie sposób stwierdzić, że jedno rozwiązanie jest zawsze lepsze niż inne, jednak dzięki JOW-om jest szansa na wprowadzenie posłów odpowiedzialnych przed wyborcami, a nie kierownictwem partii.
Koszt referendum jest dość wysoki, ale z drugiej strony to, co robi rząd i nasi politycy, to zabijanie demokracji, bo robią niemal wszystko, aby takie referenda nic nie znaczyły...
Trudno się z tym nie zgodzić, jednak czy jest jakiś inny pokojowy sposób na przywrócenie państwa obywatelom? Na cztery ogólnokrajowe referenda, które odbyły się w III RP, tylko jedno osiągnęło frekwencję na poziomie 58,85% i było wiążące. Kosztowało ponad 80 mln zł i trwało dwa dni. Było to referendum dotyczące wstąpienia do Unii Europejskiej, poprzedzone ogromną, kilkumiesięczną akcją propagandową, w którą zaangażowane były niemal wszystkie obozy partyjne, co za tym idzie również i media, dlatego osiągnięto taki wynik.
Uzyskanie tak wysokiej frekwencji w niedzielę, 6 września, będzie niesłychanie trudne, wręcz niemożliwe. Problemem nie są wyłącznie nieprecyzyjnie postawione pytania, ale brak merytorycznej dyskusji. Potrzeba debat, prelekcji, spotkań i uświadomienia obywateli czym są JOW-y, co za tym idzie potrzeba czasu na zaznajomienie się z tematem. Dodatkowo zaplanowana na okres wakacyjno-urlopowy akcja referendalna nie dotrze do wszystkich obywateli. Samo głosowanie zaplanowano na początek września, moment kiedy zaczynamy nowy rok szkolny i nasza uwaga skupiona jest na innych sprawach. W końcu 6 września dla studenta, który najbardziej zainteresowany jest tematem zmian to jeszcze wakacje. Referendum będzie wiążące, jeżeli weźmie w nim udział ponad połowa uprawnionych do głosowania, a to jest przy tych uwarunkowaniach nierealne. Fiasko frekwencji pozwoli powiedzieć ustami establishmentu, że Polakom nie zależy na wprowadzeniu państwa obywatelskiego.
Jak sytuacja wygląda w naszym powiecie? Czy są osoby, które informują i zachęcają do wzięcia udziału w referendum?
W każdą niedzielę w godzinach od 12.00 do 13.00 odbywa się w całej Polsce akcja "Niedziela dla JOW", w której uczestniczy również Szczycieński Obywatelski Komitet Referendalny. Media milczą na temat referendum, a zwłaszcza JOW–ów, bo to temat niewygodny dla obecnego systemu partyjnego, zatem wychodzimy na ulicę z broszurami przekonując do jednomandatowych okręgów wyborczych angażując swój czas i prywatne pieniądze. Zapraszam do wsparcia naszej akcji referendalnej poprzez stronę www.ruchjow.pl oraz polubienie naszej strony na FB Obywatelskie Komitety Referendalne warmińsko-mazurskie.
Żuchowski się dołoży do rozbiórki tego koszmarka którego nam zafundował jako burmiszcz PiS?
Robert
2026-06-29 20:46:53
Nareszcie będąc w moim rodzinnym mieście pozbędę się obawy że któregoś roku zobaczę osady denne oraz pozostałości porzucone przez dawnych mieszkańców. Ze Szczytna wyjechałem 50 lat temu na studia i już nie powróciłem. Pamiętam jednak jak pani burmistrz pozbyła się wieży ciśnień za bezcen i nikt jej za to nie rozliczył. Teraz mam nadzieję że zobaczę jeszcze wieżę taką jaką pamiętam. Trzymam kciuki za obecnego pana burmistrza.
Jerzy
2026-06-29 20:10:11
Chyba te 36stopni zaszkodziło piszącemu bo w końcu skrytykował inwestycje pod okiem obecnej władzy...
Romek
2026-06-29 11:36:28
Ja jako mieszkanka gminy uważam że w naszej gminie źle się dzieje odnośnie używania przez młodzież i dorosłych narkotykow, wierzyłam że będzie nowy burmistrz i rada gminy u coś będą z tym problemem robić ale jest coraz gorzej.Panie burmistrzu czy pan tego nie widzi.Handel kwitnie niedaleko gminy.Tak że w mojej ocenie nic nie robienia w tym kierunku a były obiecanki przed wyborami.A handel kwitnie niedaleko pięknego żłobka.Mam nadzieję że w końcu ktoś weźmie się za ten problem
Julka
2026-06-28 21:58:26
Chyba Syn Alfreda. Pozdrawiam cieplutko Tatusia
Kolega z Odtrody
2026-06-27 09:05:07
W latach 60\\70 mówiło się że dzieci dostają dostają lepsze oceny za cytryny i kawę
zdysk
2026-06-27 08:28:09
Mogło być lepiej, tylko nie może rządzić mniejszość, rada i burmistrz powinni słuchać większości. Rozliczymy w następnych wyborach!
ja
2026-06-26 21:12:48
Mówiąc po polsku: kąpieliska nie będzie. Podniesie się się poziom wody, liczymy że kanały \'zaczną płynąć\'. Deszczówka będzie efektywniej zbierana i oczyszczana w separatorach, obecnie są za małe. Nowoczesny system z dwoma obiektami inżynieryjnymi, pozwalający sterować kierunkiem i masą przepływającej wody to zastawki, w tym jedna do tymczasowego odcięcia i wypompowywania wody na czas układa mata przy brzegach. Druga zastawka będzie trwale spiętrzała chroniąc przed nadmiernym odpływem (okolice 1-go Maja obok Biedronki). Zainteresowanych odsyłam do wideokonferencji z udziałem dr inż. Michała Łopaty - XX Sesja Rady Miejskiej w Szczytnie - 28 sierpnia 2025. Przemilczanym współpomysłodawcą jest Damian Slachetka - pracownik Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Ochrony Środowiska, magistrant doktora Łopaty. Nagranie [00:30] https://miastoszczytno.tv-polska.eu/film/553507-xx-sesja-rady-miejskiej-w-szczytnie
Paweł Karczewski
2026-06-26 18:47:25
Wszystko przy zamku i w centrum a co z ulicami na obrzeżach
Bodzio
2026-06-26 13:12:39
No nie wiem nie wiem...jakoś tak sobie zostało to wyjaśnione. Ale jak zabraknie wody to burmistrz zaśpiewa o kormoranach i woda wróci nad jeziora...
Romek
2026-06-25 21:07:59