Sobota, 8 Sierpień
Imieniny: Donaty, Olechny, Kajetana -

Reklama


Reklama

Nie żyje Mikołaj Kozaczuk. Zmarł we wtorek. Miał 87 lat


Nie żyje Mikołaj Kozaczuk. Zmarł w domu we wtorek, 9 stycznia. W tym roku skończyłby 87 lat. To wieloletni nauczyciel i dyrektor Zespołu Szkól nr 1 w Szczytnie. Wychował pokolenia dzieci i młodzieży w naszym powiecie. Wiele lat temu był też bodaj najmłodszym kierownikiem szkoły podstawowej w Polsce. Został nim mając zaledwie 24 lata.



Pan Mikołaj odszedł około godz. 14. Zmarł w domu. Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w czwartek, 11 stycznia. Na godz. 17 w kaplicy cmentarnej zaplanowano różaniec.

 

Dzień później (piątek, 12 stycznia) o godz. 9 w kaplicy cmentarnej odbędzie się wystawienia ciała oraz modlitwa i wyprowadzenie do kościoła Świętego Krzyża w Szczytnie, gdzie o godz. 10 rozpocznie się msza żałobna. Ciało Mikołaja Kozaczuka spocznie na cmentarzu w Szczytnie.

 

Nasza redakcyjna koleżanka Halina Bielawska w lipcu ubiegłego roku przeprowadziła ostatni wywiad z panem Mikołajem. Odwidziała go wówczas w domu.

Przypomnijmy ten tekst:

 

Spośród kierowników i dyrektorów szczycieńskich szkół, nawet tych, które już nie istnieją, najstarszy wiekiem jest Mikołaj Kozaczuk. Wiele lat temu był też bodaj najmłodszym kierownikiem szkoły podstawowej w Polsce. Został nim mając zaledwie 24 lata. Wychował mnóstwo pokoleń dzieci i młodzieży. Jego wychowankowie do dziś chętnie go odwiedzają, zapraszają na absolwenckie spotkania. Wielu współczesnym nauczycielom można by życzyć, aby swoją pracą zasłużyli na taki szacunek uczniów, jakim wciąż cieszy się Mikołaj Kozaczuk. W przeddzień jego 85 urodzin (które obchodził 5 lipca) rozmawiamy o dziejach rodziny i miejscowej oświaty.

 

Kiedy pan przyjechał do Szczytna?

Właściwie nie do Szczytna, a w okolice. W 1948 roku, jako 9-latek, przybyłem z rodzicami i bratem, który był ode mnie siedem lat starszy. Przyjechaliśmy z okolic Terespola, ze wsi Kostomłoty, znanej z tego, że była tam i jest pierwsza i obecnie jedyna w Polsce cerkiew unicka, powstała po Unii Brzeskiej. Rodzice dostali tu gospodarstwo rolne w Wawrochach. Ciężko pracowali, a ich marzeniem było wykształcić synów.

 

 

 

I udało się.

Do piątej klasy uczyłem się w Wawrochach, a później miałem do wyboru albo Lipowiec, albo Szczytno. Wybrałem to drugie i w 1952 roku skończyłem podstawową „jedynkę”. Oczywiście, zrodziła się kwestia: co dalej. Kierownik szkoły w Wawrochach, Władysław Ruszczyński, namówił mnie, bym wybrał Liceum Pedagogiczne i tak zrobiłem. Wtedy takie liceum w Szczytnie jeszcze nie istniało, więc uczyłem się w Olsztynie.


Reklama

 

Dlaczego kierownik szkoły uznał, że powinien pan zostać nauczycielem?

Może dlatego, że na ostatnim świadectwie, które mi wypisywał, były same bardzo dobre? Nie wiem, ale poszedłem za jego radą. Liceum skończyłem w 1956 roku, po zdaniu matury, która wówczas była zupełnie inna, niż teraz. Zdawałem z języka polskiego, matematyki, pedagogiki, historii i psychologii. Egzaminy pisemne były z tych trzech pierwszych przedmiotów, a dodatkowo ustne – ze wszystkich. Przy czym te ustne były jednego dnia, jeden przedmiot za drugim.

 

Pamięta pan swoje oceny z matury?

Z egzaminów pisemnych miałem czwórki, ale jakie miałem z ustnych, to nie pamiętam.

 

Później studia czy praca?

W połowie lat 50. zawód nauczyciela był deficytowy. Po Liceum Pedagogicznym nabywało się pełnych uprawnień, ale szybko ukończyłem też Studium Nauczycielskie, które dziś można by porównać z licencjatem. Ale to już było zaocznie, bo krótko po maturze podjąłem pracę.

 

Gdzie?

Trochę to było skomplikowane. Absolwenci szkół czy uczelni otrzymywali tzw. nakaz pracy. Oznaczało to, że absolwent był kierowany tam, gdzie był potrzebny, a nie tam, gdzie chciał. Jednak jeden procent uczniów, absolwentów nie był objęty tym nakazem. Była to chyba forma nagrody za wysokie wyniki. W każdym razie miałem na świadectwie właśnie taką adnotację: „zwolniony z nakazu pracy”. Mogłem więc wybrać szkołę, ale oczywiście taką, w której był wolny etat. Wydział oświaty, który wtedy zatrudniał nauczycieli, zaproponował mi małą wiejską szkołę, tzw. jednoklasową, czyli taką, w której była tylko jedna izba lekcyjna. Autobusów nie było, pojechałem więc rowerem do Jeleniowa, bo o tamtejszą szkołę chodziło, obejrzeć ten budynek. Wróciłem do wydziału oświaty i powiedziałem: nic z tego. I wtedy okazało się, że miałem też trochę szczęścia. Z pracy w szkole w Pasymiu odszedł jeden z nauczycieli i zająłem jego miejsce. Uczyłem wtedy języka polskiego, a jako młodemu nauczycielowi powierzono mi też w-f. Tam już, rok wcześniej, zaczęła też uczyć moja żona – Bronisława.

 

Żona? To musiał pan przed ołtarzem stanąć bardzo młodo...

Reklama

To prawda, miałem zaledwie 19 lat. Ale nasza znajomość była dość długa. Poznaliśmy się w Szczytnie, w szkole podstawowej, gdy ja chodziłem do szóstej klasy, a Bronka do siódmej. Później nasze drogi się rozeszły, ale znów spotkaliśmy się w Olsztynie, gdy ona już była w Studium Nauczycielskim, a ja w Liceum Pedagogicznym. Obie szkoły były zlokalizowane w tym samym budynku. A że w Olsztynie nie mieliśmy znajomych, siebie natomiast pamiętaliśmy, to na korytarzu uśmiechaliśmy się do siebie. Z czasem zaczęliśmy rozmawiać i tak dotarliśmy do... ślubu, co nastąpiło krótko po mojej maturze, w grudniu 1956 roku.

 

Ostatecznie oboje pracowaliście w Pasymiu.

I dobrze nam się tam pracowało. Grono było sympatyczne, przyjazne. Założyłem w szkole kółko fotograficzne, bo wcześniej skończyłem roczny kurs w tym kierunku. Zajęcia prowadził pan Orsicz w budynku obecnej szkoły muzycznej.

 

 

Coś z tego okresu szczególnie utkwiło panu w pamięci?

Może jedna taka anegdota... Gdy mój poprzednik, nauczyciel,, którego miejsce zająłem w szkole, przeszedł na emeryturę, podjął jeszcze pracę w gminnej bibliotece. Naprzeciwko tej biblioteki był lokal „Nad Kalwą”. Pan Antoni spędzał w bibliotece z godzinę, a później szedł do tego lokalu i zostawiał bibliotekę otwartą, bez dozoru. Kiedyś zwrócono mu uwagę, że ktoś może ukraść książki. Odpowiedział: „A ja bym się z tego cieszył!”

 

 

 

Czyli czytelnictwo w tamtych czasach kulało jak teraz?

Aż tak to nie. Czytano jednak więcej, chociaż może nie na wsiach, bo więcej czasu zajmowała praca w gospodarstwach.

 

A kiedy przyszedł czas na Szczytno?

Więcej w papierowym wydaniu „Tygodnika Szczytno”.



Komentarze do artykułu

uczeń

Bardzo ciekawy człowiek, fajna osobowość, specyficzny pedagog. Uczył mnie 4 lata w LO w latach 80. Często , bardzo miło go wspominam, chociaż lekko nie miałem. Belfer z krwi i kości. Życzę wszystkim takich nauczycieli, szkoda że odchodzą. Gwardia : Ćwirko, Grad, Kocięcki, Kozaczuk, Szwerecki - to była ekipa.

Napisz

Reklama


Komentarze

  • Ford uderzył w ogrodzenie i budynek, potem dachował. Za kierownicą siedziała 66-latka
    Szacun. Jak ona to zrobila???

    Bartek


    2026-08-06 04:51:17
  • Informacja Burmistrza Miasta Szczytno
    pani sylwia jaskolska prosze podac zaslugi pana poukord a krzysztofa

    wojt jaskol stasiek


    2026-08-04 21:46:50
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Felieton wpisujący się w narrację głównego nurtu, mający niewiele wspólnego z rzetelną oceną, ale wiele z propagandową papką. \"Najpierw pojawia się pogardliwe słowo...\"? A może jednak najpierw pojawia się przyczyna, a pogardliwe słowo jest skutkiem (podobnie jak zmiana wektora polskiej gościnności)? Do tego nie potrzeba żadnych fałszywych wiadomości, wystarczą fakty. W ciągu 2,5 roku \"nasi goście\" popełnili 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw. Do tego dochodzą pewnie tysiące drobniejszych, niezgłoszonych incydentów, roszczeniowość i niestety zbyt często, brak jakiejkolwiek wdzięczności. Stwierdzenie, że \"Polska jest liderem\" to kolejna propagandowa teza nie mająca wiele wspólnego ze smutną rzeczywistością. Fakty to PKB per capita (nominalne)-47 miejsce na świecie, rekordowe tempo przyrostu zadłużenia, zdemolowana służba zdrowia, rosnące bezrobocie, jedne z najwyższych (w stosunku do zarobków) ceny paliw i energii i rozbrojona armia \"lidera\". Tymczasem wmawia się nam, że największym problemem w kraju jest facet, który zwyzywał bezczelne gówniary nie potrafiące się zachować w autobusie, albo emeryt, który przyłożył laską chcącej go okraść Ukraince. Niestety właśnie w tę narrację wpisuje się autor.

    W. Nosowicz


    2026-08-04 20:31:03
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Szanowny autorze. Nie uważam, że pamięć o zbrodniach z przeszłości jest stratą czasu. Narody nie budują trwałych relacji na przemilczeniach, lecz na prawdzie. Nie można oczekiwać od Polaków obojętności wobec gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ich rodakach. Dbanie o przyszłość i rozliczenie historii nie wykluczają się. Możemy wspierać Ukrainę w obliczu dzisiejszych zagrożeń, jednocześnie domagając się szacunku dla pamięci ofiar. To nie jest działanie przeciwko Ukrainie, lecz działanie na rzecz uczciwego pojednania. Bez prawdy nie będzie trwałego zaufania między naszymi narodami.

    XxX


    2026-08-04 17:21:57
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    W każdym wpisie musi być o PISie. Ludzie mają różne hobby, ale Sz.P. Wiesław lubuje się w Pisie. Czy ten PiS jest teraz z Panem w pokoju? Jeśli tak to który?

    Waldemar


    2026-08-03 18:39:39
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    \"ruska rakieta\"?, widzę że elokwencji nie po drodze z mądrością - ruskie są tylko pierogi, szanowny Panie. Na szczęcie ta rakieta, w przeciwieństwie do tej którą wystrzelili Ukraińcy, nikogo nie zabiła i była precyzyjnie wycelowana w sam środek pola. Jeżeli tę rakietę fatycznie wystrzelili Rosjanie to właśnie udowodnili światu że Polska jest całkowicie bezbronna, bo systemy walki powietrznej zostały oddane Ukrainie...zaś brak reakcji NATO, USA i Europy dobitnie udowadnia, jak głęboko mają na w doopie. Teraz wisienka, alarm ogłoszono 5 minut po eksplozji rakiety, myślałem że taki alarm uruchamia się przed atakiem, a nie po. Teraz walnij pan porządnie w zakutą pałę premiera Von Tfuuuska, on nawet nie potrafi odróżnić pocisku balistycznego od rakiety manewrującej.

    Polak


    2026-08-03 16:17:07
  • Zintegrowany Plan Inwestycyjny w Pasymiu. Ruszają konsultacje społeczne
    A na prosty język, to co tam będzie na tych działkach?

    .


    2026-08-03 15:09:16
  • „Pani Asiu, czemu pani nie ma?”. Joanna Pusta w finale Listonosza Roku
    Widziałem filmy pokazujące,że Pani Asia robi naprawdę dobrą robotę. Polecam.

    Andrzej


    2026-07-31 12:18:42
  • Nie lubię stać w miejscu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham florystykę.
    Stac w miejscu?

    Jan


    2026-07-31 09:18:39
  • Jerzy Niemczuk: Kiedy nienawiść wchodzi na ambonę
    Czy to ten Pan co w latach 2020-2021r paradował z czarną maseczką z pomarańczowym piorunem? Szukałem jakiegoś zdjęcia, ale chyba wszystkie usunął.

    nikoś


    2026-07-30 11:10:01

Reklama