Młodzi mieszkańcy miasta zapewne zwrócili uwagę na starszego, wysokiego pana, który niezmiennie od dziesięcioleci rankiem wędruje do sklepu przy ul. Odrodzenia po pieczywo, później z raz czy dwa jeszcze się pojawia, również z niewielkimi zakupami i spacerkiem wraca do domu. Starsi w znakomitej większości mów...
Młodzi mieszkańcy miasta zapewne zwrócili uwagę na starszego, wysokiego pana, który niezmiennie od dziesięcioleci rankiem wędruje do sklepu przy ul. Odrodzenia po pieczywo, później z raz czy dwa jeszcze się pojawia, również z niewielkimi zakupami i spacerkiem wraca do domu. Starsi w znakomitej większości mówią mu „dzień dobry”, bo wiedzą, znają i pamiętają. Bogusław Palmowski ma za sobą kilkadziesiąt lat tworzenia historii Szczytna. Pracował w kilku firmach i instytucjach, w tym także przez 6 lat pełnił funkcję naczelnika miasta czyli takiego wcześniejszego burmistrza. To funkcja polityczna, a mimo to Bogusław przez całe życie od polityki próbował stronić, rozwijając swoje dwie pasje: turystykę i rekreację sportową oraz rozwiązywanie krzyżówek. Jak zmieniło się Szczytno? Co było, co jest i co może lub powinno wrócić? W rozmowie spróbujemy na te pytania odpowiedzieć.
Przed laty już taką rozmowę prowadziliśmy, o czym ja nie pamiętałam, a ty owszem. Nie zawadzi jednak kilka faktów przypomnieć. Pochodzisz z Wielkopolski...
Dokładnie z Poznania, z samego jego centrum. Urodzony w środku wojny. Pierworodny syn w rodzinie religijnej i patriotycznej. Szczególnie dziadkowie dbali o moje wychowanie i edukację, a wcześniej o wykształcenie własnych dzieci. Dość rzec, że moja matka posługiwała się czterema językami, w tym greką i esperanto.
Poznałeś te języki też?
Niestety nie. Ja uczyłem się w latach powojennych, a wtedy pewne umiejętności już nie były dzieciom potrzebne. Tak przynajmniej uznała „góra”. Nie uczono języków tzw. martwych, przynajmniej nie powszechnie, młodzi nie brali lekcji muzyki, nie byli kształceni w poznawaniu piękna sztuki. Pełen pragmatyzm. Zaczęły powstawać PGR-y, spółdzielnie itp., a do kolektywizacji gra na fortepianie nie była potrzebna. Zresztą okres powojenny, to przede wszystkim gruzy i odbudowa i każdy chyba, kto mógł, po prostu robił to, co było trzeba czy też, co mu kazano i na finezję nie było miejsca. Lata dzieciństwa spędziłem w niewielkim miasteczku o nazwie Kostrzyń, na samej granicy, niemal zupełnie zburzonym. Miało ono wówczas może ze 3 tysiące mieszkańców, w różnych sytuacjach życiowych pilnowanych przez oddziały wopistów, jak to na granicy. Każdy, kto wtedy chciał do Kostrzynia przyjechać, musiał mieć specjalną zgodę. Później, gdy już uczyłem się w Gorzowie Wielkopolskim i przyjeżdżałem do domu na weekendy, pociąg był zawsze obstawiony wojskiem, a wszyscy pasażerowie skrupulatnie kontrolowani.
Następnie studia ekonomiczne...
Chciałem zostać dyplomowanym geodetą, ale fizyka nie była moją mocną stroną. Zostałem więc, według współczesnego nazewnictwa – marketingowcem. I pisałem bardzo ciekawą pracę magisterską na temat: „Struktura spożycia napojów alkoholowych w latach 1955-1964 w powiecie konińsko-tureckim”. W skrócie powiem, że ulubione trunki w tych czasach nie były nazbyt szlachetne, a moim promotorem był Zdzisław Krasiński, późniejszy minister, który do historii chyba przejdzie dzięki obiecywanym ciepłym bułeczkom.
A na Mazury kiedy?
Kilka lat później. Za żoną, która przyjechała tu do pracy w przetwórni „Las”. To było dokładnie w 1969 roku. Najpierw pracowałem w „Lenpolu”, byłem członkiem Spółdzielni Spożywców, śpiewałem w męskim kwartecie. Jako delegat „Lenpolu” byłem członkiem komisji planowania gospodarczego, a później zostałem jej szefem, a tym samym urzędnikiem.
Ta komisja to co to?
Wydział w ratuszu 4-osobowy i 8 osób (w tym ja) do społecznego opiniowania. Trzeba pamiętać, że to był rok 1973. W Szczytnie władzą główną było tzw. Prezydium Powiatowej Rady Narodowej z bardzo szerokim zakresem kompetencji. Istniało też Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, miało swoją siedzibę nie w ratuszu, ale w budynku przy ul. Andersa (kiedyś Jarzębowskiego), w którym później była komenda policji. Te władze miejskie wtedy za wiele do roboty nie miały. Było odwrotnie niż teraz. Zmieniło się to w 1975 roku, gdy powiaty zostały zlikwidowane. W każdym razie ta komisja planowania gospodarczego opiniowała wszystkie propozycje dotyczące inwestycji na terenie powiatu. Dotyczyło to głównie budowy nowych zakładów pracy czy rozwoju istniejących, a przede wszystkim ich produkcji. Wtedy tworzone były plany rozwoju poszczególnych gmin, a my je opiniowaliśmy. Poparcie komisji miała budowa różnych sieci energetycznych, gospodarstwa rolnego w Stachach i inne podobne. W każdym razie to było takie zajęcie, które dawało ogromną wiedzę o wszystkim w powiecie: gdzie co jest, jak działa, czy i ile produkuje, czy i kiedy będzie się zmieniać, rozbudowywać itp. Miałem nawyk gromadzenia takich danych i w swoim archiwum domowym mam mnóstwo notatek, wyliczeń, zapisków z tamtych lat. Jak zlikwidowano powiaty, zostałem zastępcą naczelnika miasta, a w 1977 – naczelnikiem. Jedną z pierwszych uroczystości, w jakich wówczas uczestniczyłem, było otwarcie „Unimy”
No właśnie. Musiałeś mieć więc swój udział w tym, że ten zakład został w Szczytnie zbudowany.
Trochę się to odbyło tak „kuchennymi drzwiami”. Nie było zgody władz wojewódzkich, ale była chęć budowy i decyzja warszawskiej centrali „Unitry”. Budowa zakładu się rozpoczęła pod lekko fałszywym szyldem, jako zaplecze dla Terenowego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, którego dyrektorem był wtedy Janusz Jastrzębski. Budowa była poza planem, a więc na poły „nielegalnie”. Po pół roku wszystko wyszło na jaw i się wyprostowało.
Dlaczego akurat w Szczytnie? Tu nie było żadnych tradycji przemysłowych, żadnego związku z tą branżą.
Główną przyczyną był nadmiar siły roboczej w mieście. Rotacja pracowników w firmach była ogromna, bo trzeba było wykazywać, że nie ma problemów z pracą. W socjalistycznej gospodarce nie istniało pojęcie bezrobocia. Ono jednak było i głównie po to, by zapewnić ludziom pracę, której w rzeczywistości brakowało, wybudowany został ten zakład.
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41