W Szczytnie rusza budowa nowej siedziby powiatowej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej — miejsca, które od lat daje nadzieję dzieci i rodziców. Dla dyrektor Gabrieli Woźniak, po 20 latach pracy i walki o godne warunki, w końcu nadchodzi moment, który nazywa „spełnieniem zawodowego marzenia”. Bo — jak mówi — poradnia to nie budynek. To miejsce, gdzie dzieci uczą się znowu mówić, ufać i wierzyć, że ktoś je słyszy.
Po tylu latach zarządzania placówką doczeka się Pani nowej siedziby. Cieszy się Pani?
Tak, ogromnie. To będzie takie zwieńczenie mojej pracy dyrektorskiej. Minęło już dwadzieścia lat, odkąd kieruję poradnią, i przez cały ten czas powtarzałam, że potrzebujemy nowej lokalizacji. Co mogliśmy, to zrobiliśmy — zaczynaliśmy od połowy parteru, dziś mamy cały budynek. Ale wciąż było to miejsce nieprzystosowane do naszych potrzeb. Przypomnę, że poradnia miała wiele adresów — zaczynała w latach sześćdziesiątych od jednego pokoju w urzędzie skarbowym, później mieściła się przy ul Konopnickiej, tam gdzie dziś jest Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. Budynek był niefunkcjonalny i niedostosowany dla osób z niepełnosprawnościami. A początki? To był jeden pokój i może dwóch specjalistów – pedagog i doradca zawodowy.
Dziś to już zupełnie inna skala. Ilu pracowników liczy poradnia?
Dwadzieścia dziewięć osób. I każda ma pełne ręce pracy. Kiedy zaczynałam, po studiach, nie mogłam się dostać do pracy w poradni, bo była obsadzona – jeden psycholog, jeden pedagog, jeden logopeda. Wtedy też potrzeby były inne, mniejsze. Zaczynałam w Myszyńcu, bo mieszkam w Dąbrowach.
Co się zmieniło przez te 20 lat? Dlaczego dziś tylu młodych ludzi potrzebuje wsparcia psychologa czy pedagoga?
To złożone. Z jednej strony, kiedyś mieliśmy dzieci neurologicznie zdrowsze. Nie było tylu dysharmonii rozwojowych, zaburzeń komunikacji. Z drugiej – zmienił się styl życia. Kiedyś dzieci biegały po podwórkach, uczyły się przegrywać, walczyć o miejsce w grupie. Były rodziny wielopokoleniowe, relacje. Dziś siedzą w domach z telefonem w ręku. Mnie najbardziej niepokoi ten brak relacji. Dziecko w poczekalni ma telefon, rodzic też. I ta cisza. Trudno nauczyć komunikacji przez ekran. Jeśli czterolatek spędza pięć godzin dziennie przy bajkach, to kiedy rodzic z nim rozmawia?
Nowoczesność miała ułatwiać życie, a często odbiera bliskość.
Dokładnie. Postęp sam w sobie nie jest zły, tylko nie umiemy z niego mądrze korzystać. Pandemia też zrobiła swoje – nauka zdalna, brak kontaktu z rówieśnikami. Teraz widzimy konsekwencje: trudności emocjonalne, społeczne, problemy z koncentracją.
Kogo właściwie obejmuje pomoc poradni?
Zajmujemy się dziećmi od urodzenia aż do końca edukacji, a w przypadku osób z niepełnosprawnościami – do 24. roku życia. Bywają u nas niemowlaki, nawet ośmiodniowe. Rodzice przychodzą z pytaniami o karmienie, odruchy, rozwój. Mamy neurologopedów, którzy doradzają, jak wspierać dziecko od pierwszych dni życia.
Jakie obszary są dziś najtrudniejsze?
Ogromnym wyzwaniem jest wzrost liczby dzieci z opóźnionym rozwojem mowy i problemami komunikacyjnymi. Coraz częściej trafiają też do nas maluchy z podejrzeniem spektrum autyzmu. Trudno je zdiagnozować, a od naszych opinii zależy, czy rodzice będą mogli skorzystać z bezpłatnego wsparcia. Mamy też coraz więcej dzieci zagrożonych niedostosowaniem społecznym. Wydajemy orzeczenia nawet dla pierwszoklasistów. To naprawdę bolesne.
W jaki sposób wspieracie rodziców i nauczycieli?
Prowadzimy szkołę dla dobrych rodziców – dla tych, którzy mają dzieci z ADHD. Zainteresowanie jest ogromne. Organizujemy też treningi zastępowania agresji dla nauczycieli i pedagogów. Spotykamy się co tydzień przez kilka miesięcy i uczymy, jak reagować, jak rozmawiać, jak nie tracić nadziei. Poradnia ma być miejscem dla najtrudniejszych przypadków. Szkoły mają swoich psychologów, pedagogów i logopedów, by reagować od razu, a my wkraczamy, gdy potrzebna jest głębsza diagnoza lub terapia.
Ilu osobom rocznie udzielacie pomocy?
Około dwóch tysięcy. To bardzo różne formy wsparcia – od terapii logopedycznych po diagnozy i doradztwo dla rodziców.
Skąd tak duża kadra?
Bo jako jedni z pierwszych w województwie – a może i w Polsce – już w 2007 roku zaczęliśmy realizować program wczesnego wspomagania rozwoju dziecka. Dzięki temu zatrudniliśmy więcej specjalistów i objęliśmy opieką dzieci od urodzenia. Od tego samego roku prowadzimy też program rządowy „Za życiem”, wspierający rodziców dzieci zagrożonych niepełnosprawnością. W tym programie mamy około 70 rodzin. To ogromna praca, ale też sens tego, co robimy – bo te maluchy, którymi zajmujemy się dziś, będą lepiej przygotowane do szkoły i życia.
Najważniejsze pytanie: kiedy ruszy budowa nowej siedziby?
Zakończenie budowy planowane jest na lipiec 2027 roku. Nowy budynek stanie tuż za internatem, kilka metrów dalej od obecnej siedziby. Będzie większy – ponad 800 metrów kwadratowych wobec dzisiejszych 600.
Co się zmieni w nowym miejscu?
Przede wszystkim funkcjonalność. Będziemy mieć profesjonalne sale rehabilitacyjne, sale do zajęć grupowych, salę konferencyjną do spotkań z nauczycielami i rodzicami. Teraz wszystko odbywa się w jednym pomieszczeniu – wynosimy ławki, ustawiamy krzesła, przenosimy sprzęt. W nowym budynku wszystko będzie przemyślane od początku.
Brzmi jak ogromna ulga. A emocjonalnie?
To będzie spełnienie marzeń. Ale też symbol – po latach walki o warunki pracy i o dzieci, które potrzebują spokoju, terapii, zrozumienia. Praca w poradni daje radość, ale też dużo kosztuje. Do nas nikt nie przychodzi z radosną wiadomością. Każda historia to jakiś problem, dramat, czasem bezradność. A my musimy mieć w sobie siłę, by pomagać, nawet jeśli na wizytę trzeba czekać.
Czyli cierpliwość to część terapii?
(śmiech) Można tak powiedzieć. W wakacje mamy tylko diagnozy i wydawanie dokumentów – to czas priorytetowy, bo od tego zależy, czy dziecko od września pójdzie do szkoły. Od maja do sierpnia nie ma przerw, nie ma urlopów. Ale jeśli się widzi, że dziecko po kilku miesiącach terapii mówi, uśmiecha się, radzi sobie – to wszystko ma sens.
A kto ten Wilczek, że aż taki artykuł o niej m piszą?
Rafał
2026-06-17 16:58:24
Ten człowiek ma zdolności do likwidacji i zamykania
Bodzio
2026-06-17 09:21:02
Te Spaliny sławne ze złej strony . Wczesniej pedofila złapali , teraz 3, 8 promyka. Szofer
konrado
2026-06-16 22:12:28
Uuuu to w restauracji grota pewnie szambo wybija że zmywarki
Mieszkaniec
2026-06-16 21:22:40
Dzień dobry Państwu. No wreszcie ktoś odważył się powiedzieć to głośno! Pani Radna Malwina Prusińska słusznie „męczy” odpowiednie osoby o temat Dworca PKS, bo — nie oszukujmy się — ten plac wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tam w 1981 roku i od tamtej pory nikt nie miał odwagi tam zajrzeć. Wstyd to mało powiedziane. Nie wiem, czy Pan Michał Trusewicz faktycznie był na tym dworcu osobiście, czy tylko widział go na zdjęciu z satelity, ale skoro już rozmawiamy o transporcie, to mam kilka pytań, które aż proszą się o odpowiedź. Może jakaś kompetentna osoba z ratusza pochyli się nad tym postem — choćby na tyle, żeby nie dostać skurczu pleców. Do rzeczy: 1) Kto wydał pozwolenie dla przewoźników EGER, IKEA i całej reszty floty kosmicznej na parkowanie na parkingu przy Andresa/Lipperta? Bo wygląda to jak prywatny terminal lotniczy, tylko bez samolotów. 2) Czy właściciele tych pojazdów płacą za parkowanie? Pytam, bo parking wygląda jak powierzchnia Marsa po gradobiciu — kratery, jeziora po deszczu i dekoracje w postaci pustych butelek. NASA mogłaby tam kręcić dokument o terraformacji. 3) Dlaczego te autobusy jeżdżą przez Lipperta? Mieszkańcy mają tam survival na co dzień, a przejście przez ulicę to jak gra w „Froggera” na poziomie hard. 4) Co z autami lokalnego zbieracza skarbów? Pan został przegoniony spod Starostwa, więc przeniósł się na parking i dalej parkuje swoje rydwany pełne… powiedzmy: „kolekcji”. Czy naprawdę nie ma sposobu, żeby zakończyć tę epopeję? 5) Czy Straż Miejska lub Policja może tu zareagować? W końcu to centrum miasta, a nie strefa wolnego handlu i dowolnego parkowania. 6) I na koniec — hit sezonu. Pseudo‑przystanek na Pasymskiej, vis‑à‑vis Biedronki, na drodze krajowej 53. Autobusy zatrzymują się na jezdni, zatoki brak, linie ciągłe jak mur chiński — wyminąć się nie da, więc rano korek jak w Warszawie, tylko bez metra. Zgodnie z przepisami decyzję o lokalizacji przystanku wydaje zarządca drogi, czyli GDDKiA (albo miasto, jeśli ma zgodę). No i pytanie: kto uznał, że to dobre miejsce? Bo wygląda to jak żart, tylko nikt się nie śmieje.
MilczącyMyśliciel
2026-06-16 14:58:26
Brawo, Kaiser Wilhelm II lubi to!
Klasyk
2026-06-16 14:27:07
Na kolejowej mapie Warmii i Mazur właśnie dzieje się coś, czego mieszkańcy Wielbarka nie widzieli od ponad trzech dekad. Po 34 latach pociągi Intercity znów zatrzymają się w ich miejscowości. - Gwoli sprostowania - spółka PKP IC powstała w 2001 r, więc Wielbark nie mógł czekać na jej pociągi 34 lata
wolf
2026-06-16 11:08:10
gratuluję szczycieńskiej policji brawurowej akcji, teraz czuję się bezpieczniej
20 porcji dilerskich
2026-06-16 10:11:23
Podoba mi się zaproszę żonę na wycieczkę .
Franek66
2026-06-15 07:49:34
Tak to jest, jak brzegi zabudowane. Jezioro ok, ale bylam raz i nigdy więcej.
Gabi
2026-06-14 19:30:23