Niedziela, 2 Sierpień
Imieniny: Jarosława, Justyny, Nadziei -

Reklama


Reklama

„Doprawiałyśmy we trzy”. Tak powstała kiszka z Linowa, która wygrała gminny konkurs


Ziemniaki z własnego pola, boczek, cebula, sól, pieprz i odrobina kaszy manny. Bez jajek, bez gotowych mieszanek i bez jednego „szefa smaku”. Zwycięską kiszkę ziemniaczaną przygotowały wspólnie Bogumiła Tabaka, Ewa Zera i Jadwiga Pyć z Linowa. Ich danie wygrało pierwszy gminny konkurs i – jak oceniano – zbliżyło się do smaku kiszki sprzed pół wieku. O tym, co zdecydowało o zwycięstwie, rozmawiamy z Bogumiłą Tabaką.



Dlaczego właśnie wasza kiszka wygrała? Podejrzewam, że zdecydowało doprawienie. Nie używamy wielu składników. Dajemy sól, pieprz, czosnek i cebulę. Najważniejsze są proporcje i to, żeby smak był wyważony.

 

Kto przygotował zwycięskie danie?

Robiłyśmy je we trzy: Ewa Zera, Jadwiga Pyć i ja. Każda miała swój udział. Jedna próbowała, druga dodawała pieprzu, trzecia pilnowała soli.

 

Czyli nie było jednej osoby, która podejmowała ostatnią decyzję?

Nie. Doprawiałyśmy wspólnie. Jednej było za mało soli, drugiej za mało pieprzu. Kiedy trzy osoby próbują, łatwiej znaleźć smak, który pasuje wszystkim.

 

Od czego zaczyna się przygotowanie kiszki ziemniaczanej?

Od ziemniaków. Najlepiej własnych. Trzeba je zetrzeć, a potem odlać część wody, która zbierze się w masie. Nie można odcisnąć wszystkiego, bo kiszka wyjdzie sucha.

 

Co trafia do startych ziemniaków?

Podsmażony boczek z cebulą. Podczas tarcia dodajemy też surową cebulę. Potem sól, pieprz, czosnek i trochę kaszy manny. Jajka nie dodajemy.


Reklama

 

Kasza manna ma utrzymać masę?

Tak, ale nie może jej być za dużo. Ma pomóc, a nie zmienić kiszkę w zwartą bryłę. Ziemniak nadal musi zostać głównym składnikiem.

 

Zdradza pani cały przepis. Nie boi się pani konkurencji?

Nie. Same składniki nie wystarczą. Trzeba jeszcze wiedzieć, ile czego dodać, jak długo piec i kiedy wyjąć. No i liczy się serce.

 

Od dawna robicie kiszkę razem?

Nie. Wcześniej nie przygotowywałyśmy jej regularnie w domu. Zaczęłyśmy robić ją na konkursy. Za pierwszym razem w GOK-u zajęłyśmy drugie miejsce. Teraz udało się wygrać.

 

Wójt porównywał waszą kiszkę do tej, którą pamięta sprzed około 50 lat. To duży komplement?

Bardzo duży. Taki smak trudno dziś odtworzyć, bo zmieniły się ziemniaki, mięso i inne produkty. Dawna kiszka była też mocniej przypieczona, miała chrupiącą skórkę.

 

Da się uzyskać taką skórkę w obecnych warunkach?

Da się, ale trzeba uważać. Jeżeli piecze się za długo, kiszka może pęknąć. Trzeba znaleźć moment, kiedy góra jest już przypieczona, a środek pozostaje miękki.

Reklama

 

Próbowała pani tej dawnej kiszki, do której porównywano wasze danie?

Tak. Smak był bardzo podobny. Tamta była chyba bardziej chrupiąca z góry, ale samo doprawienie i masa przypominały to, co zrobiłyśmy.

 

Co w takim razie jest ważniejsze: przepis czy produkty?

Jedno i drugie. Można mieć dobry przepis, ale jeśli ziemniaki mają dużo wody albo boczek nie daje smaku, efekt będzie inny. Trzeba patrzeć na masę i reagować w trakcie.

 

Macie już plan na kolejny konkurs?

Najpierw trzeba się nacieszyć tym zwycięstwem. Przepisu raczej nie będziemy zmieniać. Skoro zadziałał, lepiej go pilnować niż poprawiać na siłę.

 

Czy po wygranej kiszka z Linowa stanie się miejscową specjalnością?

Mogłaby. Najważniejsze, żeby ktoś chciał ją dalej robić. Takie potrawy znikają wtedy, gdy przestajemy je przygotowywać. My pokazałyśmy, że z kilku zwykłych składników można jeszcze odtworzyć smak, który ludzie pamiętają sprzed lat.

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama