Jeszcze nie wiedział, że kolejne pięć lat spędzi w niewoli na Mazurach. Najpierw musiał przetrwać piekło niemieckich nalotów we Francji. Gabriel Noury opisuje bombardowania, odwrót armii francuskiej i chwile, gdy przez pięć godzin krążył wokół jednego drzewa, uciekając przed ogniem samolotu. W drugim odcinku cyklu „Diem Perdidi” publikujemy kolejną część niezwykłego pamiętnika, odnalezionego po latach w Rańsku przez Tomasza Bojanowskiego.
DIEM PERDIDI #2
„Diem perdidi” – to właśnie powtarzałem sobie ze smutkiem każdego wieczoru: „dzień stracony”.
Oto relacja z pięciu długich i bolesnych lat niewoli w Rańsku w Prusach Wschodnich, niedaleko granicy z Litwą i Rosją (17 maja 1940 – 19 maja 1945). Wojna lat 1939–1945, która pochłonęła 49 milionów istnień ludzkich, dzieli się dla mnie na dwie części.
Część pierwsza: Właściwa wojna (2 września 1939 – 17 maja 1940)
Był to czas okrutnej rozłąki z rodziną i bliskimi oraz życia w stanie niemal dzikim – w szczerym polu, z noclegami na strychach w sianie. Przemieszczaliśmy się, podobnie jak moi koledzy, pieszo, dźwigając na plecach ciężki ekwipunek: plecak, karabin i amunicję. Jako „woltyżer” (strzelec wyborowy/piechur) w 125. Pułku Piechoty musiałem trzymać się jak najbliżej wroga, by go obserwować i ruszać do ataku jako pierwszy. Nic pociągającego!
Zmuszano nas do wycinania lasów na wysokości jednego metra (co rzekomo miało powstrzymać czołgi) oraz kopania głębokich okopów – słowem: wykonywania ciężkich prac, które ogromnie mnie wyczerpywały. Przeszedłem również pobyt w szpitalu w Morhange. Na wschodzie, w pobliżu Forbach, znaczna część mojej kompanii została zdziesiątkowana.
Następnie mój pułk przeniesiono na północ, w okolice Maubeuge. Dostałem przydział do orkiestry i przez pewien czas pełniłem funkcję dobosza. To było prawdziwe szczęście, ponieważ ci, którzy grali na trąbkach lub sygnałówkach, mieli usta „przyklejone” do instrumentów – zima 1939/40 była wyjątkowo surowa, z mnóstwem śniegu i mrozem sięgającym -28°C. Silniki wszystkich naszych ciężarówek pękały od zimna, a my spędzaliśmy całe życie na zewnątrz!
W końcu zostałem przeniesiony do 6. Regimentu Inżynieryjnego (Saperów) jako kreślarz (w mojej książeczce wojskowej pomylono zawód „typografa” z „topografem”!). Musiałem wychodzić w teren, robić pomiary, a potem rysować plany schronów. Ja, który nie miałem o tym zielonego pojęcia... Przyprawiało mnie to o zimne dreszcze, ale nieco naciągając mój talent (!!!), udawało mi się stwarzać pozory.
Na szczęście (?) zostałem „uratowany” przez nagły i brutalny atak armii niemieckich, które od 10 maja 1940 roku zalewały Belgię, kierując się ku Francji i miażdżąc wszystko na swojej drodze. Ludność cywilna uciekała na południe – to był prawdziwy pogrom (z francuskiego: débâcle). Nasze wojska ruszyły do walki. 11 maja 1940 roku wyruszamy o 3:00 rano. Kierunek: Belgia. Maszerujemy aż do Dinant.
W lesie Corenne-Florenne zaatakowały nas eskadry niemieckich samolotów nurkujących. Przez wiele godzin byliśmy bombardowani i ostrzeliwani z karabinów maszynowych.
W poniedziałek 13 maja 1940 roku krążyłem bez przerwy wokół drzewa, aby uniknąć kul. Samolot leciał prosto na mnie; miałem wrażenie, że widzę oczy lotnika, który chce mnie zabić. Gdy tylko przelatywał nade mną, musiałem natychmiast obracać się na drugą stronę pnia, ponieważ maszyna wracała do ataku od tyłu! Trwało to pięć godzin. To piekło wydawało się wiecznością. Mój płaszcz był poszatkowany kulami, ponieważ wystawał poza szerokość pnia. Byłem zlany potem i przerażony – prawie wszyscy znajdowaliśmy się w tej samej sytuacji. Drzewa rosły rzadko i nie miałem żadnego innego schronienia.
Następnego dnia bombardowano nas przez 14 godzin! Stojące obok nas ciężarówki, załadowane pociskami, wylatywały w powietrze, a my chwilami byliśmy wpół zasypani ziemią. Nasze rozbite oddziały, po unikaniu śmierci w każdej minucie, wycofały się ostatecznie do Francji, w stronę Maubeuge.
Źródło: http://clemenceaudupetitmoulin.centerblog.net/6573378-diem-perdidi-2

Mapa Europy z odręcznymi zapiskami Gabriela Noury’ego, przedstawiającej trasę przebytą od maja 1939 do maja 1945 roku: „Wojna 1939-1945: Prawie 6 lat poza domem = 68 i pół miesiąca. Wojna (we Francji) = 8 i pół miesiąca. Niewola (Niemcy) = 55 i pół miesiąca = 17 maja 40 (w Prusach Wschodnich, blisko Litwy). Niewola (Rosja) = 4 i pół miesiąca = 19 maja 45 powrót do Francji, do Marsylii. 21 maja 45 w Angers”. Droga „tam” = czarne punkty Droga powrotna = czerwone punkty
Rodzaj sponsoringu politycznego. Choć w świetle prawa legalny to relikt minionej dawno epoki i w dodatku wątpliwy etycznie. Uważany również przez policjantów za generator \"pełzającego uzależnienia\" policji od lokalnych polityków. Kiedyś - z biedy policyjnej, teraz..?
Robert Częścik
2026-07-22 15:23:37
Czy mini 2se
Tomasz
2026-07-22 13:19:12
ciekawe jak by było w drugą stronę
Renat
2026-07-21 22:02:25
Oni nigdy nie zrozumieją tego, że im bardziej obrażają i pogardzają ludźmi o odmiennych poglądach, im bardziej się wywyższają, uznają się za elity z prawem do dystrybucji szacunku, tym bardziej stają się śmieszni i żałośni.
Szczery Demokrata
2026-07-21 08:19:48
Przecież ten człowiek sam kieruje się nienawiścią do ludzi niepodzielających jego poglądów.
Szczery Demokrata
2026-07-21 06:41:12
Pod wplywem alkoholu moze i nie ale glupoty na pewno. Chcial trafic do mediow to cel osiagnal. Byc moze nawet zaimponowal innym glupolom
Jan
2026-07-21 04:35:38
to jest patologia nienomalnych ludzi do psychiatryka
ollsza
2026-07-20 21:30:22
Ble ble ble...skąd się autorze urwałeś, że takie \"mądrości \" głosisz
Uglybert
2026-07-20 19:35:01
strasznie tendencyjny, krzywdzący artykuł, coraz gorszych wybieracie felietonistów, a szkoda
jędrek
2026-07-20 15:21:51
to jest zboczenstwo nawet zwierzeta nie akceptujaLBGT
bansy
2026-07-20 13:09:03