Codzienność pokazuje, że cechy odziedziczone po rodzicach, uczciwa i wytrwała praca, wsparte wiarą, pozwala osiągać cele, które cieszą i napawają satysfakcją. Wok...
Codzienność pokazuje, że cechy odziedziczone po rodzicach, uczciwa i wytrwała praca, wsparte wiarą, pozwala osiągać cele, które cieszą i napawają satysfakcją. Wokół nas jest wielu wspaniałych ludzi, naszych sąsiadów, których znamy jedynie powierzchownie. Jednym z nich jest Mirosław Basista, muzykujący mechanik ze Świętajna.
Jego miłość do gry wzrastała wraz z nim samym, a towarzyszyły temu wciąż doskonalone umiejętności. - Kiedy miałem 14 lat zagrałem na moim pierwszym weselu. Grający na klawiszach muzyk musiał nagle wyjechać i ja zająłem jego miejsce. Byłem dumny i zafascynowany. Sam zespół chyba mnie trochę polubił, gdyż zapraszano mnie potem wiele razy na wspólne próby. Był to dla mnie nieoceniony czas – dobra szkoła muzycznego warsztatu – kontynuuje wspomnienia pan Mirosław.
Godne uwagi jest zrozumienie i pomoc ze strony taty, pana Henryka, który widząc umiejętności i zamiłowanie syna, wspierał je, podając bardzo rozsądnie pomocną dłoń. Otóż kiedy okazało się, że syn doskonale poradził sobie grając na weselu i mówił o tym pełen przejęcia, tata kupił mu organy z perkusją. Testem na miłość do gry dla młodego Mirka były dwie noce przestane w kolejce przed sklepem muzycznym w Olsztynie za tym instrumentem. Instrument ważył 52 kg. - Kupiliśmy dwie kolumny po 450 W i wzmacniacz Elektron 100. Był to początek warsztatu ,,samograja” – opowiada pan Mirosław.
Mądrość ojca i plany wobec syna widać też we wspólnej decyzji, aby młody muzyk ugruntował wiedzę poprzez naukę w Szkole Muzycznej w Olsztynie. - Zamieszkałem w internacie Szkoły Muzycznej. W ciągu dnia uczyłem się na mechanika samochodowego, po południu w Państwowej Szkole Muzycznej. Nowe techniki i większa wiedza sprawiły, że zacząłem grać na weselach. Na początku grałem i śpiewałem sam. Po kilku latach gry nawiązałem współpracę z Ewą Małż ze Świętajna, która była wokalistką. Nasza wspólna przygoda z muzyką trwała 8 lat. Po tym przyszedł czas refleksji nad życiem i pytanie co dalej, może warto coś zmienić? Nie grałem przez rok. Tęsknocie za muzyką towarzyszyły rozterki i wątpliwości. Bardzo ważna była i jest dla mnie moja rodzina - moja żona i dzieci. Chciałem, aby czuły i widziały swojego męża i ojca obok siebie. Powróciłem do gry dzięki wsparciu żony Marty. Poznaliśmy się w 1992 r. Nasz ślub był w 1994 r. Jesteśmy szczęśliwymi rodzicami czworga dzieci. Najstarsza córka - Daria jest już samodzielna i pracuje w Spychowie. Paweł jest uczniem szkoły mechanicznej w Rozogach. Zuzia uczy się w Gimnazjum w Świętajnie, a Maciej to uczeń II klasy Szkoły Podstawowej w Świętajnie. Żona, widząc moje rozterki i tęsknotę, zaproponowała powrót do muzyki. I tak powróciłem, a obok mnie nowa wokalistka, później następna. Dziś moją partnerką jest Magda Golon. Oprócz wesel gramy na imprezach okolicznościowych, imieninach oraz rocznicach ślubu. Gra była i jest dla mnie zawsze możliwością bezpośredniego uczestnictwa w ludzkim szczęściu. Mam możliwość być razem z ludźmi, którzy świętują i pogłębiając atmosferę radości, cieszyć się wraz z nimi” – opowiada Mirosław Basista.
Tak narodziła się w ciekawym człowieku dusza muzyka, ale codzienny chleb i obowiązki utrzymania rodziny wiążą się z koniecznością posiadania stałego źródła utrzymania. Druga dusza młodego Mirka czekała na niego w rodzinnym domu. Do obsługi produkcji pieczarek i prowadzenia gospodarstwa rolnego rodzina Basistów wykorzystywała własne samochody i ciągniki, które też we własnym zakresie naprawiano. - W naszym warsztacie było wszystko. Jako dziecko z wielkim zainteresowaniem przyglądałem się, jak naprawiają stara lub ciągnik. Bardzo chciałem wiedzieć, jak działają silniki, skrzynie biegów czy inne układy mechaniczne. To było ciekawsze niż piłka i wraz z graniem wypełniało całe moje życie. Przerabiałem rowery na terenowe, budowałem gokarty i wiecznie coś majsterkowałem, podpatrując starszych. Kiedy miałem 9 lat dostałem gokarta, dwa lata później motorynkę – opowiada mechanik samochodowy Mirosław Basista. Z wyborem szkoły nie było problemu, tak samo jak z założeniem własnego warsztatu. Warsztat wyposażyli rodzice i 1.5 roku był on w ich garażu. - Największą radością dla mnie jako mechanika jest ten dźwięk pracującego prawidłowo silnika, to wrażenie, jakie powstaje, kiedy uda się przywrócić sprawność starszego pojazdu” – opowiada o swojej pasji pan Mirosław.
Szczęśliwy człowiek, któremu los pozwolił robić dokładnie to, co chciał, nie jest jednak wolny od trosk. - Niepokoi mnie przyszłość mojej rodziny. Rosną opłaty i koszty utrzymania, w naszych portfelach jest coraz mniej pieniędzy. Nie mamy pomysłu na dobre jutro dla naszych dzieci. Jestem mechanikiem i naprawiam coraz starsze samochody. Wielu moich klientów nie stać na nowe części, potrzebują samochodu, aby pracować, jest im niezbędny, a pieniędzy nie zawsze wystarcza na remont. Dziś zapewnienie w miarę godnego życie rodzinie jest nie lada wyzwaniem. Nie mam wygórowanych potrzeb, ale chciałbym widzieć moje dzieci radzące sobie w życiu, tu obok nas, bez konieczności migracji. Żyć tak, aby nie martwić się o jutro, móc pomagać ludziom i być szczęśliwym – mówi zatroskany mąż i ojciec rodziny.
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41