Gdzie jest gospodarz? – felieton Romana Żokowskiego
Jako stary kopacz szmacianki i kibic piłkarski, w ostatni weekend odwiedziłem stadiony w Pasymiu i Szczytnie. Jak się okazało, odwiedziłem chyba dwa różne światy. Chcecie wiedzieć dlaczego? To czytajcie dalej.
Roman Żokowski
Sobota, dzień wolny, ładna pogoda więc postanowiłem pokibicować Błękitnym Pasym w starciu z liderem rozgrywek Polonią Lidzbark Warmiński. Mecz zapowiadał się nieźle pod względem sportowym, bo nie często można oglądać lidera rozgrywek. Tuż po wejściu na stadion zauważyłem liczną i głośną grupę kibiców Polonii. Mieszanka młodych i starszych osób, z której ta młodsza część zabijała nerwowość meczową wzmocnioną wodą mineralną.
Piłkarze ruszyli do boju i zaczął się żywiołowy doping, oczywiście kibiców Polonii. Muszę przyznać, że grupa mile mnie zaskoczyła. Sami nazywali siebie „kulturalnymi kibicami” i faktycznie takowymi byli. Przyśpiewki i okrzyki nikogo nie gorszyły, a i wszelkie butelki po wodzie mineralnej czy też inne opakowania lądowały w koszu. Pełna kultura jak na „kulturalnego kibica” przystało. Szkoda tylko, że piłkarze swoim poziomem gry nie dopasowali się do kibicowskiej oprawy. Błękitni grali wolno i bez koncepcji i nie lepiej prezentowała się Polonia. Zresztą wynik 0:1 dla Polonii odzwierciedla nudę, którą wiało na boisku. Oceniając ten mecz, to duży plus dla kibiców Polonii i mały plus dla władz Błękitnych za bezpłatny wstęp na mecz.
W niedzielę trochę chłodniejsza aura nie zniechęciła mnie do przyjścia na mecz naszego SKS z Różnowem. Drużyna gości to trzecia drużyna w tabeli, więc zapowiadały się emocje. Byłem też ciekawy, jak wypadnie SKS na tle Błękitnych Pasym i wypadł... blado. I nie chodzi mi tu o piłkarzy, bo ci akurat zagrali o niebo lepiej niż Błękitni i swój mecz zremisowali 1:1, ale chodzi mi o organizację tego meczu. Na wjeździe na stadion płacisz 5 złotych za bilet i 2 złote za wjazd samochodem na teren stadionu, choć przed stadionem przygotowanych parkingów brak.
Przypominam, że u Błękitnych Pasym wstęp był wolny. W Szczytnie, niestety, za oglądanie ostatniej drużyny w tabeli trzeba płacić. Ale nie tylko o pieniądze tu chodzi. Na stadionie brak nagłośnienia, brak spikera, który poinformowałby o składach, a w przerwie zabawiał kibiców. W Pasymiu muzyka towarzyszyła wejściu piłkarzy na murawę, a spiker akurat był aktywny i robił to co do niego należało.
W Szczytnie mi tego zabrakło i tylko wierni kibice nadrabiali brak spikera meczowego. Ale i to jest małe piwo przy tym, co moje oczy zobaczyły. Trybuna do kapitalnego remontu. Chyba od lat 80, oprócz wymiany drewnianych siedzisk na plastikowe, nikt ręki do remontów nie przyłożył. Kruszący się cement, stary drewniany kiosk na środku trybun to relikt z PRL. I najbardziej brakowało mi Pana Janka z miotłą, który zrobiłby porządek na trybunach. Śmieci, łuski od słonecznika, kolki z drzew i rosnące już młode sosny pod siedzeniami, to obraz gospodarowania stadionem. Obraz nędzy i rozpaczy. Podsumowując, w Szczytnie mały plusik dla piłkarzy za wynik i walkę do końca, i trzykilometrowy minus dla włodarzy SKS-u za oprawę, a w szczególności za wygląd stadionu.
Stare powiedzenie mówi, że dobry gospodarz nigdy nie próżnuje. A jak jest w gospodarstwie SKS-u? Najwidoczniej ktoś przysnął i za dwa tygodnie obudzimy się na innym wysprzątanym stadionie. Oby tak się stało.
Roman Żokowski
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

