Psy chcą wychodzić, kiedy są w środku, i wracać, kiedy są na zewnątrz. Z ludźmi bywa podobnie – zwłaszcza gdy chodzi o wolność. Jerzy Niemczuk w swoim felietonie zastanawia się, dlaczego część Europy coraz chętniej marzy o wychodzeniu ze wspólnoty, która przez lata dawała bezpieczeństwo i rozwój.
O wychodzeniu
Wolność dla psów zawsze jest za drzwiami. Albo na zewnątrz, albo wewnątrz. Jak wyjdą, to chcą wchodzić, jak wejdą, to wychodzić. Nie mam na myśli psów miejskich, które tylko jedno wyjście mają i rzadko który chce wracać. Ani kotów, bo z psami żyję całe życie, a z kotami tylko doraźnie. Ale i one miauczą na obie strony.
Z ludźmi jest trochę inaczej, ale podobnie. Kiedy są zniewoleni, chcą się wyrwać i nie marzą o powrocie. Tak było z nami, kiedy żyliśmy za żelazną kurtyną. Wolność była tylko w jedną stronę.
Odkąd nastało Schengen ohne Grenzen, szybko stało się dla kolejnych pokoleń oczywistością.
Polacy zaczęli się rozjeżdżać po świecie. Co prawda nie wszystkich było stać na każdą podróż, ale dla większości była w zasięgu, choćby po to, żeby za nieistniejącą już w praktyce granicą lepiej zarobić albo choćby po to, żeby za najbliższą taniej kupić, żeby potem drożej sprzedać w kraju. Oczywiście była też część, która wyznawała pogląd, że „cudzego nie patrzy”. Ta nie ruszała się z miejsca ze strachu przed nieznanym, obawą, że sobie nie poradzi z powodu nieznajomości obcych języków. Ale im nawet autostrady nie były do niczego potrzebne, skoro się z miejsca nie ruszali.
Jednak ta bezgraniczna wolność przemieszczania, to tylko jedno jej wcielenie. A i ona nie jest bezwarunkowa. Ludzie Europy, którzy uznali, że wiele ich łączy, a niewiele dzieli, bo wyznają wspólne wartości, uznali, że warto sobie nawzajem zaufać.
Kiedy ten projekt okazał się sukcesem, otworzył dla wszystkich państw UE jeden z największych rynków zbytu i wymiany handlowej, a biedniejsze państwa, dzięki wsparciu bogatszych, zaczęły się rozwijać i doganiać te pierwsze poziomem życia, coraz mniej jest poparcia dla zjednoczonej Europy.
Brytyjczycy, którzy nagle uznali, że mają nadmiar rąk do pracy, której sami nie mieli ochoty wykonywać, liczyli, że lepiej wyjdą na brexicie. I się przeliczyli, co można dowodnie stwierdzić. A przecież, kiedy wychodzili, byli zasobnym krajem. To, co miało rozwiązać problemy z zarobkową migracją, stało się samo o wiele większym problemem, z którym nie mogą sobie dotąd poradzić. Ten przykład powinien być przestrogą dla wszystkich krajów nie tak bogatych jak Wielka Brytania. W marzeniach o wsobnej suwerenności zaszyta jest inna skłonność, do odrzucenia krępujących sprawowanie władzy zasad, które uznano wstępując, żeby potem można było czerpać zyski z lokalnej dowolności z ich interpretacji. Stąd nierespektowanie zarówno międzynarodowych traktatów jak i wyroków europejskich trybunałów a nawet własnych konstytucji. Przykład dały Węgry budując złodziejską autokrację, za nimi z kolejce stoi nasz kraj, Czechy i Słowacja. Mieliśmy być szansą, stajemy się obciążeniem dla wspólnoty.
Politycy zapatrzeni w zmierzającego do nieograniczonej władzy i nieobliczalnego Trumpa, mizdrzący się do AfD i zarazem straszący Polaków Niemcami i Francuzami, nie straszą tymi, co trzeba. To dojście do władzy nacjonalistycznych i faszyzujących formacji w tym kraju i we Francji sprowadzi na nas zgubę. One wyznają podobne wartości jak Putin, który je finansuje i wie, robi. Zjednoczona Europa hamuje go przed kolejną agresją. Europa rywalizujących ze sobą egoistycznych ojczyzn to ziszczenie jego marzeń o tej części świata.
Niech wątpiący jego zapytają o program SAFE. Troska opozycji o kolejne pokolenia, które za dziesięć lat będą spłacać pożyczkę jest do szpiku obłudna. Jeśli nie wykorzystamy szansy i zdołamy się dozbroić, to prawdopodobnie kolejne pokolenia nie doczekają zmartwień. Snujący finansowe fantasmagorie prezes NBP, który z deficytu centralnego banku obiecuje wyczarować setki miliardów, jest jak baron Muenchhausen, który twierdził, że się wyciągnął z bagna za włosy. Z tym że, jaki jest Glapiński, każdy widzi. Łysawy. Na głowie też ma deficyt.
Jerzy Niemczuk
Bardzo dobry pomysł. A może tak do każdej trasy jakaś mapka do wydrukowania sobie?
jans
2026-06-09 20:20:57
Widowiskowo wygląda: Plac zabaw dla dzieci w miejscowości Jurgi gm.Pasym. Trawa ma metr wysokości.
Turysta .
2026-06-09 16:59:54
Kim jest Yaugeni Laguna?
2026-06-09 14:15:21
I kto Go teraz zastąpi... Szkoda. Żyć marzeniami, kupić wymarzony obiektyw i nie zdążyć go użyć. Szok.
Jans
2026-06-09 13:07:11
Ciekawe komu zamknięcie tego przystanku przyniesie korzyści...kiedyś nazywano takie coś korupcją.
Polak
2026-06-09 11:10:45
Ale co to za cenzura? Dlaczego Tygodnik wyłączył możliwość komentowania tej sprawy na fejsie? Burmistrz prosił czy pani Dyrektor? To o jednych można pisać a o innych nie można?
Zbynek
2026-06-09 11:06:25
Jaki raj? Ten kto to pisał lub zlecił napisanie, nie ma świadomości o tych szlakach. Te podobno szlaki są słabo oznakowane. Szczególnie jak ktoś nie jest mieszkańcem danego regionu, to może się pogubić. Powinny być poustawiane tabliczki informacyjne jakim kolorem oznaczony jest konkretny szlak. Gdzie jest informacja o tych szlakach? Jeżdżąc od wielu lat po lasach naszego powiatu widzę mało osób, które jeżdżą po tych trasach. Raczej są to osoby które przemieszczają się w konkretnym celu np. nad jezioro. Może dlatego że jest brak informacji.
Rowerzysta
2026-06-09 09:53:37
A czemu Tygodnik wyłączył komentarze na fejsie? Co to za cenzura? Marcin prosił czy pani Dyrektor? To co? O jednych można pisać, a o innych nie wolno??? To jak nie można to i ten artykuł wywalcie.
Zbynek
2026-06-09 08:45:44
Fajnie byłoby zobaczyć trasę na mapce
KAROLINA
2026-06-09 08:09:49
ale JAK TO przecież brakuje milionów rąk do pracy i MUSIMY sprowadzać kolorowych książąt Sawanny
Klasyk
2026-06-09 07:57:25