Sobota, 28 Maj
Imieniny: Amandy, Jana, Juliana -

Reklama


Reklama

Wierzenia, zwyczaje i obrządki w dawnym powiecie szczycieńskim (cz. II)


Można zadać sobie pytanie, dlaczego, pomimo dynamicznego rozwoju cywilizacyjnego, nadal zachowało się wiele wcześniejszych wierzeń i przesądów, takich jak na przykład pukanie w niemalowane drewno czy niewitanie się przez próg? Wydaje mi się, że przyczyny takich zachowań należy szukać w lęku przed niezrozumiałymi i niewytłumaczalnymi zjawiskami, a z tego lęku rodziły się „sposoby” mające zapobiegać różnym niekorzystnym skutkom, realnym bądź wyimaginowanym. Przez wieki kształtowały się zabobony i zwyczaje, często irracjonalne czy wręcz magiczne. W dzisiejszym odcinku napiszę o tych, jakie „obowiązywały” wśród mieszkańców powiatu szczycieńskiego.



Mazurskie tradycje i wierzenia

 

U naszych przodków bardzo mocno była zakorzeniona wiara w różne czary, ich moc i działanie. Mazurzy, u których tradycje pogańskie przetrwały dłużej niż na pozostałych obszarach Polski, osiedliwszy się na terenach pruskich byli dodatkowo poddani zbliżonym tradycjom staropolskim, które zachowały się jeszcze w XVII wieku. Czary, czarownice i czarownicy odgrywali w wierzeniach mazurskich niepoślednią rolę. Czarom przypisywano śmierć ostatnich książąt mazowieckich Janusza i Stanisława, ich trucicielką miała być Katarzyna - wojewodzianka rawska. O czary obwiniano matkę Barbary Radziwiłłówny, którymi to zjednała dla swej córki miłość Zygmunta Augusta.

 

Przykłady na istnienie różnego rodzaju stworów i postaci można mnożyć, jednak jedno jest niezaprzeczalne, że owe relacje dawnych i nielicznych już rdzennych mieszkańców południowej części powiatu szczycieńskiego, wskazują na żywotność wierzeń ludowych, które niestety powoli już nikną w pomroce dziejów.

 

 

Kłobuki i topniki

 

Większość współczesnych ludzi, słysząc o takich postaciach ze sfery wierzeń ludowych jak kłobuk, mara, czy topnik sądzi, że jest to takie dawne, stare, zaginione. Czy aby na pewno? Jeszcze ze dwadzieścia lat temu, przebywając w miejscowości Brajniki (pow. Szczytno, gm. Jedwabno), miałem sposobność przeprowadzenia rozmowy z kilkoma Mazurami w zacnym już wieku. Od jednego z nich usłyszałem: „A wieta, ze temu kele mojego płota to sze powodzi. Chiba kłobuka w chałupśe u śebźe majo”.

 

Mój rozmówca miał na myśli dobrze prosperujące gospodarstwo, które mieściło się na skraju wsi i według niego, a raczej według dawnych wyobrażeń, zakorzenionych w jego świadomości, właścicielom „musiał pomagać kłobuk”, znosząc różnego rodzaju dobra materialne.

 

W sąsiedniej wsi od innego Mazura dowiedziałem się, że w okalającym miejscowość jeziorze mieszka tzw. topnik, czyli stwór wodny, który co jakiś czas „musi” utopić człowieka.

 

Noc świętego Jana

 

Nie tak dawno, bo w nocy z 23 na 24 czerwca była obchodzona Noc Świętojańska, zwana w niektórych regionach kraju Nocą Kupały. Na Mazurach zarówno jedna, jak i druga nazwa nigdy nie była używana. Magiczną noc przesilenia w naszym regionie nazywano Palinocką. Jeszcze w drugiej połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia tradycja Palinocki była niezwykle żywa i bogata, chociaż nie stanowiła już obrzędu lecz formę rozrywki.

 

W tę najkrótszą noc w roku mieszkańcy wioski, w większości młodzież, zbierali się na okalających wieś łąkach, miedzach lub pagórkach i rozpalali ogniska. Młodzi ludzie, dla lepszego efektu, używali pustych beczek po smole, które wewnątrz zapalano i staczano z wzniesień w dół. W tym samym czasie pozostali zbierali się wokół rozpalonego wcześniej ogniska i śpiewali oraz bawili się.


Reklama

 

Ogień, według wierzeń dawnych Mazurów, posiadał niezwykłą moc oczyszczającą. Skakano wówczas przez płomień, oczyszczając się w ten sposób z popełnionych grzechów i występków. Wierzono również, że ognie palone w wigilię Świętego Jana zapobiegają powszechnemu w tym dniu wzmożonemu działaniu czarownic, których podobno na terenie dawnych Mazur było dość sporo. Niektórzy Mazurzy uważali, że ogniska palono, aby w ich ogniu spłonęły czary i czarownice. Według nich było to niewidoczne, ponieważ czarownice, jeśli zajdzie potrzeba – są niewidzialne, ale jak opowiadał mi kiedyś pochodzący z okolic Wielbarka Mazur, w czasie palenia ognisk bywały słyszane ich krzyki.

 

Babajenzy i czarownice

 

W gwarze mazurskiej „babajenza” była prawdopodobnie reliktem mitologii pogańskiej, bogini choroby. Po przyjęciu chrześcijaństwa stała się synonimem czarownicy. W czasach współczesnych Kopernikowi wierzono, że oprócz ziół szkodliwych dla ludzi do swoich wywarów używały także popiołu z trumien, postronków szubienicznych, nietoperzy itp. Czarownice szczególnie lubowały się w krowim mleku, opowiadano sobie, że w noc świętojańską czarownice, zrzuciwszy odzież, biegały nago od wrót do wrót, od obory do obory tych zagród, którym miały zamiar szkodzić.

 

W noc świętego Jana według wierzeń Mazurów, czarownice miały latać lub też jeździć na Łyse Góry. Tak nazywały się wzniesienia, na których odbywały się zloty czarownic i prawie każda ówczesna mazurska wieś „miała” taką Łysą Górę. Jak wspominała pewna Mazurka, czarownice miały na górę docierać na drapakach, ze skopkami od mleka na głowie, odwróconymi do góry dnem.

 

Miejscowa ludność, jak tylko mogła, zabezpieczała się przed złymi mocami czarownic, a najlepszym środkiem miały być ogólnodostępne rośliny i liście drzew. W okresie przedwojennym w powiecie szczycieńskim do drzew, które miały magiczną moc, zaliczała się lipa.

 

Bardzo ciekawe są sposoby, jakimi miano się zabezpieczać przed czarami w noc letniego przesilenia. Sposób najczęstszy to zatykanie za drzwi domów i obór roślin mających właściwości magiczne. W Lesinach Wielkich (pow. Szczytno, gm. Wielbark) jeden z Mazurów, chcąc się uchronić przed wejściem czarownicy do obory i odebrania mleka - wieszał wokół drzwi wieńce lipowych liści, tzw. majone. W powiecie szczycieńskim zwyczaje te kultywowano do II wojny światowej, ale podobno w latach dwudziestych i trzydziestych przybierały już formy raczej zabawy niż magii.

 

Carajki i caraje w powiecie

 

Na krótko przed wybuchem II wojny światowej, pomimo rozwoju i postępu technologicznego, prawie w każdej mazurskiej wsi „była” czarownica, a w niektórych miejscowościach powiatu szczycieńskiego - nawet kilka.

 

Jeszcze w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, jak wynika z prowadzonych przeze mnie badań, w prawie 30% miejscowości były tzw. czarownice, które w naszym powiecie nazywano „carajkami”, analogicznie do nazwy mężczyzny uprawiającego czary – „caraja”, których bytność potwierdzono ponad 50 lat temu m.in. w Sasku Małym i Łatanej.

Reklama

 

Mężczyźni jednak bardzo rzadko parali się czarami. Najczęściej rolę pośrednika i łącznika ze złymi i ciemnymi mocami w naszym powiecie stanowiły jednak kobiety. A w jaki sposób rozpoznawano kogoś, czy jest carajką czy też carajem? Według relacji dawnych mieszkańców naszego powiatu, czarownice wyróżniały się przede wszystkim tym, że miały „złe” czerwone oczy i mogły, gdy tylko tego chciały - zamienić się w rozmaite zwierzęta, najczęściej w ropuchę, stąd też była powszechnie używana nazwa tego płaza jako „czarownica”.

 

Ropuchy i czarownice

 

Wiele lat temu spotkałem się z relacją pewnego Mazura, który twierdził, że po spotkanej ropusze można było stwierdzić, kto we wsi jest carajką czyli czarownicą. Sposób był bardzo okrutny, ponieważ niewinnego płaza bito witką lub też gałązką, a następnie obserwowano, która z sąsiadek we wsi jest pobita, co jednoznacznie wskazywało na konszachty z nieczystymi mocami.

 

W latach trzydziestych ubiegłego stulecia panowało w naszym powiecie przekonanie, że i bez bicia ropuchy można było zobaczyć, kto we wsi jest czarownicą. Żeby to stwierdzić, wystarczyło na podejrzaną osobę spojrzeć przez bronę, która była postawiona na wspak. Wioskową carajkę mógł też dojrzeć ksiądz, używając do tego celu monstrancji.

 

„Działalność” dawnych szczycieńskich czarownic przejawiała się najczęściej w sprowadzaniu chorób na ludzi i zwierzęta, niszczeniu i zabieraniu plonów oraz odbieraniu mleka krowom. Czasami miejscowa ludność wykorzystywała ich umiejętności również i do bardziej zacnych celów, np. wykrywania złodziei, leczenia i zapobiegania skutkom czarów sprowadzonych przez inną czarownicę, czyli w odczarzaniu.

 

Oprócz „zamawiania” mleka czarownice odbierały miód pszczołom, posiadały też moc sprowadzania burzy, gradu, deszczu, suszy i innych klęsk, nie mówiąc już o czarach rzucanych na ludzi. Jeszcze w połowie XIX wieku wierzono, że do odczarowania urzeczonego człowieka potrzebna jest krew czarownicy. Ponieważ w każdej niemal wsi były staruchy podejrzewane o czary, więc ofiarę zawsze znaleziono. Schwytaną bito do krwi, a nieraz niechcący zabijano.

 

Opis do zdjęcia: Tańczące czarownice na XIX-wiecznym rysunku



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

  • Szczytno z poważnymi wadami
    Co za bzdura, starosta lansuje się za kwotę 2000 zł. Podczas gdy każdy lekarz rodzinny wykonuje te badania w ramach NFZ.

    Barany


    2022-05-27 06:56:29
  • Sphinx wkroczył do Szczytna, uczta smaków w Twoim zasięgu (sprawdź szczegóły)
    Polecam zamówić jedzenie i udać się na długie zakupy... My czekaliśmy dwie godziny. Przy lemoniadach. Ja rozumiem, że taki dzień, że stoliki prawie wszystkie zajęte, ale ile można czekać na trzy humusy i dwie bułki??

    Mieszkanka


    2022-05-26 22:16:07
  • Miód idzie w parze z opłatkiem
    To sie nazywa smarowanie dupy miodem klechom, milosnikom dzieci.

    kropidło


    2022-05-26 13:45:17
  • Kolizja na przejeździe kolejowym w Dybowie
    Musiało dojść do kolizji na przejeździe kolejowym aż , to dopiero został tunel z porośniętych młodych drzew zlikwidowany.Teraz jest elegancko , dzięki za dobrze wykonaną pracę.

    Można ? , można.


    2022-05-25 19:31:05
  • Sobieski kończy 70 lat
    Szczerze - rzadko tu zaglądam, bo i po co, skoro wszystkie treści poznaję jeszcze zanim trafią one przed oczęta PT Czytelników. Ale zdarza się, że jednak zajrzę. Tym razem trafiłam na \"Sobiecha\", bo to moja szkoła i z sentymentem wspominana. Lektura komentarzy srodze mnie jednak zawiodła. Nie ze względu na ilość, lecz jakość. \"Sobiech\" (niezależnie od patrona zmienianego wraz z systemem) wypuścił z maturalnymi świadectwami tysiące absolwentów. Liczyłam więc na trochę wspomnień, opowieści z lat młodzieńczych, anegdot, historyjek o tym, jak to jakiś pan-prof czy pan-profka walczyli z niesfornymi młokosami i młokoskami (bądź odwrotnie). Niestety. Szkoda.

    Halina Bielawska, matura \'77


    2022-05-25 17:38:14
  • Kat Oliwii zdrowy, jest opinia biegłych
    Czyli pobicie w tym samym dniu innego człowieka to znaczy, że jest to działanie z premedytacją. Więc Sąd nie będzie miał wątpliwości co zrobić dla jego dobra.

    Jogucjusz


    2022-05-25 16:55:40
  • Alternatywy dla papierosów - rzetelna informacja to podstawa
    Ach ci naukowcy i inni mądrale którzy piszą o czymś czego sami nie doświadczyli. Palenie prawdziwych papierosów to bardziej nawyk, niż nałóg, a palenie e-papierosów to jak całowanie się przez szybę.

    Nałogowy palacz


    2022-05-25 15:28:26
  • Został miesiąc na złożenia deklaracji dotyczącej źródeł ciepła
    Ja deklaruję, że będę palił nawet oponami, żeby moja rodzina nie zamarzła zimą, a jak się skończą opony, to napalę bydlakami co, zamknęli polskie kopalnie i zrezygnowali z tanich Ruskich surowców. Zalecam poważnie się nad tym zastanowić, bo jeżeli ludzie zostaną postawieni przed wyborem: przetrwanie rodziny vs bydlaki, które do tego stanu doprowadziły, to zapewniam, że bydlaki już mogą szykować się do odstrzału. Dobrym przykładem jest obecnie Sri Lanka.

    borsux


    2022-05-25 10:04:29
  • Dąb przy Reja „odetchnął” dzięki miejskim drogowcom (zdjęcia)
    Bardzo dobry pomysł i dobrze wykonana robota. Brawo.

    Mieszkaniec ulicy Reja


    2022-05-25 07:05:28
  • Seniorzy chcą... tańczyć
    Panie Jerzy źle Pan wygląda w towarzystwie tych popleczników partyjnych. W zamian za pomoc wszyscy seniorzy będą musieli głosować na PSL i Pan również!

    Radek


    2022-05-25 06:30:51

Reklama