Sobota, 8 Sierpień
Imieniny: Donaty, Olechny, Kajetana -

Reklama


Reklama

Szefowa covidowego personelu


Anna Kalinowska koordynuje pracą nowego oddziału covidowego w Szczytnie. Jest z urodzenia szczytnianką, chociaż wiele ostatnich lat pracowała i mieszkała w Olsztynie. Teraz znów wspomagać będzie szczycieński szpital.


  • Data:

Jak doszło do tego wsparcia?

 

Przez ostatnie sześć lat już Szczytno wspieram, przyjeżdżając tu na dyżury. Jestem wykwalifikowaną pielęgniarką anestezjologiczną, a to nie jest zbyt powszechna specjalizacja. W momencie, gdy było już wiadomo, że w nowej części szpitala tworzony będzie oddział covidowy, dyrektor Beata Kostrzewa zaproponowała mi, bym zajęła się koordynowaniem pracy pielęgniarek, a ja się zgodziłam. W swoim macierzystym szpitalu udało mi się dojść do porozumienia z dyrekcją, chociaż tam też są odczuwane problemy kadrowe. Udzielono mi urlopu bezpłatnego na czas pracy w Szczytnie, czyli właściwie na cały czas istnienia tego oddziału, który dopiero co rozpoczął pracę.

 

Ma pani lat...

 

44, w tym 24 lata pracy pielęgniarskiej. W Szczytnie się urodziłam, tu wciąż mieszka moja mama. I w tutejszym szpitalu, zaraz po szkole pielęgniarskiej, podjęłam pierwszą pracę. Po kilku latach przeniosłam się do Olsztyna.

 

Jest pani pielęgniarką anestezjologiczną. Teraz się o tej specjalizacji robi głośno w związku z sytuacją, ale to nie znaczy, że powszechnie wiadomo, co ta specjalizacja dokładnie oznacza...

 

Pełny tytuł brzmi: specjalistka w anestezjologii i intensywnej opiece medycznej. To najszersza, pod względem wiedzy i umiejętności, specjalizacja pielęgniarska. Najkrócej rzecz ujmując – zajmujemy się pacjentami w najcięższych stanach, wymagającymi szczególnej opieki, poddawanymi bardzo skomplikowanym procedurom medycznym, które też musimy znać, bo w nich bezpośrednio uczestniczymy. To też specjalizacja, która wymaga nie tylko wiedzy z wielu dziedzin medycznych, ale też dużego doświadczenia oraz – co nie mniej ważne – dużej odpowiedzialności i odporności...

 

Rozumiem, że chodzi o odporność psychiczną. Przypuszczam, że częściej niż pielęgniarki o innych specjalnościach, ma pani do czynienia z ludzkimi tragediami, ze śmiercią pacjentów, których nie daje się uratować, z rozpaczą rodzin... Jak pani sobie z tym radzi?

 

Bywa różnie. To prawda, że stres w tej pracy jest ogromny. Niektórych pacjentów pamiętam do dziś, szczególnie jeśli chodzi o ludzi w młodym wieku. Zdarza się, i to wcale nierzadko, że bezsilność jest przytłaczająca. Kiedy zdaję sobie sprawę, że mimo ogromnego wysiłku, włożonego w ratowanie czyjegoś życia, nie da się... Wtedy bywa, że muszę się gdzieś ukryć, muszę się wypłakać... To nieuniknione. Kilka lat pracowałam na oddziale dziecięcym, ale odeszłam stamtąd, bo z takim obciążeniem psychicznym już sobie nie radziłam. A poza tym staram się oddzielać pracę od życia prywatnego, rodzinnego. Po prostu, gdy wychodzę z pracy, staram się nie myśleć już o tym, co zostawiłam w szpitalu. To właściwie jedyna forma „samoobrony”.


Reklama

 

Oddział covidowy to jednak duże prawdopodobieństwo, że ze śmiercią będzie się pani stykała jeszcze częściej niż dotychczas...

 

Nie rozważałam tej kwestii, przyjmując propozycję pracy. Bardziej byłam podekscytowana nowymi obowiązkami: nigdy wcześniej nie uczestniczyłam w tworzeniu szpitalnego oddziału od podstaw. W tym czasie na covid-19 zachorowała moja rodzona siostra. Była w ciężkim stanie, wymagała tlenoterapii, a poszukiwanie miejsca w szpitalu zaopatrzonym w odpowiedni sprzęt trwało dwadzieścia godzin, w sytuacji gdy ważna była każda godzina, każda minuta. Na szczęście wszystko się skończyło pomyślnie, siostra wyzdrowiała, ale jej przypadek też był dla mnie ważną przesłanką. Rozumiałam, niejako na własnej skórze odczułam, jak ważne jest powstawanie takich oddziałów, jak niezbędne jest zwiększanie liczby miejsc dla chorych, którzy przechodzą ciężko to zakażenie. No i, oczywiście, wiem, że w takich placówkach, budowanych od podstaw, najbardziej potrzebni są właśnie ludzie z doświadczeniem, a ja takie mam.

 

Czym się pani dokładnie zajmowała tworząc oddział?

 

Przede wszystkim organizowałam kadrę pielęgniarek i ratowników, uczestniczyłam w organizacji pomieszczeń na tzw. brudne i czyste, łącznie z opiniowaniem przebudowy wewnętrznej tego oddziału, by go przystosować do nowych potrzeb. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich niezbędnych czynności, to ciąg pracy... Powiem tak: przez ostatnie dwa tygodnie męża widywałam tylko z daleka, odebrałam ponad 2,5 tysiąca telefonów... Ile przeprowadziłam rozmów, ile zrobiłam kilometrów, biegając po korytarzach i piętrach... Nie wiem, nie miałam czasu liczyć.

 

We wtorek, 1 grudnia, oddział miał zacząć działać. Zaczął? Jak wyglądał ten pierwszy dzień?

 

Jeszcze spokojnie. Praca sprowadzała się do, nazwijmy to, ostatnich szlifów, w oczekiwaniu na pierwszych pacjentów, którzy zostali na oddział przyjęci dopiero wieczorem. Dwóch panów, w tym jeden w stanie dość ciężkim. Przewidujemy, że liczba pacjentów będzie zwiększać się z dnia na dzień. Ale cały personel, zanim jeszcze pojawili się pacjenci, przeszedł szkolenie w zakresie obsługi sprzętu, który na tym oddziale jest podstawą leczenia, dokładnie poznał topografię oddziału. Przygotowaliśmy sale chorych jak najbardziej optymalnie, żeby wszystko to, co może być w każdej chwili potrzebne, było w każdej chwili dostępne.

Reklama

 

Czy i jakie doświadczenie mają pielęgniarki i ratownicy, których, jak sądzę, pani oceniała i akceptowała do pracy?

 

Duże. Każda z zatrudnionych pielęgniarek ma ukończoną specjalizację, czy to z anestezjologii, czy też z innych dziedzin medycznych. Są to więc osoby ze sporym już doświadczeniem. Podobnie jest w przypadku ratowników. Uważam, że jeśli chodzi o personel tego oddziału, to naprawdę udało się, i to w krótkim czasie, zbudować sprawny, doświadczony zespół. Zresztą bardzo wiele z tych osób znałam wcześniej i wiedziałam, że są to ludzie odpowiedzialni, godni zaufania, a przede wszystkim, że są to fachowcy.

 

Oddział w Szczytnie nie był jedynym w województwie, który w ostatnim czasie był tworzony na potrzeby pandemiczne. W całym kraju głośno jest o tym, że największym problemem jest brak doświadczonego personelu. Ten brak odczuwał też wojewoda warmińsko-mazurski, próbując zapełnić otwierane placówki. Na tym tle Szczytno jawi się jak rajska wyspa...

 

Pierwszy czynnik, to... łańcuch zawodowych znajomości i przyjaźni. Ktoś namówił kogoś, ten kolejną osobę i tak to poszło. Na pewno zachętą są dodatki do wynagrodzeń, jakie uzyskują pracownicy oddziałów covidowych, z tym, że z tymi dodatkami bywa różnie, i z obietnicami. W tym kontekście kolejnym ważnym czynnikiem była, według mnie, uczciwość dyrekcji szpitala: bez żadnego ściemniania, bez deklaracji, że coś, kiedyś... Rzeczowo, konkretnie. Każdy ma umowę na piśmie, każdy wie, czego oczekiwać. To ważne, kiedy pracodawca podchodzi do przyszłego pracownika otwarcie i kiedy rzetelnie spełnia swoje obietnice. Wtedy obie strony darzą się zaufaniem i szacunkiem. I w takich warunkach każdy chętnie podejmuje pracę.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Ford uderzył w ogrodzenie i budynek, potem dachował. Za kierownicą siedziała 66-latka
    Szacun. Jak ona to zrobila???

    Bartek


    2026-08-06 04:51:17
  • Informacja Burmistrza Miasta Szczytno
    pani sylwia jaskolska prosze podac zaslugi pana poukord a krzysztofa

    wojt jaskol stasiek


    2026-08-04 21:46:50
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Felieton wpisujący się w narrację głównego nurtu, mający niewiele wspólnego z rzetelną oceną, ale wiele z propagandową papką. \"Najpierw pojawia się pogardliwe słowo...\"? A może jednak najpierw pojawia się przyczyna, a pogardliwe słowo jest skutkiem (podobnie jak zmiana wektora polskiej gościnności)? Do tego nie potrzeba żadnych fałszywych wiadomości, wystarczą fakty. W ciągu 2,5 roku \"nasi goście\" popełnili 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw. Do tego dochodzą pewnie tysiące drobniejszych, niezgłoszonych incydentów, roszczeniowość i niestety zbyt często, brak jakiejkolwiek wdzięczności. Stwierdzenie, że \"Polska jest liderem\" to kolejna propagandowa teza nie mająca wiele wspólnego ze smutną rzeczywistością. Fakty to PKB per capita (nominalne)-47 miejsce na świecie, rekordowe tempo przyrostu zadłużenia, zdemolowana służba zdrowia, rosnące bezrobocie, jedne z najwyższych (w stosunku do zarobków) ceny paliw i energii i rozbrojona armia \"lidera\". Tymczasem wmawia się nam, że największym problemem w kraju jest facet, który zwyzywał bezczelne gówniary nie potrafiące się zachować w autobusie, albo emeryt, który przyłożył laską chcącej go okraść Ukraince. Niestety właśnie w tę narrację wpisuje się autor.

    W. Nosowicz


    2026-08-04 20:31:03
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Szanowny autorze. Nie uważam, że pamięć o zbrodniach z przeszłości jest stratą czasu. Narody nie budują trwałych relacji na przemilczeniach, lecz na prawdzie. Nie można oczekiwać od Polaków obojętności wobec gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ich rodakach. Dbanie o przyszłość i rozliczenie historii nie wykluczają się. Możemy wspierać Ukrainę w obliczu dzisiejszych zagrożeń, jednocześnie domagając się szacunku dla pamięci ofiar. To nie jest działanie przeciwko Ukrainie, lecz działanie na rzecz uczciwego pojednania. Bez prawdy nie będzie trwałego zaufania między naszymi narodami.

    XxX


    2026-08-04 17:21:57
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    W każdym wpisie musi być o PISie. Ludzie mają różne hobby, ale Sz.P. Wiesław lubuje się w Pisie. Czy ten PiS jest teraz z Panem w pokoju? Jeśli tak to który?

    Waldemar


    2026-08-03 18:39:39
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    \"ruska rakieta\"?, widzę że elokwencji nie po drodze z mądrością - ruskie są tylko pierogi, szanowny Panie. Na szczęcie ta rakieta, w przeciwieństwie do tej którą wystrzelili Ukraińcy, nikogo nie zabiła i była precyzyjnie wycelowana w sam środek pola. Jeżeli tę rakietę fatycznie wystrzelili Rosjanie to właśnie udowodnili światu że Polska jest całkowicie bezbronna, bo systemy walki powietrznej zostały oddane Ukrainie...zaś brak reakcji NATO, USA i Europy dobitnie udowadnia, jak głęboko mają na w doopie. Teraz wisienka, alarm ogłoszono 5 minut po eksplozji rakiety, myślałem że taki alarm uruchamia się przed atakiem, a nie po. Teraz walnij pan porządnie w zakutą pałę premiera Von Tfuuuska, on nawet nie potrafi odróżnić pocisku balistycznego od rakiety manewrującej.

    Polak


    2026-08-03 16:17:07
  • Zintegrowany Plan Inwestycyjny w Pasymiu. Ruszają konsultacje społeczne
    A na prosty język, to co tam będzie na tych działkach?

    .


    2026-08-03 15:09:16
  • „Pani Asiu, czemu pani nie ma?”. Joanna Pusta w finale Listonosza Roku
    Widziałem filmy pokazujące,że Pani Asia robi naprawdę dobrą robotę. Polecam.

    Andrzej


    2026-07-31 12:18:42
  • Nie lubię stać w miejscu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham florystykę.
    Stac w miejscu?

    Jan


    2026-07-31 09:18:39
  • Jerzy Niemczuk: Kiedy nienawiść wchodzi na ambonę
    Czy to ten Pan co w latach 2020-2021r paradował z czarną maseczką z pomarańczowym piorunem? Szukałem jakiegoś zdjęcia, ale chyba wszystkie usunął.

    nikoś


    2026-07-30 11:10:01

Reklama