Jak się dookoła obejrzeć o wiele łatwiej znaleźć w okolicy ludzi o fizjonomiach poważnych niczym wezwanie do Urzędu Skarbowego niż kogoś wyluzowanego, jak nie przymierzając prosię w ciepłym błotku. Ot, taka już nasza natura, że mars nawet na niskim czółku ma wskazywać na niezmierzony potencjał intelektualny właściciela i ogrom spraw wagi niezwykłej, które rzeczony osobnik musi rozważyć.
A jak powszechnie wiadomo, im sprawa większej wagi, tym poważniej należy ją traktować. Trudne dla przeciętnego zjadacza chleba naukowe problemy oraz ponadprzeciętna - delikatnie mówiąc - waga autora to tematy dwóch niezwykle zabawnych książek jakie ostatnio przeczytałem. Właściwie to wstyd się przyznać, że przeczytałem aż dwie książki, bo zawyżam w ten sposób krajową średnią czytelnictwa.
Nigdy się też publicznie nie przyznam ilu lekturom oddaję się bezwstydnie w ciągu roku, bo te dwie pozycje wystarczyły mi na parę jedynie dni. Różne ludzie miewają zboczenia, skłonność do literatury w dzisiejszych czasach jest równie wstydliwa jak publiczne dłubanie w nosie. Wstyd, ale niech będzie. Obie książki to lekko wystylizowane przez fachowców autobiografie.
Pierwsza to dzieło Ryszarda Feynmana, genialnego współczesnego fizyka, laureata nagrody Nobla zresztą. „Pan raczy żartować panie Feynman” to tytuł, a naukowiec żartuje sobie z czytelnikiem przez kilkaset stron. O fizyce mam takie pojęcie jak o chińskim balecie, więc do lektury przystąpiłem z pewną taką obawą. Gdybym miał sam kupić książkę w księgarni zastanowiłbym się ze trzy razy. Jest to jednak prezent od rodzonego synalka, którego poczucie humoru odrobinę odbiega od policyjnej normy.
Jak się okazało dostałem w łapy pierwsze dzieło noblisty (nawet literackiego), które przeczytałem tak zwanym jednym tchem. Nie dlatego z pewnością, że porwała mnie fizyka na najwyższym światowym poziomie. Nawet po tej lekturze nie bardzo wiem czym tak naprawdę autor się zajmuje. Czarna magia to mało. Natomiast jestem teraz przekonany, że praca naukowa może być radosnym zdziwieniem opartym na w lot zdobywanej wiedzy oraz gruntownym fundamencie zdrowego rozsądku.
Badania Feynmana, który jeszcze w młodości zachwycał Einsteina swoim niekonwencjonalnym podejściem do naukowych problemów, są jak się zorientowałem stałym dążeniem do rozwiązań najprostszych. Obojętnie czego dotyczą. Jeden z tematów, jakie podjął noblista jeszcze w młodości dotyczył hmmm… prostej czynności oddawania moczu czyli sikania. Udowodnił naukowo, stając nawet w trakcie badań na głowie, iż czynność ta (trwająca przeciętnie u dorosłego osobnika 23 sekundy) nie ma żadnego związku z ziemską grawitacją. Żałuję, że mnie przy tym nie było.
Druga równie ciekawa i zabawna książka dotyczy problemów wagi najcięższej czyli mistrzostwa świata w rzucie młotem. Rzeczony mistrz Paweł Fajdek, niespecjalnie wgłębia się w naukową obudowę czynności jaką zawodowo wykonuje. Po prostu łapie za rączkę przyczepioną do kawałka drutu ze sporym ciężarkiem na końcu i następnie kręcąc wdzięczne piruety rzuca przyrządem przed siebie. Najdalej na świecie. Dla wytchnienia widocznie w tej ciężkiej robocie machnął także książeczkę pod tytułem „Petarda. Historie z młotem w tle”. Jak się okazuje z tej dość nużącej roboty można się nawet utrzymać!
O ile młot leci dalej niż przyrządy konkurentów. Niektórzy młociarze, zdarza się, marnie kończą jak nie przymierzając starszy kolega po fachu Szymon Ziółkowski, też mistrz, nawet olimpijski. Wylądował bowiem aż na Wiejskiej jako tfu… wstyd się przyznać poseł. Fajdkowi to raczej nie grozi. Ma na życie ciekawsze plany. Najpierw jeszcze chce wyrzucić przynajmniej jedno olimpijskie złoto a potem…, nie będę tu streszczał całego dzieła. Jest mistrz także królem. Królem życia rzecz jasna. W odróżnieniu od innych mistrzów nie musi się katować dietą, poceniem na bieżni i w saunach oraz wieloma innymi wymyślnymi torturami związanymi z zawodowym sportem. Zostaje mu więc sporo czasu na działalność rozrywkową, której się z upodobaniem oddaje.
Po zdobyciu kolejnego medalu, pucharu czy co tam jeszcze mistrz otrzymuje poza wpłatą na konto. Rozrywki są różne i różnie się kończą, jak na przykład gdy autor ze świeżym medalem mistrza świata ruszył balować „w Tokio”, po czym mu się medal gdzieś zapodział. Zawsze uważałem, że najweselszymi facetami są goście z dużym naciskiem na skalę wagi i to się w książce potwierdza. Mamy też tam akcent nasz szczycieński, gdyż autor nie ukrywa, iż bardzo lubi towarzystwo Konrada Bukowieckiego, z którym wspólne przygody miewał nie tylko w niecce stadionu. Z uznaniem też ogłasza publicznie, iż p. Konrad jest jedną z bardzo nielicznych osób, która potrafi zadziwić go apetytem. No cóż, nasz chłopak z Mazur!
Wiesław Mądrzejowski (wiemod@wp.pl)
Piszę raz jeszcze, bo tygodnik chyba kasiorę dostał i negatywnych komentarzy nie publikuje. Wysypisko śmieci nam robią i mamy się z tego cieszyć?
Wolf
2026-08-15 10:46:58
Żeby tylko ta współpraca z Akademia Policji nie skończyła się tak jak projekt Inoopolice z WSPol wtedy Ile tys. umoczono. Przewodniczący Pan Łachacz powinien wiedzieć najlepiej.
HT
2026-08-14 22:58:03
Chore przepisy i chory rząd , czekamy na wybory
Robo
2026-08-14 20:28:20
Oszukac przeznaczenie 2 po szczyciensku
Tytus
2026-08-13 19:17:39
Uciekł?? Nawet przez chwilę medal nie był w jego zasięgu. Kolejna wycieczka
Judge
2026-08-13 11:45:56
To dopiero inwestycja! Szrotowisko świata na Mazurach! Sukces godny mistrzów!
wolf
2026-08-12 16:41:38
dajcie mu kolejny zakaz, pa ja ce. a ta droga to co to? szutrówka? to ile mozna zap.lać po szutrówce???
Klasyk
2026-08-12 10:57:58
No tak. Uzurpator pałacu prezydenckiego ułaskawił kibola. Ironia autora jest o tyle ciekawa, że pomija najważniejszy szczegół: Staruch nie został skazany za pobicie, gangsterkę czy działalność przestępczą, lecz za przebywanie w niewłaściwym sektorze, mimo że Motor Lublin wydał na to zgodę, a sąd kompletnie tego szczegółu nie uwzględnił. Można być przeciwnikiem ułaskawienia, ale warto zachować proporcje. Zastanawia mnie również, dlaczego podobnego oburzenia u szanownego Pana nie wywołują afery dotyczące pieniędzy publicznych: Pokoje vip, holendernie zarobki lekarzy, czy ostatni temat okradanie powodzian. W takim zestawieniu ułaskawienie człowieka ukaranego zakazem stadionowym wygląda raczej na temat zastępczy niż problem pierwszej wagi. Pozdrawiam.
XxX
2026-08-11 06:21:20
Przewinalem, nie czytalem. Widzialem tylko w naglowku, ze znowu o prezydencie. To jakas choroba przesladowcza. Czemu ten osobnik np o Tfusku nue pisze bo jest o czym pisac. Kompleksiki wychodza i zazdrosc po prostu. Smutne bo z wiekiem czlowiek powinien madrzec a nie odwrotnie...
Romek
2026-08-10 19:47:13
A czemu ów felietonista jest taki tajemniczy? Ani nazwiska, ani wizerunku... Inni nie są tak wstrzemięźliwi. Choć trzeba przyznać, że wbrew zapowiedzi, tekst jest dość obiektywny. Co prawda nie do końca to felieton, ale niech tam...
massakra
2026-08-10 16:39:48