Sobota, 8 Sierpień
Imieniny: Donaty, Olechny, Kajetana -

Reklama


Reklama

Stanisław Lech – siłacz ze Spychowa (zdjęcia)


Cyrkowe areny i jarmarki – to od wieków najbardziej znane miejsca, na których można było oglądać wyczyny ludzi o niezwykłej sile. Niektórzy, jak np. Władysław Góralewicz, wzorowany na autentycznej postaci zapaśnika Zbigniewa Cyganiewicza, zostali filmowymi bohaterami („aria dla atlety” Michała Bajona. Jarmarczny siłacz Zampano jest bohaterem „La strady” - filmu zaliczanego do ekranowych arcydzieł. Na cyrkowych numerach wspomnianego Zbigniewa Cyganiewicza po części wzorował się Stanisław Lech, związany przed laty z naszym powiatem. Jego siła i wytrzymałość budziły zasłużony podziw także w Szczytnie, gdzie w połowie lat 60. ubiegłego stulecia co najmniej kilkakrotnie prezentował publicznie swoje umiejętności. Czy ktoś pamięta te pokazy? Czekamy na informacje.


  • Data:

Maria i Stanisław Lechowie mieszkają od lat w Mrągowie. Spotkali się w 1965 roku w szkole w Wachu, gdzie on dawał pokazy siły. Niektórych numerów pani Maria nie dała rady obejrzeć, tak były – w jej przekonaniu – straszne i niebezpieczne. Rok później byli już po ślubie.

 

Młody Stanisław – można powiedzieć - wręcz przeraził Marię, nawet nie tyle swą niespotykaną siłą i umiejętnościami, co sposobem, w jaki te cechy prezentował publicznie.

 

- Pierwszy raz widziałam go w szkole w Wachu nieopodal Myszyńca – opowiada pani Maria. - Niektóre dowody jego siły były tak przerażające, że nie mogłam ich oglądać. Pozwalał, by przejeżdżał po nim traktor albo trzymał linę łączącą dwa solidne samochody i żaden z nich nie mógł ruszyć z miejsca. Taką miał siłę.

 

Gdy Stanisław Lech został statecznym mężem, miał już 28 lat. Nie wyglądał na Herkulesa, ale mógł się z nim mierzyć i nie dałoby się jednoznacznie stwierdzić, który z nich by wygrał.

 

- Inny taki numer pokazowy męża, na który z trudem można było patrzeć, związany był z kowadłem – opowiada pani Maria. - Mąż leżał na scenie, na jego piersi stało 200-kilogramowe kowadło, na którym wielkimi młotami kowale rozpłaszczali kilkucentymetrowej grubości sztabę. Sama na to patrzyłam z wielkim trudem.

 

Urodził się w Starym Myszyńcu we wrześniu 1938 roku. Po wojnie wraz z ojcem zahaczył o ziemie tzw. odzyskane, mieszkał w Szczecinie i tam się uczył w istniejącym wówczas Technikum Wychowania Fizycznego. Kierunek nauki był – w jego przypadku – oczywisty – bo sportem, w najróżniejszej jego postaci, pasjonował się niemal od dziecka. Uprawiał, i to z niezłymi wynikami, wiele lekkoatletycznych dyscyplin: biegi czy rzut oszczepem. Po Szczecinie przeniósł się do Przemyśla, gdzie pracował, ale i trenował w HKS „Czuwaj”. Lekkoatletyczne osiągnięcia przyćmiewały jednak jego umiejętności wynikające z niespotykanej siły i wytrzymałości. Tak bardzo niespotykanej, że przez wiele kolejnych lat jego niejako głównym „zajęciem” była demonstracja tych cech.


Reklama

 

W międzyczasie przeniósł się do Spychowa, tam pomieszkiwał u braci, a jednocześnie pracował w zarządzie LZS w Olsztynie jako instruktor gimnastyki akrobatycznej oraz zapasów. Czasowo przebywał też w Mikołajkach czy Giżycku. Wiele podróżował życiowo, a jeszcze więcej w związku z ubocznym zajęciem, jakim były pokazy jego nadludzkiej siły.

 

W latach „pokazowych” o panu Stanisławie było bardzo głośno. W połowie lat 60. rozpisywała się o nim prasa codzienna, tygodniki... Pisał o nim ówczesny „Przekrój”, a nawet rosyjski „Ogoniok”, a dziesięć lat później – także prasa amerykańska. Pan Stanisław w 1978 roku wyjechał bowiem w odwiedziny do rodziny, gdzie również swą siłę jeszcze prezentował. „Panie Lech. Przyjemnie było Pana osobiście spotkać. Jestem zachwycony Pańską siłą. Pana odpowiednią i honorową reprezentacją godnego Polaka. Występy wykazujące siłę przynoszą zaszczyt dla całej Polski” - pisał do Lecha we wrześniu 1980 roku ówczesny szef amerykańskiej Polonii.

 

Nikt Stanisława Lecha o taką siłę nie posądzał przy jego około 70-75-kilogramowej wadze i wzroście 175 cm. Drobny, niepozorny, nie przyciągał niczyjej uwagi, aż „ujął taboret z ponad dwustufuntowym gościem i jedną ręką, jakby nigdy nic, obniósł go dookoła bufetowej sali” - jak opisuje w polonijnej prasie wyczyny pani Stanisława Michael Kierklo.

 

Pokazy, jakimi pan Stanisław przez wiele, wiele lat zadziwiał publiczność w najróżniejszym wieku, były organizowane w sumie kilkadziesiąt lat. Dopiero choroba i operacja barku uniemożliwiły mu zajmowanie się tym, co w życiu najbardziej ukochał. Dziś to, czym przez wieki zadziwiali ludzie o niezwykłej sile, popisując się na jarmarkach, nazywa się sportem niekonwencjonalnym, a media – głównie internet – pozwalają na solidną promocję, tym bardziej, że niektórzy z nich pojawiają się na ringu, a ich walki, im bardziej brutalne, tym większym cieszą się powodzeniem.

Reklama

 

Obecnie siłacze – kulturyści – to niemal grupa zawodowa, korzystająca z najróżniejszego fachowego wsparcia, trenerów, masażystów, dietetyków, co ułatwia bycie strongmenem, a jednak niemal pewne jest to, że żaden z tych współczesnych, wielkich „mięśniaków” nie podołałby tak nieprawdopodobnym przykładom ogromnej siły i wytrzymałości, jakie były codziennością Stanisława Lecha, umiejętności naturalnych, kształtowanych sportową pasją, która w nim tkwiła od powijaków.

 

Wiele z pokazów odbyło się także w Szczytnie, jeszcze przed 1965 rokiem. Prezentował swe niebagatelne umiejętności w różnych miejscach: na Placu Juranda, w Miejskim Domu Kultury, a nawet na terenie szkoły policyjnej, wówczas milicyjnej.

 

- Ciekawa jestem, czy ktoś w Szczytnie jeszcze te pokazy pamięta? - zastanawia się pani Maria.

 

Też jesteśmy ciekawi. Czekamy na wspomnienia i – może – także zdjęcia. Liczymy na to, że wśród Czytelników znajdą się takie osoby.



Komentarze do artykułu

Wojciech K

Pamiętam występy pana Lecha w Myszyńcu w szkole, oraz w świetlicy kolejowej. Miałem również zaszczyt,jako młody chłopak, kilkakrotnie wymienić uścisk dłoni z panem Stanisławem.

Stanisław Kozłowski

Byłem na pokazie Stanisława w Morągu 1964 r. z okazji Plebiscytu Najlepszego Sportowca Warmii i Mazur. Zwyciężył mój kolega z klasy Andrzej Bakulin. Oglądałem pokazy ze 120 kg kowadłem na klatce pietsiowej i kuciem metalu przez 2 kowali młotami. Zginanie w podkowę 20 cm . prętów o średnicy 2 cm. Rozdzielanie splecionych rąk dłońmi za pomocą pasów założonych na przedramiona . Nie udało się rozdzielić. Były też pokazy sprawnościowo-siłowe. Oglądałem na stadionie w Olsztynie rzuty 70 metrowe oszczepem.

Robert Kaczmarczyk

Mój tata jest jego kuzynem i dużo wspomina o jego wystepach

Endi 59

Pamiętam pokazy siły Pana Lecha , jakie odbyły się w Technikum w Przasnyszu w 1978. Nawet posiadam zdjęcia .

Jan Kacnet

Byłem na jego wystepie wDabrowach na weselu mojej Cioci

Dora

Znam tę historię z opowiadań Pana Edwarda Lecha,bratanka Pana Stanisława,

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Ford uderzył w ogrodzenie i budynek, potem dachował. Za kierownicą siedziała 66-latka
    Szacun. Jak ona to zrobila???

    Bartek


    2026-08-06 04:51:17
  • Informacja Burmistrza Miasta Szczytno
    pani sylwia jaskolska prosze podac zaslugi pana poukord a krzysztofa

    wojt jaskol stasiek


    2026-08-04 21:46:50
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Felieton wpisujący się w narrację głównego nurtu, mający niewiele wspólnego z rzetelną oceną, ale wiele z propagandową papką. \"Najpierw pojawia się pogardliwe słowo...\"? A może jednak najpierw pojawia się przyczyna, a pogardliwe słowo jest skutkiem (podobnie jak zmiana wektora polskiej gościnności)? Do tego nie potrzeba żadnych fałszywych wiadomości, wystarczą fakty. W ciągu 2,5 roku \"nasi goście\" popełnili 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw. Do tego dochodzą pewnie tysiące drobniejszych, niezgłoszonych incydentów, roszczeniowość i niestety zbyt często, brak jakiejkolwiek wdzięczności. Stwierdzenie, że \"Polska jest liderem\" to kolejna propagandowa teza nie mająca wiele wspólnego ze smutną rzeczywistością. Fakty to PKB per capita (nominalne)-47 miejsce na świecie, rekordowe tempo przyrostu zadłużenia, zdemolowana służba zdrowia, rosnące bezrobocie, jedne z najwyższych (w stosunku do zarobków) ceny paliw i energii i rozbrojona armia \"lidera\". Tymczasem wmawia się nam, że największym problemem w kraju jest facet, który zwyzywał bezczelne gówniary nie potrafiące się zachować w autobusie, albo emeryt, który przyłożył laską chcącej go okraść Ukraince. Niestety właśnie w tę narrację wpisuje się autor.

    W. Nosowicz


    2026-08-04 20:31:03
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Szanowny autorze. Nie uważam, że pamięć o zbrodniach z przeszłości jest stratą czasu. Narody nie budują trwałych relacji na przemilczeniach, lecz na prawdzie. Nie można oczekiwać od Polaków obojętności wobec gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ich rodakach. Dbanie o przyszłość i rozliczenie historii nie wykluczają się. Możemy wspierać Ukrainę w obliczu dzisiejszych zagrożeń, jednocześnie domagając się szacunku dla pamięci ofiar. To nie jest działanie przeciwko Ukrainie, lecz działanie na rzecz uczciwego pojednania. Bez prawdy nie będzie trwałego zaufania między naszymi narodami.

    XxX


    2026-08-04 17:21:57
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    W każdym wpisie musi być o PISie. Ludzie mają różne hobby, ale Sz.P. Wiesław lubuje się w Pisie. Czy ten PiS jest teraz z Panem w pokoju? Jeśli tak to który?

    Waldemar


    2026-08-03 18:39:39
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    \"ruska rakieta\"?, widzę że elokwencji nie po drodze z mądrością - ruskie są tylko pierogi, szanowny Panie. Na szczęcie ta rakieta, w przeciwieństwie do tej którą wystrzelili Ukraińcy, nikogo nie zabiła i była precyzyjnie wycelowana w sam środek pola. Jeżeli tę rakietę fatycznie wystrzelili Rosjanie to właśnie udowodnili światu że Polska jest całkowicie bezbronna, bo systemy walki powietrznej zostały oddane Ukrainie...zaś brak reakcji NATO, USA i Europy dobitnie udowadnia, jak głęboko mają na w doopie. Teraz wisienka, alarm ogłoszono 5 minut po eksplozji rakiety, myślałem że taki alarm uruchamia się przed atakiem, a nie po. Teraz walnij pan porządnie w zakutą pałę premiera Von Tfuuuska, on nawet nie potrafi odróżnić pocisku balistycznego od rakiety manewrującej.

    Polak


    2026-08-03 16:17:07
  • Zintegrowany Plan Inwestycyjny w Pasymiu. Ruszają konsultacje społeczne
    A na prosty język, to co tam będzie na tych działkach?

    .


    2026-08-03 15:09:16
  • „Pani Asiu, czemu pani nie ma?”. Joanna Pusta w finale Listonosza Roku
    Widziałem filmy pokazujące,że Pani Asia robi naprawdę dobrą robotę. Polecam.

    Andrzej


    2026-07-31 12:18:42
  • Nie lubię stać w miejscu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham florystykę.
    Stac w miejscu?

    Jan


    2026-07-31 09:18:39
  • Jerzy Niemczuk: Kiedy nienawiść wchodzi na ambonę
    Czy to ten Pan co w latach 2020-2021r paradował z czarną maseczką z pomarańczowym piorunem? Szukałem jakiegoś zdjęcia, ale chyba wszystkie usunął.

    nikoś


    2026-07-30 11:10:01

Reklama