Niedziela, 5 Luty
Imieniny: Agaty, Filipa, Justyniana -

Reklama


Reklama

Kij w mrowisko lub siecią przez łowisko – felieton Leszka Mierzejewskiego (zdjęcia)


Po moim ostatnim felietonie pt. „JEŚĆ ALBO NIE JEŚĆ; OTO JEST PYTANIE”, otrzymałem wiele maili i telefonów, nie wspominając o prywatnych rozmowach popierających moje wywody. Rację przyznali mi nie tylko znajomi wędkarze, ale i rybacy, którzy oburzeni są faktami podanymi w poprzednim odcinku. Czytelników zirytowało, że na Mazurach mamy smaczne i wartościowe ryby, a sprowadzane są zamienniki, które nie dość, że są drogie, to zdrowiu nie służą. Identycznie jak było w latach dziewięćdziesiątych z chińszczyzną, która wyparła nasze rodzime wyroby, a rzemieślnicy i większość firm produkcyjnych znikła z rynku krajowego. Toczka w toczkę było z polskim lnem, który wypadł z naszego rynku, żeby na jego miejsce wskoczyli przede wszystkim zachodni producenci.



Wywołałem burzę w szklance wody i dobrze – natomiast za uporządkowanie tematu rybnego powinny się zabrać organy do tego powołane. Przede wszystkim utworzony 21 stycznia 2022 r. Departament Rybactwa w Wodach Polskich, którego głównym zadaniem jest właśnie zreformowanie gospodarki rybackiej na terenie całej Polski.

 

Pierwszym negatywnym przykładem jest nagminna sprzedaż okonia nilowego, który posiada niby cenne źródło białka i witaminy A, jednak niewiele jest w tej rybie kwasu omega-3, za to dużo kwasu palmitynowego, który zwiększa poziom złego cholesterolu, w przeciwieństwie do naszych rodzimych okoni.

 

Co do cen za ryby, to mój rozmówca rybak, który zastrzegł sobie anonimowość, nie wie, kto je ustala. Na przykład, jak mówił, za szczupaka w całości tj. niewypatroszonego, rybacy otrzymują od 8 do 10 zł za kg, a w sklepie trzeba zapłacić ca 30 zł. Ja dodam, że lekko licząc 40% należy odliczyć na ubytki związane z łbem, wnętrznościami, łuskami, a i przy jedzeniu również 25% zostaje na talerzu tj. kręgosłup, ości i płetwy. Faktycznie odrzucamy 65% z ryby, więc za kilogram czystego mięsa płacimy prawie 86 zł. Obłęd.

 

Podobnie jest w mojej dziedzinie, jaką jest myślistwo. Rarytasem jest dziczyzna, której mięso podobnie jak rybie, jest nie tylko smaczne, ale i zdrowe. Dziczyzna nie zawiera żadnych konserwantów, antybiotyków, bo dzikie zwierzęta spożywają jedynie naturalne pożywienie bez hormonów wzrostu czy innych wspomagaczy, identycznie jak dzikie ryby. Dziczyzna jest mniej kaloryczna niż popularna wieprzowina, ma z reguły niższą zawartość tłuszczu, jest mocno ukrwiona i bogata w cenne składniki.

 

Najważniejsze składniki odżywcze zawarte w mięsie tego typu to: witaminy z grupy B, pełnowartościowe białko bogate w aminokwasy egzogenne, składniki mineralne, w tym wapń, fosfor, magnez, żelazo. Poza tym, mięso z dzika, sarny czy innej dzikiej zwierzyny jest lekkostrawne i odpowiednie dla osób, które są na diecie odchudzającej. Tylko ceny, podobnie jak i branży rybnej, doprowadzają do mętliku w głowie. W sprzedaży my, jako myśliwi, inkasujemy za np. jelenia byka marne pieniądze, natomiast już w sprzedaży szynka z takiego jelenia kosztuje krocie.

 

Dlatego też część kół łowieckich w Polsce wzięła sprawę w swoje ręce i prowadzi sprzedaż bezpośrednią dziczyzny, jak i sprzedaż gotowych wyrobów prosto ze swoich gospodarstw łowieckich, pod nadzorem Powiatowego Lekarza Weterynarii. Powracając do zasadniczego tematu tj. ryb, jeden z rozmówców poinformował mnie, że teraz, gdy mamy w sprzedaży ryb do wyboru do koloru, trzeba uważać na świeży towar. Przecież sprzedawca przy obłędnych cenach nie może pozwolić sobie na odrzut, jak w sklepie spożywczym, gdzie na opakowaniu jest wytłoczona data przydatności do spożycia.

 

Gdyby postępował uczciwie, to wyszedłby na tym mokrym interesie, jak Zabłocki na mydle. Najprostszym sposobem przechowywania tj. magazynowania ryb w bezpośredniej sprzedaży jest trzymanie ich w lodzie.

 

My, gdy chcemy kupić świeżą rybę, to musimy jakimś sposobem ją ocenić. Pierwszym miernikiem jest jej zapach, ale przy tym skupisku ryb i jej zmrożeniu, trudno jest wyczuć zepsucie. Niemniej warto rybę „wyczuć”. Zapach powinien być delikatny. Gdy jest ostry i intensywny oznacza, że ryba nie jest świeża, że sprzedawca coś z nią kombinował.


Reklama

 

Ryby morskie mają charakterystyczny zapach wody morskiej, ale też powinien być łagodny, a nie drażniący. Drugą oznaką świeżości ryby są jej skrzela. Powinny być krwistoczerwone bądź różowe, w zależności od gatunku, bez plam i uszkodzeń. Uszkodzone lub rozpadające się skrzela o brązowym zabarwieniu świadczą o tym, że ryba nie jest pierwszej daty. Dowiedziałem się, że obecnie istnieje kilka chemicznych sposobów na przedłużenie utrzymania krwistego koloru skrzeli.

 

Należy włożyć palec w skrzela i go powąchać, jeżeli poczuje się inny zapach niż rybi, a tym bardziej cuchnący, to lepiej zrezygnować z kupna. Dodatkowo należy obejrzeć oczy takiej ryby, jeżeli są mętne, zapadnięte to potwierdzenie, że ryba z pewnością nie jest już pierwszej jakości. Każda świeża ryba winna mieć oczy wypukłe, wyraźne i błyszczące. Kolejnym prostym sprawdzianem, jest naciskanie palcem na rybę. Jeśli ryba jest świeża, to wgłębienie, które powstało przez nacisk, wróci do poprzedniego kształtu. Jeśli tak się nie stanie to znak, że ryba leży już w sklepie od dłuższego czasu.

 

Bardzo szybko możemy też ocenić świeżość ryby poprzez jej płetwy. Powinny mieć naturalny kształt bez ubytków czy wystrzępień. Przestrzegając tych kilku zasad i wytycznych z pewnością uda się Wam, jak i mnie kupić świeżą rybę z naszych mazurskich jezior. A świeże ryby to jeden z najzdrowszych posiłków. W końcu znajdujemy w nich bogactwo substancji odżywczych oraz mikroelementów, no i specjaliści do spraw żywienia polecają zjadanie ryb ze względu na zawartość dużej liczby kwasów tłuszczowych, stanowiących istotny element naszej diety. Cóż więc mogłoby nam zaszkodzić?

 

Niestety, cena, nazwa oraz wygląd wprowadza w błąd i kupujemy zamiennik, który może być skażony antybiotykami, rtęcią oraz innymi substancjami chemicznymi. Na które gatunki powinniśmy uważać? Przede wszystkim na tanią rybę tilapię.

 

 

Ten gatunek ryby, hodowany jest w Azji. Ryby przebywają w zanieczyszczonych, sztucznych zbiornikach. Aby jak najwięcej ryb, w jak najszybszym czasie, osiągnęło wagę umożliwiającą ich sprzedaż, karmi się je paszami zawierającym znaczne ilości antybiotyków, środków bakteriobójczych oraz hormonów. Substancje te przenikają do mięsa ryb, a następnie do naszego organizmu.

 

Drugim gatunkiem, który powinniśmy wykluczyć ze swojej diety, to makrela królewska.

 

 

O dziwo i niestety, w mięsie tej popularnej w naszym kraju ryby możemy znaleźć szkodliwą rtęć. Właśnie chodzi tu konkretnie o makrelę królewską, która bywa sprzedawana jako konserwy oraz pod postacią wędzoną.

 

Wielu nabywców bardzo chętnie sięga po rybę panga, głównie ze względu na jej bardzo niską cenę.

Reklama

 

 

Niestety, nie jest to najlepszy pomysł, zgodnie z zasadą „tanie mięso psy jadały”. Przede wszystkim panga posiada minimalne wartości odżywcze. Ponadto hoduje się ją w zanieczyszczonych zbiornikach, identycznie jak tilapię, gdzie ryby karmione są antybiotykami oraz hormonami, w celu zmaksymalizowania zysków.

 

Czwartą rybą , na którą należy bezwzględnie zwrócić uwagę jest sum. Prawdziwy rarytas, z którego można przygotować wyjątkowo smaczne danie, jeżeli jest naszą rodzimą rybą.

 

Z tym, że bezwzględnie należy zwrócić uwagę skąd pochodzi ryba. Należy wykluczyć z kupna te importowane z Azji, gdzie podczas hodowli wykorzystuje się spore ilości antybiotyków i substancji chemicznych, wspomagających wzrost ryb. Wówczas mięso z suma nie będzie korzystne dla naszego organizmu.

 

Ostatnia z ryb, która wzbudza ogromne kontrowersje, a dla wielu jest wyjątkowo smaczna i popularna i to od wielu lat, jest łosoś hodowlany.

 

D Dosyć powszechnie uznaje się go za bardzo zdrowy produkt, wnoszący do naszej diety wiele istotnych składników. Owszem, jeżeli konsumujemy dzikiego łososia. Niestety, problem pojawia się, gdy mamy do czynienia z łososiem hodowlanym, w którego mięsie odnajdujemy wiele antybiotyków, pestycydów oraz i innych szkodliwych dla naszego zdrowia składników. Nie wspominam i o naszych rybach hodowlanych jak pstrąg czy karp, bo mam nadzieję, że w sprzedaży pojawiają się smaczne i zdrowe, bez nadmiaru antybiotyków i substancji chemicznych, wspomagających ich wzrostowi. Nad powyższym czuwa Powiatowy Lekarz Weterynarii, ale nie tylko, również nad pobieraniem,piętrzeniem i odprowadzaniem wody z obiektu chowu i hodowli ryb, nad zwalczaniem szkodników rybackich, nad składem paszy do żywienia ryb itd.

 

Ichtiologia to temat rzeka, a w nim ryb multum.

 

Czytelnikom życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego 2023 oraz… złotej rybki (które ponoć w naszych jeziorach bywają), która spełni nie tylko trzy, ale wszystkie Wasze marzenia.

 

e-mail: leszek.mierzejewski@gazeta.pl



Komentarze do artykułu

Gabi

Może nie na temat, ale na targowisku karpie półżywe łapią z trudem powietrze.

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama