Elżbieta Zadrożna i Adam Rutkowski mogą mieć na koncie uratowanych sto ludzkich żyć. Łącznie oddali ponad 60 litrów krwi. - Bardzo to uśredniając ta krew mogła wystarczyć do ponad 100 operacji – mówi Dominik Górski, zastępca dyrektora szpitala w Szczytnie. - Czyli tak, pani Ela i Adam, mogli uratować życie ponad stu osobom - dodaje. W piątek klub HDK działający przy OSP Wielbark świętował 15 lat istnienia.
83 akcje poboru krwi i ponad 1700 litrów krwi – to bilans 15-letniej działalności Honorowego Klubu Krwiodawców działających przy Ochotniczej Straży Pożarnej w Wielbarku. W piątek wielbarscy krwiodawcy świętowali swoje urodziny. Nie zabrakło oczywiście wyróżnień i nagród.
Był to też doskonały czas na podsumowanie pewnego etapu działalności. Za dar serca oraz humanitarną i bezinteresowną pracę na rzecz honorowego krwiodawstwa w 15-lecie powstania Klubu HDK PCK przy OSP w Wielbarku nagrody otrzymali założyciele: Krzysztof Burdyński, Mateusz Burdyński, Waldemar Burdyński, Zdzisław Burdyński, Dariusz Dziewa, Dorota Dziewa, Marek Karwacki, Zbigniew Kostrzewa, Szczepan Krupiński, Sławomir Kurpiewski, Lech Maluchnik, Mateusz Maluchnik, Mirosław Maluchnik, Dawid Michalak, Adam Rutkowski, Milena Zapadka, Beata Zdancewicz.
Podczas 15 urodzin podziękowano też trójce krwiodawców, którzy odeszli na „emeryturę”, nie będą oddawali krwi, ale nie oznacza to, że żegnają się z klubem: Małgorzata Bagińska, Elżbieta Zadrożna oraz Marcin Matłoch.
Liderami w oddawaniu krwi zostali Adam Rutkowski, który wziął udział w 83 akcjach poboru i oddał łącznie 36 900 mln pełnej krwi. Wśród kobiet prym wiedzie Elżbieta Zadrożna, która krew oddała 52 razy łącznie 23 tys. 400 mililitrów.
Odznaczeni
Zasłużony Honorowy Dawca Krwi
III stopnia po oddaniu 6 litrów krwi
- Anna Kordek,
- Joanna Lewenda,
- Justyna Matłoch,
- Kamila Matłoch,
- Marcin Abramczyk,
II stopnia po oddaniu 12 litrów krwi
-Magdalena Pabich,
- Donata Przybyłek – Chojnowska,
- Izabela Tańska,
- Marcin Abramczyk
- Artur Kaczmarczyk,
I stopnia po oddaniu 18 litrów krwi
- Cezary Tański,
Elżbieta Zadrożna,

oddała 23 400 mililitrów krwi.
Kiedy pani zaczęła oddawać krew?
Oj, dość późno, bo dopiero w 2008 roku. Ale tak naprawdę całe życie ciągnęło mnie do tego. Dzieci, praca, mąż, dom... wciąż nie miałam na to czasu. Ale jak mój mąż przestał oddawać krew ze względów zdrowotnych, to powiedziałem, to w takim razie ja idę. I poszłam (śmiech). Pomaganie ludziom zawsze mnie ciągnęło.
Ile ma pani lat, że odeszła pani na „emeryturę krwiodawców”?
Dziś już 63. Ta „emerytura krwiodawców” związana jest ze stanem zdrowia, a nie wiekiem (śmiech).
A ta zawodowa emerytura?
Odeszłam na nią w 2020 roku. Pracowałam w urzędzie gminy Wielbark. Wcześniej była praca w Karczmie, potem w Kinie Borowik, które istniało w naszym mieście. Zostało przejęte przez gminę i tak dopracowałam do końca w urzędzie (śmiech).
Krew może oddawać każdy?
Zasadniczo tak, choć są ograniczenia oczywiście. U mnie właściwie cała rodzina oddawała: mąż, córki, syn, a teraz nawet wnuk. Gdy szłam na swoją ostatnią akcję poboru spytałam go, czy ma ochotę iść ze mną. Powiedział, że boi się igły, ale jak go zaprowadzę, to pójdzie (śmiech). Bardzo mu się to spodobało, jest szczęśliwy, że może kontynuować rodzinne tradycje. Ja zresztą też. Jestem z niego dumna.
Jak pani by zachęciła innych do odwadnia krwi?
Warto sobie uświadomić, że krew może być potrzebna nam samym bądź komuś z naszych bliskich, kogo kochamy. Wówczas nikt nie będzie miał wątpliwości, że warto. Że trzeba to zrobić. Ostatnio mój mąż miał problemy zdrowotne, przy których potrzebował krwi. Powiedziałam mu wówczas: zobacz, przez tyle lat oddawałeś, dawałeś dobro, teraz ona wraca do ciebie, pomaga tobie. I tak na to trzeba patrzeć.
A prywatnie jak pani spędza czas na emeryturze, hobby...
Uwielbiam czytać książki. Głównie kryminały. Wczoraj skończyłem czytać „Schronienie” Harlana Cobena. Trochę inna tematyka, literatura młodzieżowa, ale też fajna. Czmycham w świat literatury od zgiełku tego świata.
Adam Rutkowski,

83 akcje poboru, oddał łącznie 36 900 mln pełnej krwi.
Kiedy po raz pierwszy pan zdecydował się oddać krew?
Pamiętam to dokładnie (śmiech). Był to 7 października 2006 roku.
Ktoś pana do tego namówił?
Właściwie to nie. Zawsze chciałem pomagać ludziom. Ale dołączyłem do krwiodawców za sprawą wielbarskiej starszyzny. Kiedyś pojechaliśmy do Szczytna na akcję oddawania krwi. Było tam tak dużo ludzi, że nie udało nam się jej oddać. Wówczas też zrodził się pomysł, by utworzyć klub w Wielbarku i tak się zaczęło.
Jest pan też strażakiem ochotnikiem...
Tak i między innymi dlatego wiem, jak bardzo potrzebna jest krew do ratowania ludzi. Jeżdżąc do zdarzeń, wypadków człowiek uczy się pokory i odpowiedzialności również za innych. Jestem też dawcą szpiku kostnego. Wszystkich gorąco zachęcam do oddawania krwi, bo to nic nie kosztuje, a naprawdę można uratować ludzkie życie.
Milena Zapadka,
prezes HDK przy OSP Wielbark
Jak pani ocenia te 15 lat?
Gdyby ktoś piętnaście lat temu powiedział mi, że klub będzie nadal istniał, że będziemy w tym miejscu z takimi osiągnięciami, to uznałabym to za dobry żart.
Jak wyglądały początki, jak doszło do założenia HDK przy OSP Wielbark?
Dokładnie 17 listopada 2007 roku po akcji oddawania krwi, zebrało się w remizie przy jednym stoliku, 20 osób i założyło klub. Tak to wyglądało (śmiech). Zawsze na naszych uroczystościach było to coś. Atmosfera, klasa, to, czego nie da się kupić. To kwestia ludzi. Naszych krwiodawców, strażaków. I dzięki temu nadal istniejemy, działamy, spotykamy się. Kiedy powstawał nasz klub był to okres boomu, mody na oddanie krwi, ale jak widać nas połączyło coś więcej. I bardzo się z tego cieszę. Dziękuję wszystkim, którzy w tym uczestniczą.
Wasz klub to nie tylko oddawanie krwi...
To prawda. Nasi członkowie byli jednymi z pierwszych, którzy zaczęli popularyzować ideę rejestracji potencjalnych dawców szpiku, edukowali w zakresie oddawania krwi, na czym to polega, byli współorganizatorami szkoleń w zakresie udzielania pierwszej pomocy, organizatorami akcji
„bezpieczni na drodze”, przekazywali słodycze, środki higieniczne chorym dzieciom na oddziałach... zebrano kilkaset kilogramów monet dla chorych dzieci, dosłownie tonami zbieraliśmy plastikowe nakrętki, biegaliśmy.
Ile akcji poboru krwi udało się przeprowadzić przez te 15 lat?
83 akcje poboru krwi, gdzie pozyskaliśmy ponad 1700 litrów krwi. W RCKiK mówi się, że gdy brakuje krwi, to Wielbark nadrobi te braki (śmiech). Dziękuję wszystkim za ogromną pomoc.
A kto ten Wilczek, że aż taki artykuł o niej m piszą?
Rafał
2026-06-17 16:58:24
Ten człowiek ma zdolności do likwidacji i zamykania
Bodzio
2026-06-17 09:21:02
Te Spaliny sławne ze złej strony . Wczesniej pedofila złapali , teraz 3, 8 promyka. Szofer
konrado
2026-06-16 22:12:28
Uuuu to w restauracji grota pewnie szambo wybija że zmywarki
Mieszkaniec
2026-06-16 21:22:40
Dzień dobry Państwu. No wreszcie ktoś odważył się powiedzieć to głośno! Pani Radna Malwina Prusińska słusznie „męczy” odpowiednie osoby o temat Dworca PKS, bo — nie oszukujmy się — ten plac wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tam w 1981 roku i od tamtej pory nikt nie miał odwagi tam zajrzeć. Wstyd to mało powiedziane. Nie wiem, czy Pan Michał Trusewicz faktycznie był na tym dworcu osobiście, czy tylko widział go na zdjęciu z satelity, ale skoro już rozmawiamy o transporcie, to mam kilka pytań, które aż proszą się o odpowiedź. Może jakaś kompetentna osoba z ratusza pochyli się nad tym postem — choćby na tyle, żeby nie dostać skurczu pleców. Do rzeczy: 1) Kto wydał pozwolenie dla przewoźników EGER, IKEA i całej reszty floty kosmicznej na parkowanie na parkingu przy Andresa/Lipperta? Bo wygląda to jak prywatny terminal lotniczy, tylko bez samolotów. 2) Czy właściciele tych pojazdów płacą za parkowanie? Pytam, bo parking wygląda jak powierzchnia Marsa po gradobiciu — kratery, jeziora po deszczu i dekoracje w postaci pustych butelek. NASA mogłaby tam kręcić dokument o terraformacji. 3) Dlaczego te autobusy jeżdżą przez Lipperta? Mieszkańcy mają tam survival na co dzień, a przejście przez ulicę to jak gra w „Froggera” na poziomie hard. 4) Co z autami lokalnego zbieracza skarbów? Pan został przegoniony spod Starostwa, więc przeniósł się na parking i dalej parkuje swoje rydwany pełne… powiedzmy: „kolekcji”. Czy naprawdę nie ma sposobu, żeby zakończyć tę epopeję? 5) Czy Straż Miejska lub Policja może tu zareagować? W końcu to centrum miasta, a nie strefa wolnego handlu i dowolnego parkowania. 6) I na koniec — hit sezonu. Pseudo‑przystanek na Pasymskiej, vis‑à‑vis Biedronki, na drodze krajowej 53. Autobusy zatrzymują się na jezdni, zatoki brak, linie ciągłe jak mur chiński — wyminąć się nie da, więc rano korek jak w Warszawie, tylko bez metra. Zgodnie z przepisami decyzję o lokalizacji przystanku wydaje zarządca drogi, czyli GDDKiA (albo miasto, jeśli ma zgodę). No i pytanie: kto uznał, że to dobre miejsce? Bo wygląda to jak żart, tylko nikt się nie śmieje.
MilczącyMyśliciel
2026-06-16 14:58:26
Brawo, Kaiser Wilhelm II lubi to!
Klasyk
2026-06-16 14:27:07
Na kolejowej mapie Warmii i Mazur właśnie dzieje się coś, czego mieszkańcy Wielbarka nie widzieli od ponad trzech dekad. Po 34 latach pociągi Intercity znów zatrzymają się w ich miejscowości. - Gwoli sprostowania - spółka PKP IC powstała w 2001 r, więc Wielbark nie mógł czekać na jej pociągi 34 lata
wolf
2026-06-16 11:08:10
gratuluję szczycieńskiej policji brawurowej akcji, teraz czuję się bezpieczniej
20 porcji dilerskich
2026-06-16 10:11:23
Podoba mi się zaproszę żonę na wycieczkę .
Franek66
2026-06-15 07:49:34
Tak to jest, jak brzegi zabudowane. Jezioro ok, ale bylam raz i nigdy więcej.
Gabi
2026-06-14 19:30:23