Po raz pierwszy Werner Koepke przyjechał do naszego miasta 8 listopada 1993 roku.
- Gdy pojawił się po raz drugi nauczycielka z ZS nr 2 wysłała uczennicę do mojej małżonki i poprosiła, żebym pomógł jak tłumacz i tak zostało – wspomina Ryszard Łopatka, który przez te lata serdecznie zaprzyjaźnił się z Wernerem.
On sam zaś opowiada:
- Pewnego razu przyszła do mnie moja znajoma dr Kühne, która urodziła się i wychowywała przed wojną w Szczytnie. W 1955 roku wyjechała wraz z rodziną na stałe do Niemiec. Na wieść o tym, że będę organizował pomoc humanitarną dla jeszcze bliżej nieokreślonego miasta w Polsce, zwróciła się do mnie tymi słowami: „Jeśli chcecie komuś w Polsce pomóc, to jedźcie do Szczytna, pięknego miasta na Mazurach”. No i tak się zaczęło.
Po raz pierwszy do Szczytna Werner Koepke przyjechał wspólnie z niemieckim Czerwonym Krzyżem. – Przyjechaliśmy dwoma samochodami osobowymi, do których podczepiliśmy dość duże przyczepki, które były wyładowane darami dla szczycieńskiego szpitala i domu dziecka. Początek lat dziewięćdziesiątych w naszym kraju, to czas przemian nie tylko ustrojowych, ale i gospodarczych. Werner widząc potrzeby, doszedł do wniosku, że nadal trzeba pomagać i sam zorganizował kolejny wyjazd z pomocą dla szpitala. Werner jest dumny, że w pewnej części jest związany z regionem mazurskim. Jego rodzina posiadała duży dom i gospodarstwo w dzisiejszym Stębarku i nosiła nazwisko Konopatzki, natomiast on sam urodził się w 1955 roku w Niemczech.
Pewnego razu będąc w Szczytnie i przebywając w jednym ze szczycieńskich hoteli, zobaczyłem zdjęcie Wernera – opowiada również były mieszkaniec Szczytna Mariusz Moskwiak, który w 1981 roku wyjechał z rodziną na stałe do Niemiec. – W 2012 roku spotkałem się z nim i zapytałem czy to wszystko robi sam? Usłyszałem twierdzącą odpowiedź i wtedy już bez ogródek zadałem mu kolejne pytanie. A jak z tobą coś się stanie, to kto będzie to prowadził? Przecież szkoda zostawić taki fantastyczny projekt, który ma na celu niesienie pomocy humanitarnej innym osobom.
Mariusz Moskwiak zaproponował Wernerowi założenie stowarzyszenia, do którego wciągnął swoich znajomych. – Jeden z moich znajomych jest notariuszem, który pomógł nam ze strony formalno-prawnej i zarejestrowaliśmy stowarzyszenie. Niedługo po tym i on sam do nas również się przyłączył.
A w jaki sposób grupa pozyskuje pomoc w Niemczech? Werner otwarcie mówi, że pomagają mu w tym dość liczne kontakty, których ten ma sporo, m.in. wśród znajomych i szefów dużych firm oraz marketów, a nawet i szefa firmy, w której są produkowane słodycze. Ponadto daje ogłoszenia w lokalnej gazecie wydawanej w rodzinnym mieście Leiferde o organizowaniu pomocy humanitarnej dla Szczytna.
Na stronie, którą prowadzi stowarzyszenie www.masurenhilfe.org możemy przeczytać napisane poprawną polszczyzną ogłoszenie: „…szczególna pomoc jest konieczna dla domu opieki dla osób starszych, ponieważ mieszkają tam seniorzy z ogólnej liczby 186 podopiecznych otrzymujący nie więcej jak 200 EUR miesięcznie emerytury lub renty”. No i zgłaszają się darczyńcy, oferujący swą pomoc.
Dzięki temu w ubiegłym tygodniu Werner wraz ze swoją grupą przywiózł m.in. 90 szafek, które przekazał domom dziecka w Szczytnie i Pasymiu oraz szczycieńskiemu DPS-owi, natomiast szpitalowi powiatowemu przekazał urządzenia medyczne, rolatory i wózki inwalidzkie, ponadto przywiózł około 100 kartonów odzieży, która została rozdzielona pomiędzy PCK, DPS i wymienione wcześniej domy dziecka.
Zaprzyjaźniony z Wernerem piekarz Thorsten Acke z Ahnsen na wieść o organizowaniu przez niego kolejnej wyprawy humanitarnej do Szczytna, upiekł 50 bochenków chleba dla domu dziecka.
Werner Koepke za swoje zasługi dwa lata temu został odznaczony przez Prezydenta RP Złotym Krzyżem Zasługi. Oprócz tego był również kilkakrotnie uhonorowany przez PCK oraz władze samorządowe, które wyróżniły go statuetką Juranda. Z dumą dysponuje wizytówkami, na których, nad imieniem i nazwiskiem góruje napis: Honorowy Obywatel Miasta Szczytno. Jednak największą nagrodą, jak twierdzi, jest uśmiech osób, którym może pomóc.
Z takim myśleniem to w Rozogach nic, nigdy nie powstanie. Pracy brak, nowe inwestycje są od razu krytykowane. Pan Tomasz powinien od razu napisać, że chodzi o przyszłość zajazdu, a nie o środowisko i dobro mieszkańców. To nie elektrownia atomowa...
Mieszkaniec
2026-04-22 13:14:36
Mam nadzieję, że młody człowiek ma silny kręgosłup moralny. I władza Go nie zmanieruje i nie zdeprawuje. Trzymam kciuki!
sąsiad
2026-04-22 08:54:08
Ten facet kióry mówi obankructwie byłego burmistrza to chyba jakiś ufoludek . Jak bankrut może mieć takie pieniądze. Moim smażenie jest aby wszyscy w Polsce byli takimi bankrutami. Zazdrość to brzydka cecha. Nie zazdrościć tylko klaskać, że ktoś realnie patrzy na potrzeby chwili. Mówi się o przysposobienie obronnym w szkołach. Gdzie oni mają się uczyć strzelania. Pozdrawiam wszystkich trzeźwo myślących
Dębal
2026-04-21 16:24:33
Wiesław idz popchać karuzele, tak po prostu
Daniel
2026-04-21 04:54:51
Zarzuty wyolbrzymione do granic możliwości. W dobie dzisiejszej bioasekuracji, nic nie ma prawa wyjść poza fermę. Gdzie mają takie obiekty powstawać jak nie na terenach wiejskich z dala wielkich aglomeracji? Do tego wpływy z podatków, miejsca pracy dla okolicznych mieszkańców, ale nieeee. Blokujmy wszystko, bo jaśnie państwo od agroturystyki straci kilku klientów albo nie, bo może śmierdzieć. To trochę jak z bojkotem anten 5g przez osoby które nie mają pojęcia o dzisiejszej technologii.
Emil
2026-04-20 21:20:03
Kapusty się najedz będziesz miał detonację.
Jam
2026-04-20 16:39:00
Nie komentujcie wypocin tego osobnika
Romek
2026-04-20 16:08:10
Firma Zondacrypto formalnie działa w Estonii i jest wielką naiwnością sądzić, że weto prezydenta tu by coś zmieniło. Jest to publicystyka polityczna, nie wiem dlaczego ludzie to łykają. Ps. Jeszcze pan liczy głosy?
XxX
2026-04-20 10:15:04
Panie Karolu nie przejmować się krytyka. I tak jest Pan ładniejszy od Kiersikowskiego
Romek
2026-04-19 18:22:04
A filmiku z detonacji nie ma? Łee...
Jan
2026-04-19 18:20:07