„Wyglądam jak kloszard. Wstyd mi”. Francuski żołnierz zapisał, jak wyglądała jego niewola na Mazurach
Europa właśnie układała się na nowo po klęsce Francji. De Gaulle z Londynu wzywał do dalszej walki, Brytyjczycy zaatakowali francuską flotę, a Gabriel Noury był setki kilometrów od domu - bez butów, w podartych spodniach, pod niemiecką strażą. W kolejnym odcinku historii odkrywanej przez Tomasza Bojanowskiego zaglądamy do zapisków francuskiego żołnierza z przełomu czerwca i lipca 1940 roku. Wielka wojna dociera tu przez strzępy wiadomości. Codzienność ma smak jagodowej zupy, zapach potażu i ciężar karabinu strażnika.
Diem Perdidi #10 Pogoda również się psuje: szaleją burze z błyskawicami. W niedzielę 30 czerwca zajmujemy się krowami. Jedna z nich wpada do głębokiego rowu i grzęźnie! Widać jej tylko głowę. Biegniemy po grube liny, które przekładamy jej pod pysk oraz wokół rogów, i w dziesięciu ciągniemy z całych sił! To było przerażające. Biedne zwierzę wyrywało się, by wyjść, a my ciągnęliśmy tak mocno, że bałem się, iż głowa się urwie! Po pół godzinie wspólnych wysiłków udało nam się jednak wyciągnąć ją z tej lepkiej pułapki. Byliśmy zaskoczeni, ale podobno to częsty przypadek. Mało brakowało, a udusiłaby się w tym błocie!
W popołudnie tej niedzieli pozwalają nam – wciąż pod ścisłą strażą – wykąpać się w jeziorze. Jeden z kolegów o mało się nie utopił! Doprawdy... Ciągły deszcz i burze.
Następnego dnia, 1 lipca 1940 r., dają nam zupę z jagód. Fuj! To bardzo niemile zaskakuje, ale cóż – to pruski obyczaj! Wyglądam jak kloszard: spodnie mam w strzępach i chodzę boso, nie mając już butów ani niczego innego, w co mógłbym się ubrać. To prawdziwa nędza, całkowity brak wszystkiego. Wstyd mi.
W czwartek 4 lipca zabierają nas ciężarówką do przeładunku potażu. Co za brud! Właściciel małego sklepiku spożywczego (prawie pustego), Gustav – wysoki, szczupły i elegancki człowiek – zachowuje się jednak uprzejmie i lituje się nade mną. Po tym, jak kazał mi narąbać trochę drewna do kuchni, oferuje mi dwa kufle piwa. To dobrze robi!
W piątek 5 lipca bierzemy prysznic (oczywiście na zewnątrz), wracamy o 17:00 i kładziemy się spać. Dowiadujemy się, że Anglia i Francja zerwały stosunki dyplomatyczne i że Anglicy atakują Francuzów (1)! Bez żartów! Podobno Anglicy zatapiają nasze statki na Morzu Śródziemnym.
Nasi strażnicy mają nas opuścić, by udać się na „okupację” do Francji. Wracając z pracy u Bubela do naszego bunkra, maszerujemy równym krokiem, śpiewając „Madelon” [francuska, marszowa pieśń wojenna] i trzymając głowę wysoko przed jeńcami, którzy już wrócili z roboty. Odwracamy w ten sposób twarze od Niemców, którzy każdego dnia przychodzili nas nękać na małym mostku prowadzącym do naszej sypialni! Każdego wieczoru, w momencie, gdy ciężkie drzwi szopy na pompę strażacką zamykają się za nami, odbywa się „defilada-spacer” eleganckich „Gretchen” (Niemek). Padają pod naszym adresem drwiny, śmieją się z nas i nas wyzywają.
We wtorek 9 lipca nasz poczciwy strażnik Emil upija się z okazji swojego odejścia. Dwaj strażnicy, którzy go zastępują, są złośliwi i dają nam popalić. Mieszkańcy wioski nie darzą ich sympatią. To koniec naszego względnego spokoju. Niestety! Skarżymy się na nich. Pewnego wieczoru każą nam wstawać i stać w samych koszulach na ulicy! Już następnego dnia zostają jednak odesłani do swojej kompanii. Brawo! Grozili nam, ale mieliśmy to gdzieś.
Zastępuje ich dwóch innych strażników. Jeden z nich jest dość sympatyczny, ale drugi to tchórz najgorszej wody – nie chce rozstać się z karabinem i nas nim uderza. Nędzny typ! Nawet jego kolega śmieje się z niego i mówi nam: „Er ist ganz verrückt!” [Zupełnie zwariował].
W czwartek 11 lipca mamy pozwolenie na kąpiel w jeziorze (oczywiście nie mamy żadnego innego sposobu na umycie się, bo w bunkrze nie ma wody).
W piątek 12 lipca robimy sobie żarty z nowego „Wachmanna” (strażnika) i mówimy mu, że powinien iść do lekarza! Siostrzenica szefa, która mówi trochę po francusku, czuje się tym urażona i odpowiada z oburzeniem: „Och! Proszę pana!”.
Źródło: http://clemenceaudupetitmoulin.centerblog.net/6573389-diem-perdidi-10

Zdjęcie i fragment tekstu ze strony www.fondationresistance.org: „Już 14 lipca 1940 roku pierwsze oddziały Wolnych Francuzów przemaszerowały przez Londyn przed generałem de Gaulle’em”. Miesiąc wcześniej, 18 czerwca, Charles de Gaulle dociera do Londynu i nadaje na falach BBC swój słynny apel o kontynuowanie walki.
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

