Dziesięć nocy bez snu, pięć dni bez jedzenia, 50 osób zamkniętych w wagonie i podróż w nieznane. W czwartym odcinku „Diem Perdidi” Tomasz Bojanowski odsłania kolejny fragment pamiętnika Gabriela Noury’ego. Francuski jeniec opisuje transport przez Berlin, Malbork i Ostródę do obozu pod Olsztynkiem, gdzie w jednym baraku stłoczono dwa tysiące ludzi.
DIEM PERDIDI #4 Kierunek: Saint-Vith, blisko granicy niemieckiej, w prowincji Bastogne. Od 9 do 22 maja przez dziesięć nocy nie spałem i przez pięć dni nic nie jadłem, pokonując 100 km w zaledwie trzy dni! Byłem całkowicie wycieńczony. Nabawiłem się też lekkiej anginy.
Teraz jemy zupę i konfiturę (sporządzone z jęczmienia i prażonych żołędzi) oraz odrobinę margaryny. Przez cały dzień pozostajemy bezczynni. W głowie kłębią się myśli. Próbujemy zgadnąć, co dzieje się we Francji, w Angers... dopada nas potworny „depresyjny nastrój” (tzw. cafard – skrajne przygnębienie, apatia, nuda i chandra).
„Ależ nie, nie musicie pisać do rodzin, za 15 dni będziecie wolni!” – tak nam wmawiano!
Opuszczamy Hadamar 27 maja po południu i udajemy się do Diez-Ost, oddalonego o kilka kilometrów. Tam zamykają nas w obozie jenieckim: wieże strażnicze, strażnicy, karabiny maszynowe. Nie karmią nas dobrze – dają akurat tyle, byśmy nie umarli z głodu.
28 maja opuszczamy obóz i wsiadamy do pociągu w Saint-Vith i Limburgu, jadąc w nieznanym kierunku. Przez dwa dni i dwie noce jesteśmy zamknięci po 50 osób w wagonie bydlęcym. Nie mogliśmy się nawet położyć! Na te dwa dni dostaliśmy maleńki kawałek chleba i kostkę margaryny, która z powodu upału roztapiała się na nas. Nic do picia.
Podczas postoju pociągu na małej stacji byłem tak spragniony, że z trudnością (bo zakratowany otwór ledwo na to pozwalał) wystawiłem swoją żołnierską menażkę w stronę niemieckich żołnierzy, prosząc o trochę wody: „Wasser, wasser!”. Jeden z nich zabrał menażkę i z całej siły cisnął mi ją z powrotem w twarz. Nie nalegałem więcej.
Jeśli chodzi o potrzeby fizjologiczne, istniało tylko jedno rozwiązanie: załatwić się do własnego buta, podawać go z rąk do rąk nad naszymi głowami i opróżniać w czasie jazdy przez okienko – tak, by nie zostać zauważonym! Co za upokorzenie i upadek. Trzeba przez to przejść, żeby to zrozumieć.
W środę 29 maja 1940 roku, około godziny 14:00, przejeżdżamy przez Berlin. Wartownicy mierzą do nas z broni, gdy tylko wystawiamy głowy! Mijamy „Korytarz gdański” i wjeżdżamy do Prus Wschodnich. Przemierzamy miasta wschodnich Niemiec i krajobrazy pełne lasów, ale jest to dość monotonny widok. W Prusach Wschodnich mijamy: Marienburg (Malbork) oraz Osterode (Ostróda). Jest tu niezliczona ilość jezior.
W końcu docieramy do Hohenstein (Olsztynek). Mijamy złowrogą fortecę, w której spoczywa marszałek Hindenburg – to Tannenberg! Znajdujemy się 30 km od granicy polskiej, niedaleko południka przechodzącego przez Królewiec (Königsberg), blisko Olsztyna (Allenstein).
Obecnie jesteśmy zapędzeni do ogromnego obozu jenieckiego. Jest nas około trzydziestu tysięcy, podzielonych na piętnaście potężnych, niskich, czarnych i ponurych baraków (po 2000 osób na każdy). Po obu stronach znajdują się deski służące za prycze. Oczywiście nie ma mowy o rozbieraniu się do snu. Dwa tysiące osób w jednym pomieszczeniu – to coś odrażającego!
Jest tam też barak dla około 2000 cywilów: kobiet i dzieci. To był straszny widok. My sami byliśmy godni pożałowania, ale jeszcze bardziej współczuliśmy tym kobietom i dzieciom – Polakom, Litwinom i innym, dla których musiała to być prawdziwa kalwaria.
Rano dostawaliśmy miskę jęczmienia i prażonych żołędzi, w południe nic, a wieczorem odrobinę czarnego chleba i margarynę.
Źródło: http://clemenceaudupetitmoulin.centerblog.net/6573380-diem-perdidi-4

Rysunek Gabriela Noury’ego (maj–czerwiec 1940) wykonany na terenie Stalagu I B Hohenstein w Prusach Wschodnich, obecnie obok Olsztynka, w Królikowie, w województwie warmińsko-mazurskim
No tak. Uzurpator pałacu prezydenckiego ułaskawił kibola. Ironia autora jest o tyle ciekawa, że pomija najważniejszy szczegół: Staruch nie został skazany za pobicie, gangsterkę czy działalność przestępczą, lecz za przebywanie w niewłaściwym sektorze, mimo że Motor Lublin wydał na to zgodę, a sąd kompletnie tego szczegółu nie uwzględnił. Można być przeciwnikiem ułaskawienia, ale warto zachować proporcje. Zastanawia mnie również, dlaczego podobnego oburzenia u szanownego Pana nie wywołują afery dotyczące pieniędzy publicznych: Pokoje vip, holendernie zarobki lekarzy, czy ostatni temat okradanie powodzian. W takim zestawieniu ułaskawienie człowieka ukaranego zakazem stadionowym wygląda raczej na temat zastępczy niż problem pierwszej wagi. Pozdrawiam.
XxX
2026-08-11 06:21:20
Przewinalem, nie czytalem. Widzialem tylko w naglowku, ze znowu o prezydencie. To jakas choroba przesladowcza. Czemu ten osobnik np o Tfusku nue pisze bo jest o czym pisac. Kompleksiki wychodza i zazdrosc po prostu. Smutne bo z wiekiem czlowiek powinien madrzec a nie odwrotnie...
Romek
2026-08-10 19:47:13
A czemu ów felietonista jest taki tajemniczy? Ani nazwiska, ani wizerunku... Inni nie są tak wstrzemięźliwi. Choć trzeba przyznać, że wbrew zapowiedzi, tekst jest dość obiektywny. Co prawda nie do końca to felieton, ale niech tam...
massakra
2026-08-10 16:39:48
A daj pan już spokój prezydentowi, masz pan chyba obsesję na jego punkcie, wiem, że pan jako ,,zielony\", czyli z ugrupowania które cofa Europę, nie głosował na niego, ale było ponad 10 milionów Polaków, którzy jego wybrali. The end.
Jerry
2026-08-10 15:02:31
Fajna impreza????
Piotr Łuka
2026-08-10 13:59:37
Zamiast pisać o szkopach którzy zabili 6 Milionów Polaków, może warto skrobnąć, że na Wołyniu odkryto szczątki brutalnie i bestialsko zamordowanych przez Ukraińców 55 osób, w tym 26 dzieci...czy o tym nie warto wspominać?
Polak
2026-08-10 08:15:32
Brawo dziewczyny!
Karolina z Łuki
2026-08-09 19:57:28
Dopuszcie, ze sfinansowano to z tak krytykowanego Polskiego Ladu. Jak ladnie sie teraz wszysxt do zdjec usmiechaja
Romek
2026-08-09 04:38:26
6400zł brutto podstawy dla dyrektora? To żart?
Mateusz
2026-08-08 03:52:05
Uwielbiam Mazury, szczególnie południowe. Z ubolewaniem stwierdzam, ze wiele domów starej zabudowy zostało przerobionych współcześnie wręcz barbarzyńsko. Typowe, cenne lokalnie domy mazurskie, z jasnymi elewacjami, detalami i czerwoną dachówką na nowocześnie szaro. W wielu miejscowościach, np. ładnym Świętajnie, np. przy Kościelnej, Mickiewicza. Dosadne słowo, ale w niektórych przypadkach prawdziwe.
Anonim
2026-08-08 00:49:22