Tygodnik Szczytno

Poniedziałek, 14 Wrzesień
Imieniny: Apolinarego, Eugenii, Lubomira

Reklama

Reklama

Turyści widzą nowoczesną Polskę. Polacy widzą katastrofę. Jerzy Niemczuk pyta, komu wierzyć

Dla przyjezdnych Polska jest krajem Blika, paczkomatów, dobrych dróg i technologii. Dla dużej części samych Polaków – państwem afer, zagrożeń i wiecznego kryzysu. Skąd tak różne obrazy tego samego kraju? Jerzy Niemczuk zagląda za kulisy „marki Polska” i dochodzi do wniosku znacznie mniej wygodnego niż kolejna kampania promocyjna.

  • Turyści widzą nowoczesną Polskę. Polacy widzą katastrofę. Jerzy Niemczuk pyta, komu wierzyć.
  • Data:

O marce Polska
Polska oglądana z zewnątrz zyskała markę po pierwsze dzięki zagranicznym turystom i różnym influencerom, którzy, żeby się wrażeniami wyróżnić, wybierają kraj mniej turystycznie popularny i opowiadają o nim w trybie zaskoczeń, co łatwo trafia do wyobraźni, po drugie dzięki dziennikarzom, którzy dostrzegają rozwój gospodarczy naszego kraju, nowoczesną infrastrukturę i powszechną cyfryzację. Płatności Blikiem, dostawa inPostem, mObywatel. „Żabki” na każdej ulicy, które nas irytują, natomiast turystom oferują przez całą dobę podstawowe produkty oraz kawę, gorące hotdogi, pizzę i hamburgery, okazują się strzałem w dziesiątkę, bo żeby coś szybko po drodze zeżreć znajdują je bez problemu.    


Ich opinie więcej w tej materii czynią dla „marki Polska” niż wszelkie usiłowania rządowych agend, o czym mogliśmy się przekonać wiele razy. Miał ją sławić jacht francuskiej marki, który szybko skończył marnie, a nawet gdyby pływał, to pokazywałby rzadko, że polskie jest francuskie, co nie wszystkich by przekonało, a większość czasu spędzałby na morzach i oceanach nieoglądany przez nikogo. W ostatnim czasie wybuchła afera, że wyprodukowano za sporą kasę raport promujący Polskę. Jeden z tych, co nikt ich nie czyta. Podejrzewam, że nawet osoba, która to wykonała, nie przeczytała. Wisiał jakiś czas w Internecie i tym razem ktoś przeczytał i wyszło na jaw, że tekst jest wytworem sztucznej inteligencji na domiar złego w wersji mało inteligentnej, w pokracznej polszczyźnie wspomaganej dziwacznymi anglicyzmami. Sam korzystam czasami z wersji płatnej i jestem pod wrażeniem stylistycznej poprawności tego medium, nie przypominam sobie, żeby polskiego zapominała.  Lepiej to wygląda niż nawet w popularnych gazetach, o portalach nie wspominając. Zdaje się, że w dziele narodowej promocji  akurat na tym zaoszczędzono. 


Reklama


Kiedy kurz po tej aferze opadł a odpowiedzialna Barbara Gorgoń-Mróz podała się do dymisji, okazało się, że to żaden opłacony raport, nikt za ten tekst nie zapłacił, był to dokument roboczy, o czym już mało kto się dowiedział. Ale że w Internecie wisiał, to i ona się zawiesiła. 


Dla przybyszów z zagranicy Polska jest krajem o nieciekawej z powodu stereotypów przeszłości – furmanki i chaty kryte strzechą - i zaskakująco rokującej przyszłości, co dla nas zaskakujące, bo wygląda na to, że według nas to jednak przeszłość ma być atutem. Stąd nieodmiennie cierpienia zaborów, II światowa, Chopin, Jan Paweł II, a z nowszych postaci Robert Lewandowski, który choć wieku już emerytalnym, to go można jeszcze oglądać po nocach, jak gra w USA. Ale świat chętniej ogląda dzieła polskich filmowców, Agnieszki Holland i Pawła Pawlikowskiego, czyta Olgę Tokarczuk i mam nadzieję, że jeszcze długo będzie mógł oglądać Igę Świątek, która sama dużo czyta.


Pojawiła się odea, żeby uczcić postać zmarłej niedawno bohaterki powstania obsadzając warszawską ulicę ławeczkami, z których będą się snuć jakieś opowieści, jakby nie pamiętano o ławeczkach patriotycznych grających Chopina, na których się siedzieć nie dało, natomiast za nieudany i kosztowny pomysł, to ktoś powinien siedzieć. Powtarzanie go za poprzednią władzą to strzał we własne w kolano. 


Polska oglądana od środka przez rodaków, a przynajmniej przez blisko połowę z nich, jest krajem popadającym w zależność od Europy, fatalnie zarządzanym i nękanym ciągłymi aferami, niebezpiecznym z powodu mieszkających tu Ukraińców. 

Reklama


A dzieje się tak z powodu politycznej opowieści, która z rzeczywistością niewiele ma wspólnego. Mieliśmy okazję oglądać w sejmie debatę nad kolejną próbą odrzucenia weta prezydenckiego w sprawie krypto aktywów. Formacja, której wiele postaci jest unurzanych w korupcyjne relacje z przestępcami z Zondacrypto, nie zgodziła się na ochronę Polaków przed oszustami i kontrolowanie piramidy finansowej, a własną aferą próbowała obciążyć rządzących. Wszystkiego próbowali. Padło nawet oskarżycielskie w intencji zdanie, że tam gdzie są duże pieniądze, pojawia się zaraz Tusk z Giertychem. Zapomniano, że tam gdzie pojawia się PiS, znikają duże pieniądze. 


Potem jeszcze premier został w sejmie obszczekany i to nie pies szczekał, lecz PiS. W osobie byłej posłanki Chorosińskiej. Osobliwe jak na osobę, która była ministrem kultury i jak mniemam, za sukę się nie uważa. Teraz to może się jednak zmienić. Wiadomo, że jak pies kogoś ugryzie to nie news, ale kiedy oszczeka premiera, choćby w osobie Chorosińskiej, to może zyskać światowy rozgłos.


Sejmowe obyczaje od dawna schodzą na psy. 


Obawiam się, że „marka Polska” ma wrogów, ale nie są nimi Ukraińcy tylko sami Polacy. Nie po raz pierwszy w naszej historii. 
Jerzy Niemczuk



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama